W Atlancie w Stanach Zjednoczonych naukowcy z dwóch rządowych placówek prowadzili badania nad wąglikiem. Byli przekonani, że w eksperymentach wykorzystywane są unieszkodliwione bakterie. Okazało się, że rzeczywistość jest inna.
Badaczy poinformowano, że wąglik, z którym eksperymentowali, nie jest niebezpieczny. W trakcie badania okazało się jednak, że bakterie wciąż są żywe i szkodliwe dla ludzi. Ze względu na fakt, że groźne drobnoustroje mogły dostać się do powietrza, zapadła decyzja, aby 75 pracowników odesłać na obserwację. Podano im szczepionki i antybiotyki. Jak dotychczas u żadnego z naukowców nie stwierdzono choroby. Eksperci tonują jednak nastroje, zaznaczając, że objawy wąglika mogą wystąpić nawet po dwóch miesiącach.
Polskie Radio
Polskie Radio
