Pamiętacie, jak żeśmy wszyscy głośno rżeli, gdy Andrzej Lepper opowiadał o talibach lądujących w Klewkach? I jak się potem zrobiło cicho, gdy się okazało, że CIA na Mazurach rzeczywiście torturowała islamskich terrorystów? Taki sam rechot rozlegał się w okolicach 2016 roku, gdy w czasie morderczego pojedynku Donalda Trumpa z Hillary Clinton pojawiły się plotki o zmowie pedofilskich elit, biorących udział w orgiach na prywatnych wyspach.
Akta Epsteina pokazują, że w tej nieprawdopodobnej, wydawałoby się, pogłosce jest całkiem spore ziarno prawdy. Uderza ona szerzej niż chcieliby tego ludzie przekonani o tym, że wyłączność na współudział ma tu Donald Trump i jego środowisko. Epstein, któremu tak chętnie przyklejono łatkę nadwornego stręczyciela konserwatywnej amerykańskiej prawicy w istocie obsługiwał przecież także lewicowe elity.
Wszyscy byli u Epsteina
Najwybitniejszy krytyk struktur władzy Noam Chomsky w prywatnym odrzutowcu Jeffreya Epsteina, doradzający mu troskliwie, jak bronić się przed piętrzącymi zarzutami o pedofilię? Dlaczego nie! Epstein miał naprawdę szerokie horyzonty. W ujawnionych właśnie aktach jego sprawy mamy nazwiska tak politycznie od siebie odległe jak Donald Trump i Bill Clinton, Elon Musk i Bill Gates, Steve Bannon i Larry Summers.
Coś, co wydawało się wyłącznie republikańskim brudem, wylewa się szeroko także na liberalne środowiska.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
