Silne chińskie kobiety

Silne chińskie kobiety

Nowoczesnych Chin nie byłoby bez reform zapoczątkowanych przez cesarzową Cixi. Chinki wywarły także decydujący wpływ na XX-wieczną historię kraju, który dziś rządzony jest przez konserwatywnych mężczyzn – mówi Jung Chang, autorka słynnych „Dzikich łabędzi” i biografii Mao, które są zakazane w Chinach. Jej najnowsza książka „Cesarzowa wdowa Cixi” ukazuje się właśnie w Polsce.

Odwiedza pani Chiny?

Odwiedzam moją matkę, która ma 84 lata. Ona jest jedną z bohaterek „Dzikich łabędzi”. Ta książka, podobnie jak inne, które napisałam, jest w Chinach zakazana, ale w świecie jest bardzo znana, co daje także mojej matce międzynarodową sławę. To pewnie jeden z powodów, dla których pozwalają mi raz do roku spędzić z nią kilka tygodni. Pewnie nie chcą ryzykować międzynarodowego zamieszania z powodu ewentualnej odmowy. Nie mam jednak swobody, jestem pod stałym nadzorem, reżim zna każdy mój krok, choć nie prowadzę tam żadnej działalności politycznej, nie widuję aktywistów, nie biorę udziału w żadnych wiecach.

Jak się zmieniły Chiny od czasu, gdy je pani opuściła w latach 70.?

To są kompletnie inne światy. Przede wszystkim w porównaniu z biedą, w której dorastałam w czasach Mao, znacznie podniósł się poziom życia ludzi. Z drugiej strony widać, jakiemu praniu mózgu zostali poddani. Inteligentni ludzie są świetnie wykształconymi specjalistami w swoich dziedzinach, ale jednocześnie kompletnie pozbawiono ich zdolności analitycznych w takich dziedzinach jak polityka czy sprawy społeczne. To jest wstrząsające, bo obserwuję społeczeństwo skupionych na sobie materialistów, którzy za nic mają wartości i moralne zahamowania.

A więc rewolucja kulturalna, w której brała pani udział jako członek Czerwonej Gwardii, została dokończona teraz, w epoce chińskiego kapitalizmu?

Przede wszystkim muszę powiedzieć kilka słów na swoją obronę: w czasach Mao każdy mój rówieśnik należał do Czerwonej Gwardii. Ja zrezygnowałam po kilku miesiącach, jak tylko zaczęły się przemoc i atakowanie nauczycieli. Moi rodzice padli jej ofiarami, ja sama zostałam zesłana na wieś na reedukację. A wracając do pana pytania: dzisiejszy reżim w przeciwień- stwie do maoistów nie jest zainteresowany niszczeniem kultury i tradycji. Sztuka w Chinach bujnie się rozwija.

Ale czy to społeczeństwo samolubnych materialistów i oportunistów, które dominuje dziś w Chinach, to nie jest wyzwanie dla tradycyjnej wspólnoty?

To prawda, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że to tradycyjne społeczeństwo z podziałami na rody i klany zostało zniszczone przez Mao. Dziś zanika nawet fizyczna wspólnota, bo w miastach ludzie mieszkają odizolowani od siebie w blokach i wieżowcach. Oczywiście powodzi im się świetnie, mogą się cieszyć ze zdobyczy gospodarki i rozwijać na każdym polu, pod warunkiem że nie biorą się do polityki. To bardzo ogranicza mentalnie i jest zupełnie nienaturalne we współczesnym świecie. Lin Biao powiedział kiedyś, że Chiny to bogaty kraj biednych ludzi, i to jest ciągle aktualne, tylko w innym wymiarze.

Dzisiejsza klasa średnia w Chinach to wierna klientela partii komunistycznej, która rozdziela wszystkie profity. Czy pomyślność Chińczyków zawsze zależała od łaski władców?

Do pewnego stopnia tak, ale obszar swobód był znacznie szerszy niż obecnie. W schyłkowym okresie panowania dynastii Qing każdy mógł założyć gazetę i prowadzić biznes. Istniała swoboda gospodarcza i wolność prasy, rzecz nie do pomyślenia w dzisiejszych Chinach, mimo że opierają one swój sukces na reformach zapoczątkowanych właśnie w tamtych czasach.

Pani książka o autorce tych reform, cesarzowej wdowie Cixi, ukazuje się właśnie w Polsce. Skąd zainteresowanie postacią, która jest kojarzona z ksenofobią i konserwatyzmem i obwiniana o doprowadzenie do upadku cesarstwa?

W Chinach przez tysiąclecia obowiązywał zwyczaj krępowania dziewczynkom stóp, by zahamować ich rozwój. Małe stopy uważano za atrybut urody, więc okaleczano i skazywano na straszne cierpienia miliony kobiet. Dopóki nie zaczęłam pracować nad „Dzikimi łabędziami”, byłam przekonana, że ten zwyczaj zlikwidowali komuniści. A tymczasem to była Cixi, uważana za reakcjonistkę. Potem, podczas pracy nad biografią Mao, uświadomiłam sobie, że to dzięki wprowadzanym przez nią reformom człowiek z chłopskiej rodziny dostał stypendium i mógł pojechać na studia do stolicy, publikował w wolnej prasie i miał swobodę politycznej wypowiedzi. To były osiągnięcia, o których ja w młodości spędzonej pod rządami Mao nie mogłam nawet marzyć. A to było ponad pół wieku po śmierci cesarzowej.

Skąd się wzięła jej fatalna reputacja?

Stworzyli ją republikanie po obaleniu cesarstwa, którzy chcieli udowodnić, że ta paskudna kobieta zrujnowała Chiny. Swój udział w tworzeniu legendy złej cesarzowej miały także zachodnie media. W czasie jej panowania doszło do wybuchu powstania bokserów, którzy mordowali misjonarzy i zagranicznych kupców, i to ją obarczono winą za te masakry. Powstał obraz Cixi będącej obsesyjną przeciwniczką reform w Chinach, który potem pielęgnowali także komuniści. Tymczasem z moich badań wynika, że było dokładnie przeciwnie. To ona otworzyła przed Zachodem drzwi do Chin. Sama dorastałam w zamkniętym komunistycznym kraju i wiem, jaka była, a może nawet ciągle jest, przepaść między Chińczykami a ludźmi Zachodu. A cesarzowa była bardzo otwartą osobą. Byłam zdumiona, odkrywając w archiwach dowody na to, z jaką łatwością ona i jej urzędnicy komunikowali się z Zachodem, przeprowadzając reformy, które przeniosły Chiny ze średniowiecza w nowoczesność.

Co poza zakazem krępowania stóp dziewczętom zdziałała jeszcze Cixi?

Zakaz krępowania stóp to gest symboliczny, podobnie jak wprowadzenie zakazu publicznego ćwiartowania skazańców. Cixi stworzyła podstawy nowoczesnych Chin. Za jej rządów i dzięki jej wsparciu powstały linie telegraficzne i kolej. Stworzono podstawy systemu prawnego opartego na standardach zachodnich. Podobnie było z systemem edukacyjnym. Stary system, oparty na mechanicznym studiowaniu dzieł Konfucjusza i skomplikowanych egzaminach, dających dostęp do kasty urzędniczej imperium, został zmieciony i zastąpiony zachodnim systemem edukacji – wprowadzono nauki przyrodnicze i umożliwiono edukację każdemu, czego przykładem jest choćby chłopski syn – Mao. Ten system został potem przejęty przez republikanów, a później przez komunistów, i do dziś obowiązuje w Chinach. Gdy republikanie obalili po jej śmierci dynastię Qing, otrzymali w spadku gotowy model społeczny, na którym zaczęli budować nowe Chiny. Także komuniści się na niej wzorowali. Kiedy po śmierci Mao jego następca Deng Xiaoping zaczął reformy, które uczyniły z komunistycznych Chin jedną z największych potęg gospodarczych świata, odwoływał się do tego, co zaczęła cesarzowa. W jego czasach, podobnie jak za rządów Cixi, ludzie nie mieli pojęcia, jak wygląda zewnętrzny świat, a on, podobnie jak cesarzowa, zaczął wysyłać Chińczyków za granicę, na czym i ja skorzystałam.

Deng reformował Chiny, żeby zachować komunizm u władzy. Cixi robiła to samo dla dynastii mandżurskiej.

Jej reformy były inne. Ona sama ograniczała swoją władzę, wprowadzała elementy monarchii konstytucyjnej, jawność budżetu cesarstwa i systemu podatkowego, czego nie ma dziś w Chinach. Stworzyła też cały system wyborczy, określający precyzyjnie, kto ma prawo głosu, i był to w tamtych czasach system bardziej liberalny niż np. brytyjski, gdzie prawo głosu było ograniczone do właścicieli ziemskich. Cixi dała prawa wyborcze także absolwentom wyższych uczelni, pracownikom administracji i uczonym. Oni nie posiadali ziemi, ale mogli głosować. Jej celem było wprowadzenie w Chinach monarchii konstytucyjnej, niestety, zmarła, nim jej plany zostały zrealizowane, a samą monarchię republikanie obalili kilka lat później.

Ich spadkobiercy na Tajwanie nie doceniają jej jednak, tak samo jak komuniści.

Tajwan się zmienił. Gdy opublikowano tam moją książkę po chińsku, byłam przygotowana na zmasowany atak, a tymczasem krytyka i prasa były zaskakująco jednogłośne w poparciu mojej interpretacji dorobku cesarzowej Cixi. Ale Tajwan to wolne społeczeństwo, pierwsza chińska demokracja, ludzie mają dostęp do informacji i swobodę krytycznego myślenia. W Chinach moje książki są nieznane i ciągle obowiązuje oficjalna partyjna wykładnia historii. Są jednak oznaki, że nastawienie się zmienia, co wnioskuję po prośbach o zgodę na nakręcenie serialu na podstawie mojej książki. Ja te prośby odrzucam, ale to znak, że także tam nastawienie się zmienia.

Czy to, że pierwsze reformy modernizujące Chiny przeprowadziła kobieta, ma jakieś znaczenie dla współczesnych Chińczyków?

Tak naprawdę historia XX- -wiecznych Chin jest pełna silnych kobiet. Poza Cixi mamy też siostry Soong. Jedna z nich była żoną lidera republikanów Sun Yat-sena, który obalił cesarstwo, a potem przyłączyła się do Mao i została prezydentem Chińskiej Republiki Ludowej. Druga została żoną Czang Kaj- -szeka, który przegrał z Mao wojnę o Chiny. To były wykształcone kobiety, odgrywające ważną, być może nawet decydującą rolę w politycznej karierze mężów. Nie należy też zapominać o Jiang Qing, żonie Mao, która praktycznie rządziła Chinami.

A gdzie się teraz podziały silne chińskie kobiety?

Są na Tajwanie. W najbliższych wyborach prezydenckich w tym kraju głównymi rywalkami są kobiety – to chyba precedens na światową skalę. Ciekawa jest w związku z tym reakcja w Chinach, gdzie komuniści szczycą się równouprawnieniem płci. Komentatorzy prześcigają się tam w ośmieszaniu tajwańskich kandydatek. Dotyczy to szczególnie szefowej Kuomintangu, partii, która ponad 100 lat temu obaliła cesarstwo w Chinach. To niewiarygodne, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że cesarzowa Cixi publicznie mówiła, że kobiety także mogą być patriotkami. Wygląda na to, że dynastia obecnie panująca w Chinach jest bardziej konserwatywna niż rządzący 100 lat temu Mandżurowie. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Jung Chang w cza- sie rewolucji była gorliwą wyznawczynią Mao, a potem została zesłana na reedukację na wieś. Po zakończeniu rewolucji kulturalnej i ponownym otwarciu uniwersytetów zaczęła studia anglistyczne i była jedną z pierwszych Chinek wysłanych na studia do Europy. Jej książka „Dzikie łabędzie” sprzedała się na całym świecie w ponad 13 mln egzemplarzy. Jung Chang mieszka w Wielkiej Brytanii.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2015
Więcej możesz przeczytać w 31/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0