Dan Brown ze Szczecina

Dan Brown ze Szczecina

Trwające od dekady poszukiwania polskiego Dana Browna zakończone. Na ten tytuł zasłużył Leszek Herman, autor powieści „Sedinum”.

Globalny sukces „Kodu Leonarda da Vinci” zaskoczył wszystkich, włącznie z autorem. A potem, jak to na rynku literatury popularnej, ruszyła machina. Zaczęły się poszukiwania lokalnych „Danów Brownów”. Wydawcy zamawiali powieści, a autorzy studiowali dzieła mistrza, by podrobić jego metodę. Przepis na powieść Dana Browna nie wydaje się szczególnie skomplikowany. Polegał na połączeniu wartkiej współczesnej akcji, pełnej strzelanin i pościgów, z nawiązaniami do wielkich dzieł z historii światowej sztuki, w których rzekomo ukryte są tajne znaki pomagające rozszyfrować kluczową dla fabuły zagadkę.

PRZEPIS NA BROWNA


To dlatego umieszczano akcję w miastach o długiej i skomplikowanej historii (Paryż, Rzym, Florencja), bo na takim tle przekonująco wypadają najrozmaitsze zagadki kryminalne związane z zabytkami i dziełami sztuki. Do tego kilka nazwisk, które znają nawet osoby opierającą swoją erudycję na Wikipedii (Leonardo da Vinci, Dante, Poe, Gaudi, Mozart). I najlepiej, żeby poza sensacyjną intrygą ozdobić tę konstrukcję jakąś teorią spiskową, np. o tajnym sprzysiężeniu. Ale, mimo że „Kod Leonarda da Vinci” to tylko popowa i mocno uproszczona wersja „Imienia róży” Umberta Eco, nikomu nie udało się powtórzyć sukcesu Browna.

A próbowały setki pisarzy. Kto dziś pamięta dzieła w rodzaju „Bractwa świętego całunu” Julii Navarro czy „Klątwę mozaiki” Giulia Leoniego? Bodaj jedynym autorem, który przebił się, stosując z sukcesem receptę Browna, okazał się Matthew Pearl ze swoim „Klubem Dantego” (wbrew tytułowi to opowieść o amerykańskim poecie Longfellowie) oraz „Cieniem Poego”. Sukces Browna próbowali dyskontować też Polacy. Bez szczególnych sukcesów. Może dlatego, że u nas przybrało to formę kryminału typowo historycznego. Mieliśmy więc powieść o średniowiecznym Toruniu („Leven” Tomasza Szlendaka) czy „Kacpra Ryxa” Mariusza Wollnego o renesansowym Krakowie (gdzie pojawiają się Jan Kochanowski i Mikołaj Sęp-Szarzyński). A kryminałów, których akcja dzieje się pod koniec wieku XIX i na początku XX, nie sposób wręcz zliczyć. Piszą je autorzy tacy, jak: Konrad Lewandowski, Grzegorz Kalinowski, Katarzyna Kwiatkowska, Marcin Wroński czy, najbardziej z nich znany, Marek Krajewski. Tymczasem polskiego Dana Browna jak nie było, tak nie ma. A oczekiwanie na niego trwało tak długo, że odpowiednikiem „Kodu Leonarda da Vinci ” ochrzczono „Bezcennego” Zygmunta Miłoszewskiego. Choć, jako żywo, rzecz bardziej przypomina jeden z odcinków „Sensacji XX wieku”. W efekcie polskim mistrzem zagadek z dziełami sztuki w tle wciąż pozostaje poczciwy Zbigniew Nienacki ze swoim cyklem o Panu Samochodziku.

PAPRYKARZ Z WIELKĄ HISTORIĄ

A w zasadzie należałoby użyć czasu przeszłego, bo oto pojawił się Leszek Herman ze swoją debiutancką, 800-stronicową powieścią o tajemniczych epizodach z historii Szczecina. „Sedinum. Wiadomość z podziemi” to pierwsza polska odpowiedź na fenomen Dana Browna, którą można uznać za udaną. Zresztą dostrzegli to też czytelnicy, którzy polecają sobie powieść w internecie. Oczywiście, nie jest to wydarzenie artystyczne, ale popkulturowe na pewno.

Leszek Herman jest szczecińskim architektem specjalizującym się w konserwacji zabytków, więc jak mało kto zna swoje miasto od strony starych budowli, podziemnych korytarzy i tajemniczych zaułków. Planując powieść, nie musiał się więc jakoś specjalnie przygotowywać. To widać w trakcie lektury: że wiedza, jaką się posługuje, nie wynika z pospiesznego researchu. Na pytanie, czy jest zafascynowanyhistorią Szczecina, autor „Sedinum” odpowiedział: „Owszem, może dlatego, że jako architekt i pasjonat historii patrzę na to, co dokoła mnie, trochę inaczej, wnikliwiej. I wiem, że obecne znaczenie miasta nie jest takie, na jakie Szczecin zasługuje. Szczecin ma wielką, znamienitą historię, która pozwala na stawianie go w jednym rzędzie z Berlinem i Paryżem, a nie na dość pobłażliwe spoglądanie na przykład z warszawskiej czy krakowskiej perspektywy. Także z tego powodu chciałem wydać tę książkę”. Najpierw była więc fascynacja i miłość do rodzinnego miasta, a dopiero potem pojawił się pomysł na opisanie tego tematu w formie powieściowej.

HITLEROWCY I MASONI

Początkowo autor nie wiedział nawet, jaki gatunek wybrać, ale rozejrzawszy się po listach bestsellerów, postawił na sensację. Chciał napisać książkę łączącą zalety powieści Browna i Chmielewskiej. Wpływu autorki „Całego zdania nieboszczyka” szczególnie tu jednak nie widać. Może i dobrze, bo gdyby Herman postawił na dowcipy w jej stylu, osłabiłoby to siłę działania intrygi „Sedinum”. W efekcie otrzymaliśmy błyskotliwą powieść krajoznawczo-popularnonaukowosensacyjno-detektywistyczną, jak Piotr Kuncewicz opisał kiedyś cykl Zbigniewa Nienackiego o Panu Samochodziku.

Jak to bywa z sensacyjnymi fabułami, zdradzać zbyt wiele nie można, by nie psuć przyjemności lektury. Idzie tu o ukryty skarb, którego w 1945 r. szukali wycofujący się hitlerowcy, a później członkowie Werwolfu (czyli niemieckiej konspiracji działającej w Polsce po wojnie). Dziś ich potomkowie wracają do Szczecina, by przejąć bezcenne zabytki, a trójka współczesnych Polaków zostaje w to przypadkiem wplątana. Ale intryga sięga czasów średniowiecza, gdy Księstwo Pomorskie (którego władca rezydował w Szczecinie) rozkwitało. Akcja zahacza o lożę masońską, ponieważ jej członkowie znali tajemnicę skarbu, „zapisaną” – podobnie jak u Dana Browna – w dziełach sztuki. Jak widać, to skomplikowana układanka, ale Leszek Herman zapanował nad nią i ubarwił ją wieloma atrakcyjnymi scenami pogoni po szczecińskich podziemiach. A na dodatek poprowadził akcję tak, że możliwa jest jej kontynuacja, którą zresztą już teraz zapowiada. „Sedinum” ma być pierwszą częścią planowanej trylogii, której drugi tom już powstaje. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

DAN BROWN

Autor jednej z największych sensacji wydawniczych początku wieku, powieści „Kod Leonarda da Vinci” (2003), której sprzedaż na świecie sięga już 100 mln egzemplarzy. Debiutował w 1995 r. poradnikiem „Men to Avoid: A Survival Guide for the Romantically Frustrated Woman”. W 1998 r. ukazała się jego pierwsza powieść sensacyjna – „Cyfrowa twierdza”, która wzorowo spełnia wymagania stawiane typowemu technothrillerowi, ale nie stała się bestsellerem. Niezrażony Dan Brown zabrał się po niej do pisania dwóch powieści jednocześnie – tematem jednej („Anioły i demony”, 2000) było watykańskie konklawe, na które ma zostać wykonany zamach. W drugiej („Zwodniczy punkt”, 2001) oszustwa na gigantyczną skalę dopuszcza się NASA, której program kosmiczny nie rozwija się i grozi jej likwidacja. Naukowcy podrabiają więc meteoryt ze śladami życia z kosmosu. Dzięki sukcesowi „Kodu Leonarda da Vinci” wszystkie wcześniejsze powieści autora stały się bestsellerami. Podobnie jak kolejne – „Zaginiony symbol” (2009) oraz „Inferno” (2013). Do dziś Brown sprzedał ponad 200 mln egzemplarzy książek. Sukcesami okazały się również ekranizacje jego powieści. Przede wszystkim „Kod da Vinci” w reżyserii Rona Howarda (zarobił grubo ponad 600 mln dolarów na czysto) oraz „Anioły i demony”.

LESZEK HERMAN: „SEDINUM. WIADOMOŚĆ Z PODZIEMI” WYD. MUZA SA

Okładka tygodnika WPROST: 6/2016
Więcej możesz przeczytać w 6/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0