Na szczęście jest OFF Festival. Dawid Podsiadło spełnił swoje marzenie

Na szczęście jest OFF Festival. Dawid Podsiadło spełnił swoje marzenie

Udary, czyli Dawid Podsiadło, Rubens, Olek Świerkot, Marcin Macuk i Łukasz Moskal
Udary, czyli Dawid Podsiadło, Rubens, Olek Świerkot, Marcin Macuk i Łukasz MoskalŹródło:Materiały prasowe / Spontan Productions
4 sierpnia w katowickiej Dolinie Trzech Stawów rozpoczęła się kolejna edycja OFF Festival. Impreza, której pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym jest Artur Rojek, co roku przyciąga na Śląsk wielbicieli muzyki alternatywnej. W tym roku organizatorzy zaserwowali festiwalowiczom wspaniałą niespodziankę, której bohaterem był Dawid Podsiadło.

Line-up tej imprezy nie zachwyci każdego. Zapewne większość osób, widząc na plakatach pogrubione nazwy zespołów, zastanowi się, czy kiedykolwiek o nich słyszało. Ale taki jest OFF Festival i taki – miejmy nadzieję – pozostanie. Początek sierpnia w Katowicach to czas poznawania nowych brzmień, zanurzania się w muzycznej alternatywie i obcowania z muzyką z wielu zakątków świata, a to wszystko w pozbawionej blichtru atmosferze, towarzyszącej innym wielkim festiwalom.

Pusha T śpiewać nie umie, ale ma gadane

Pierwszy dzień imprezy zdominowała muzyka, której do niedawna wielu stałych bywalców OFF Festivalu nie wyobrażało sobie na scenach ustawionych w Dolinie Trzech Stawów. Rap wdarł się jednak na dobre w line-up katowickiego wydarzenia i nigdzie się nie wybiera. A sam gatunek nie jest jednorodny, czego dowodem były zupełnie inne koncerty Huberta. i Yanna. Pierwszy zabiera słuchaczy na zalany słońcem klimatyczny piknik, a przy drugim można zgubić zawartość kieszeni w żywiołowym pogo.

Fani hip-hopu tego dnia czekali jednak przede wszystkim na jedną z największych gwiazd tegorocznej edycji OFF Festivalu. Pusha T pojawił się na scenie głównej dość wcześnie, bo jego koncert rozpoczął się już o 21:30. Początek był średnio udany, ponieważ raper rymował swoje teksty do nie do końca sprawnego mikrofonu. Usterkę udało się jednak szybko wyeliminować i publiczność mogła się w pełni cieszyć lirycznym kunsztem artysty z Wirginii. King Push ma sporo do powiedzenia i rapuje z chirurgiczną precyzją, udowadniając, że gra w jednej lidze z Kendrickiem Lamarem i Danzelem Curry. Rap o ciemnych i jasnych stronach sukcesu i popularności rozruszał katowicką publiczność, która stworzyła dobrze zdyscyplinowany młyn.

Pusha T na OFF Festival 2023

Pierwszy dzień na scenie głównej zamknął zespół Kokoroko. Ośmioosobowa grupa z Londynu zagrała bardzo radośnie, czym urzekła zebrany przed sceną tłum. Mieszanka jazzu i afrobeatu idealnie wpisała się w eklektyczny charakter imprezy.

Oto mamy festiwal, na którym ci sami ludzie świetnie bawią się przy prog-rockowym jazgocie Butcha Kassidy i kojących brzmieniach sekcji dętej Kokoroko. Sami muzycy byli wyraźnie zachwyceni, swoim pierwszym występem w Polsce i wielokrotnie dziękowali za ciepłe przyjęcie.

Czytaj też:
Porównania do Ciechowskiego i trudna relacja z ojczyzną. Swiernalis: Nad Polską wisi jakaś klątwa

Bezczelna młodość i meksykańskie szaleństwo

Ci, którzy swoją przygodę z pierwszym dniem festiwalu zakończyli na koncercie Kokoroko mogli kontynuować imprezę w klimacie afrobeatu, wybierając się na koncert Tropical Soldiers in Paradise na cenie namiotowej. Jazzujący kolektyw z Tymkiem Bryndalem i Marcinem Sojką na czele zapewnił uczestnikom wydarzenia nieco muzycznego słońca w dniu, w którym niebo nad Katowicami spowiły gęste chmury.

Całkiem słonecznie było też na otwarciu sceny głównej, gdzie zagrał zespół Sad Smiles złożony z bezczelnie młodych muzyków. Średnia wieku tego rock’n’rollwego narybku to zaledwie 16 lat, a już w tej chwili ich twórczością interesują się nie tylko liczni słuchacze, lecz także poważni gracze rynku wydawniczego. Artur Rojek z misjonarskim zacięciem daje szansę na sukces dzieciakom, które wbrew czasom sięgają wciąż za gitary.

A jeśli o gitary chodzi to całkiem pokaźną ich dawkę zaserwowali Irlandczycy z zespołu Gurriers. Ich koncert był energetyczną bombą.

Od pierwszego do ostatniego numeru grali tak, by zostawić po sobie dziurę w ziemi. Proste, niepretensjonalne granie okraszone, rozrywającym gardło wokalem, musiało zadowolić punk-rockową cześć publiczności. Niegrzecznie, głośno i szczerze.

Istnieje szansa, że festiwalowicze, którzy z Gurriers przenieśli się przed scenę eksperymentalną, musieli później podłączyć się do kroplówki. W namiocie, znajdującym się obok sceny głównej wystąpili Son Rompe Pera i dali zdecydowanie najbardziej oryginalny i energetyczny koncert drugiego dnia festiwalu. Meksykanie wyposażeni w gitary elektryczne, perkusjonalia i ksylofon grali tak, że trudno było stać w miejscu. Roztańczony namiot ruszał biodrami, skakał i pogował, a niezmordowani muzycy z uśmiechami na ustach odrzucali do swojego muzycznego ogniska kolejne laski dynamitu.

Czytaj też:
O niej będzie głośno. Daria ze Śląska: Dziwactwo siedzi we mnie od zawsze

Dawid Podsiadło spełnił swoje marzenie

Organizatorzy przygotowali dla tegorocznej publiczności nie lada niespodziankę. Przed festiwalem enigmatycznie zapowiedzieli występ zespołu Udary, który miał zagrać pierwszą i zarazem najważniejszą płytę zespołu The Strokes „Is This It”. Z opisu wynikało tylko tyle, że będą to znani muzycy, a kto nie przyjdzie o czasie pod scenę leśną, ten będzie żałować.

Dawid Podsiadło i Udary na OFF Festival 2023

Fani, którzy uważnie śledzą poczynania artysty z Dąbrowy Górniczej mogli od razu domyślać się, że frontmanem, powołanego specjalnie na tę okazję, zespołu będzie Dawid Podsiadło. Potwierdzenie tych domysłów przyszło na zaledwie dwie minuty przed startem koncertu i spowodowało, że przed osadzoną w drzewach sceną pojawiło się prawdziwe morze ludzi.

Tak właśnie spełniło się marzenie samego Podsiadły, jak i wielu jego oddanych fanów, którzy marzyli o tym, by usłyszeć, jak ich idol zamienia się w Juliana Casablancas.

Podsiadle na scenie towarzyszyli Rubens, Olek Świerkot, Łukasz Moskal i Marcin Macuk. Choć nie obyło się bez kilku potknięć, to trudno im tego nie wybaczyć. Nawet sceptycy muszą przyznać, że koncert dostarczył uczestnikom wydarzenia potężną dawkę festiwalowej frajdy.

Czytaj też:
Paulina Przybysz: Mam naprawdę burzliwą biografię, jest o czym pisać

Piękne uniesienia

W relacji z drugiego dnia imprezy dnia nie można pominąć koncertów Spritulaized i Slowdive. W obu przypadkach można było usiąść na trawie i dać się pochłonąć muzyce doświadczonych zespołów. Nie ma jednak wątpliwości, że tego dnia największy tłum pojawił się na koncercie tych drugich. Trudno się dziwić, bo OFF Festival powstawał m.in. z myślą o nich.

Slowdive wracają, na scenę po zbyt długiej przerwie niosąc ze sobą hipnotyzującą ścianę dźwięku. Czarują przesterem, nadając swojemu brzmieniu przestrzeni zdolnej pomieścić Ocean Spokojny. Całości dopełnia oniryczny wokal Rachel Goswell, który pozwala odnaleźć drogę w tej gęstej muzycznej mgle. Niesamowite wrażenie robiła dojmująca cisza między utworami. Wielotysięczna publiczność doskonale wczuła się w klimat i z wolna zanurzała się coraz głębiej w ten piękny i długo wyczekiwany koncert.

Czytaj też:
„Jezus” zrobił dziki festiwal na środku pustkowia. „Kaszubskie motyle lubią jazz”
Czytaj też:
Dla Barbie miał być tylko tłem, czyli skąd się wzięła KENfederacja?