Niemcy utrudniają dochodzenie w sprawie kradzieży starodruków z Biblioteki Jagiellońskiej, twierdzą krakowscy prokuratorzy. Mimo decyzji, dotąd nie wydali ich na potrzeby śledztwa.
Krakowska prokuratura zwracała się do prokuratur niemieckich m.in. o przesłuchanie dwóch introligatorów, którzy uczestniczyli w konserwacji dzieł, wystawionych na aukcję w domu Reiss&Sohn. Prośba skierowana do Berlina dotyczyła przesłuchania właścicieli firmy Devex, od której Dagobert Reiss miał zakupić wszystkie kradzione księgi.
Do tej pory nie przesłuchano nawet właścicieli Domu Aukcyjnego Reiss&Sohn, do którego trafiło 18 skradzionych z Biblioteki Jagiellońskiej starodruków.
Nie zyskał również przychylności wniosek o zwrot starodruków wkrótce po ich odnalezieniu. Dopiero w maju 2000 r. Wyższy Sąd Krajowy we Frankfurcie nad Menem zgodził się na warunkowy zwrot woluminów, będących dowodem rzeczowym w śledztwie. Jednak strona niemiecka domagała się dodatkowych poręczeń od wyższych instancji, że książki zostaną zwrócone na każde żądanie. Mimo, że postanowienie Wyższego Sądu Krajowego uprawomocniło się w lipcu 2000 r. do dzisiaj księgi nie zostały wydane.
em, pap
Do tej pory nie przesłuchano nawet właścicieli Domu Aukcyjnego Reiss&Sohn, do którego trafiło 18 skradzionych z Biblioteki Jagiellońskiej starodruków.
Nie zyskał również przychylności wniosek o zwrot starodruków wkrótce po ich odnalezieniu. Dopiero w maju 2000 r. Wyższy Sąd Krajowy we Frankfurcie nad Menem zgodził się na warunkowy zwrot woluminów, będących dowodem rzeczowym w śledztwie. Jednak strona niemiecka domagała się dodatkowych poręczeń od wyższych instancji, że książki zostaną zwrócone na każde żądanie. Mimo, że postanowienie Wyższego Sądu Krajowego uprawomocniło się w lipcu 2000 r. do dzisiaj księgi nie zostały wydane.
em, pap
