Do tragedii doszło w sobotę rano. W czasie kłótni rodzinnej 19- latka stanęła w obronie matki. Ojciec, Grzegorz G., w szale kilkakrotnie ugodził ją nożem w klatkę piersiową; później wybiegł z mieszkania i uciekł na dach bloku. Dziewczyna zginęła na miejscu.
Według relacji świadków, mężczyzna początkowo zachowywał się bardzo nerwowo, podchodził do krawędzi dachu, wydawało się, że skoczy. Później usiadł na jednym z kominów. Na miejsce przyjechała policja i straż pożarna. Przy bloku rozstawiono powietrzną poduszkę. Zaczęły się negocjacje - prowadzili je na zmianę dwaj policjanci i dwie policjantki. W gotowości byli cały czas antyterroryści.
Desperat nie wiedział, że jego córka nie żyje. Jak wyjaśnił rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski, negocjatorzy nie wyprowadzali go z błędu. W pewnym momencie nawet jedna z policjantek przebrała się w rzeczy jego córki i została przeniesiono na noszach do stojącej przed blokiem karetki - wszystko po to, by desperat uwierzył, że 19-latka żyje i jest tylko ranna.
Po kilku godzinach Grzegorz G. chciał oddać się w ręce policji, kiedy jednak wstał, stojący przed blokiem gapie, zaczęli krzyczeć: "skacz". "Negocjacje trzeba było zaczynać od początku" - podkreślił Sokołowski. W sumie trwały one ponad siedem godzin.
Żona i druga córka Grzegorza G., 9-latka, która była świadkiem tragedii, są w szoku. Opiekują się nimi policyjni psychologowie.
Według sąsiadów, rodzina ostatnio żyła biednie, mężczyzna był bezrobotny; jego żona - jak mówią sąsiedzi - pracowała w zakładzie fryzjerskim. Kobieta miała się skarżyć, że mąż ją bije. "Nikt z nas nie spodziewał się, że kiedyś dojdzie do czegoś takiego" - powiedziała jedna z sąsiadek rodziny. Relacje sąsiadów potwierdza policja. "Było kilka interwencji w tym domu związanych z przemocą w rodzinie" - powiedział Sokołowski. Nie wiadomo, czy mężczyzna podczas sobotniej kłótni był pod wpływem alkoholu.
Młodsza dziewczynka miała w najbliższym czasie przystąpić do komunii.
em, pap