Prokuratura Okręgowa w Kielcach postawiła przesłuchanemu w piątek mężczyźnie zarzut usiłowania dokonania rozboju z użyciem broni palnej oraz nielegalnego posiadania kilku sztuk broni. Sąd aresztował podejrzanego, ponieważ uznał, że "realnie grozi mu surowa kara" i w związku z tym uzasadniona jest obawa utrudniania śledztwa przez tę osobę - wyjaśnił rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach sędzia Artur Adamiec.
Drugi podejrzany w sprawie mężczyzna, dwukrotnie operowany z powodu ran doznanych podczas środowej strzelaniny koło banku w Połańcu, będzie przesłuchany, gdy pozwoli mu na to jego stan zdrowia. Obecnie jest w szpitalu pod ścisłym dozorem policjantów - poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Bogdan Karp.
Na temat zatrzymanego w czwartek przez policyjnych antyterrorystów w Kielcach trzeciego mężczyzny podejrzanego w tej sprawie prokuratura na obecnym etapie śledztwa się nie wypowiada.
Do napadu w Połańcu doszło w środę po południu. Bandytom nie udało się zrabować pieniędzy. Ostrzelani przez ochroniarza uciekli srebrnym audi, skradzionym 12 czerwca w Kielcach. Podczas policyjnego pościgu porzucili samochód 8 km od Połańca.
Dwóch podejrzanych o udział w napadzie mężczyzn zatrzymano w kilka godzin później w Grabkach Dużych koło Szydłowa, na terenie prywatnej posesji. Podczas przeszukania zabudowań mieszkalnych znaleziono cztery pistolety.
Napadnięty konwój należał do firmy Dersław, która zajmuje się m.in. ochroną Elektrowni "Połaniec". Regularnie szkoleni z zasad używania broni i postępowania w podobnych sytuacjach konwojenci z Dersława zachowali zimną krew; żadnemu nic się nie stało.
Udało się uratować wszystkie pieniądze przewożone w konwoju. Ich suma pozostaje tajemnicą. Nieoficjalnie mówi się, że chodziło o 1,5 mln zł.
ss, pap