Zmasowany atak na komisję śledczą

Zmasowany atak na komisję śledczą

Trwa zmasowany "ostrzał" członków sejmowej komisji śledczej. Szczególnie narażeni na ataki są: Roman Giertych, Zbigniew Wasserman i Konstanty Miodowicz.
Zarząd SLD ma w piątek podjąć decyzję, czy złożyć do marszałka Sejmu wnioski o wykluczenie z prac komisji śledczej ds. PKN Orlen Zbigniewa Wassermanna (PiS) i eksperta płka Zbigniewa Nowka - poinformował sekretarz generalny Sojuszu Marek Dyduch. Zarząd prawdopodobnie poprze też wniosek SdPl o wykluczenie z komisji Romana Giertycha (LPR).

Zdaniem Dyducha, Wassermann i Nowek powinni zostać przez komisję przesłuchani, dlatego nie powinni brać udziału w jej pracach. "Byli w odpowiednim czasie informowani - jeden jako prokurator krajowy, drugi jako szef Urzędu Ochrony Państwa - o pewnych niebezpieczeństwach związanych z monopolem na dostawę paliwa" -  powiedział Dyduch.

Jeśli dojdzie do przesłuchania Nowka przed komisją, podobny wniosek Sojusz złoży być może w stosunku do Konstantego Miodowicza (PO). Co prawda - jak zaznaczył Dyduch - SLD na razie nie ma informacji, że Miodowicz współuczestniczył w nadzorowaniu w  UOP kwestii związanej z jednym z orlenowskich wątków, ale być może potwierdzi to w swoich zeznaniach Nowek.

Zdaniem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego są powody, by Sejm zajął się tym, "co uczynił Roman Giertych". "Nie chciałbym tego komentować. Komisja żyje swoim życiem. "Moim zdaniem nie mamy do czynienia ze zdarzeniem nieistotnym czy banalnym. Mamy do czynienia z poważnym problemem, na ile ten człowiek w komisji śledczej złamał zasady, które powinny go  obowiązywać". Kwaśniewski zaznaczył jednak, że jest to sprawa Sejmu, a nie prezydenta.

O tym, że klub SLD planuje złożenie wniosków o wykluczenie z komisji Wassermanna i Miodowicza, napisała w czwartek "Gazeta Wyborcza".

"To jest rozpacz tonącego, który brzytwy się chwyta" -  skomentował zapowiedzi SLD Wassermann. - Polityczny układ, który sprawuje władzę "w takim ogromnym bezmiarze afer" próbuje po prostu "odwrócić uwagę" od tego, co się dzieje wokół majątku narodowego i zagraża bezpieczeństwu państwa. Zarzut SLD pod jego adresem jako członka komisji nazwał "śmiesznym". "Jako prokurator krajowy zajmowałem się kilkoma tysiącami spraw, także i tą w tym sensie, że przekazałem ją do właściwego departamentu biura postępowania przygotowawczego (...) i kazałem przeprowadzić stosowne postępowanie" - zaznaczył. Dodał, że nie zajmował się sprawą więcej, został tylko poinformowany o sposobie jej zakończenia, co do którego nikt nie zgłaszał zastrzeżeń. Jak jednak podkreślił, "wie z kim ma do czynienia". "Ludzie idą do więzień tylko dlatego, że stają na drodze tych ludzi" - dodał.

Również Miodowicz, komentując zapowiedzi SLD, powiedział, że nie ma żadnych złudzeń, iż Sojusz zrobi wszystko, by zniszczyć komisję. Zdaniem posła PO, komisja jest niewygodna, bo "otrzymała instrumenty, by docierać do prawdy odsłaniającej rzeczywistość okresu, gdy Polską kierowała koalicja SLD-UP". "W którymkolwiek kierunku komisja się rozwija, tam docieramy do spraw bulwersujących i do nikczemności" - powiedział.

Zdaniem Miodowicza, zabiegi SLD mające na celu odsunięcie go wraz ze Zbigniewem Wassermannem od prac w komisji śledczej nie przyniosą spodziewanego efektu dla Sojuszu, bo "zwykły obywatel wie, kto w tym sporze - między komisją a apatriotycznymi partyjniakami - ma rację".

W czwartek komisja na tajnym posiedzeniu przesłuchiwała oficerów UOP. Jak powiedział Miodowicz, przesłuchiwani odpowiadali za zdobywanie informacji dotyczących polskiego bezpieczeństwa energetycznego w 2002 r. Informacje te "po stosownej analizie i przetworzeniu przekazywano władzom państwowym".

em, pap

Czytaj także