Hitler powrócił! - "Er ist wieder da"

Hitler powrócił! - "Er ist wieder da"

Dodano:   /  Zmieniono: 73
Er ist wieder da / Look Who's Back (2015)
Er ist wieder da / Look Who's Back (2015) / Źródło: Constantin Film Produktion
Czy druga wojna światowa mogłaby się powtórzyć? Czy nazizm ponownie mógłby zawładnąć narodem niemieckim? Czy Hitler w obecnych warunkach, przy dojrzałym i wykształconym społeczeństwie, byłby w stanie ponownie dość do władzy? Od listopada niemieckie i austriackie kina podbija film „Er ist wieder da” („On powrócił”), który na trzy zadane pytania odpowiada pozytywnie.

Reklamowany jako komedia – Hitler biegający w koszuli bez majtek, stający do selfie z ludźmi pod Bramą Brandenburską, wpisujący do wyszukiwarki Google hasło: „podbój świata”, jednym słowem Führer przeniesiony do czasów współczesnych i przytłoczony ich realiami. Przez pierwsze pół godziny sala naprawdę się śmieje. Tyle, że następnie ten sam Hitler zaczyna jeździć po kraju, zadawać pytania i słuchać ludzkich problemów. Wtedy przestaje już być tak zabawnie. Na co się skarżą współcześni Niemcy? Na imigrantów i obcokrajowców, którzy zabierają im pracę, na brak jedności narodowej, na bezrobocie, na upadek demokracji i zanieczyszczenie środowiska. On zaś jest tam, aby ich wysłuchać, by wziąć te problemy na własne barki i obiecać, że się nimi zajmie. A ludziom tego brakuje i podoba im się, że w końcu ktoś z przekonaniem mówi o odnowie ojczyzny nawet, jeśli jest przebrany za Hitlera.

Media szybko orientują się, że można zarobić niesamowite pieniądze na komiku, który autorytatywnie mówi o współczesnych Niemczech, wytyka głupawość telewizji, nieudolność i brak zdecydowania u polityków. Z czterech głównych partii CSU, SPD, Linke i Grüne, Hitler szybko uznaje, że jego nowa nacjonalistyczna partia może wejść w koalicję właśnie z Zielonymi. Zyskuje popularność na mediach społecznościowych, filmiki z nim zbierają miliony lików na Facebooku, ludzie obejmując go, wykrzykują: „Kocham Hitlera, kocham Niemcy!”. I historia się powtarza, z innymi szczegółami, ale w takim samym schemacie.    

Film oparty na bestsellerze autorstwa Timura Vermesa, sprzedawanym po znaczącej cenie 19,39 euro, obejrzały podczas weekendu otwarcia 3 miliony osób w samych Niemczech. Mogłoby się wydawać, że historia wpisuje się w zabieg „oswajania” Hitlera i umniejszania powagi zbrodni nazistowskich, bo w końcu absurdu nie można brać na poważnie. Wszystko miałoby się odbywać pod hasłem: czyny Hitlera były straszne, ale właściwie on sam, jako osoba, był dość sympatyczny, lubił piękne górskie widoki, był dobrze zorganizowany i pod wieloma względami myślał w kategoriach męża stanu. Hitler jedzący owsiane batoniki i krytykujący Merkel, jest już bardzo zabawny.

Taka tendencja w niemieckiej kulturze popularnej ma silną pozycję; na szczęście film „Er ist wieder da” wyraźnie z nią polemizuje. To jest prawdziwa, dojrzała i głęboka przestroga, ukazująca, że przewrót nazistowski byłby ponownie możliwy. Opiera się przede wszystkim na apelu, by Niemcy nie spoczywali na laurach i nie przenosili postaci wodza w sferę zapomnianej przeszłości, ale by zdali sobie sprawę, że jest to jeden z wciąż możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji politycznej. W filmie padają znaczące słowa, że Hitler jest częścią historii Niemiec, które nigdy się go nie pozbędą, ale zawsze będą skazane na konfrontacje z jego zbrodniami. Śmieszny Führer pijący kawę na wynos, nie zmienił jednak swojej natury i nie waha się, aby wyciągnąć pistolet i zastrzelić pieska, który wgryzł mu się w nogawkę spodni. Dopiero to zdarzenie jest w stanie wstrząsnąć współczesną publicznością talk showów. Gdyby zastrzelił człowieka, to jakoś przeszlibyśmy nad tym do porządku dziennego, ale małego, słodkiego pieska? Hitler to barbarzyńca! 

Kolejny element, jaki się wyraźnie rysuje w kontekście filmu to krytyka tendencji narodowościowych. Zdaje się, że nieograniczona otwartość, powolna rezygnacja z koncepcji narodu oraz tradycji chrześcijańskiej w imię tolerancji znudził się w wielu częściach Europy – nie tylko w Niemczech. Oczywiście niemiecki nacjonalizm był straszny, przerodził się w nazizm oraz przybrał formy i środki totalitarne. Jednak paniczny strach przed światopoglądem konserwatywnym nie powinien prowadzić do tak daleko idących radykalizacji. Przy obecnych tendencjach traktowania tolerancji wręcz w kategoriach religijnych niewielka doza konserwatyzmu szczególnie w Niemczech, które kreują polityczną arenę całej Europy, może okazać się bardzo potrzebna lub wręcz zbawienna i wcale nie skutkować powrotem Hitlera do władzy. Niemcy zbyt lewicowe mogą być równie przerażające, co Niemcy skrajnie prawicowe. W kontekście ostatnich wydarzeń warto o tym pamiętać.   

 73

Czytaj także