„Byliśmy przekonani, że to dokumenty niejawne”. NIK i faktury za Pegasusa

„Byliśmy przekonani, że to dokumenty niejawne”. NIK i faktury za Pegasusa

Marian Banaś
Marian Banaś / Źródło: Newspix.pl / Marcin Banaszkiewicz / Fotonews
– Byliśmy bardzo długo przekonani, że duża część z tych dokumentów to dokumenty niejawne (...). W tych dokumentach są kopie dwóch faktur – opisywał reporter „Czarno na białym” Piotr Świerczek. Dziennikarze otrzymali od NIK wgląd do faktur, na których nie ma co prawda nazwy „Pegasus”, ale z całą pewnością oceniają, że dotyczą właśnie tego systemu.

Pegasusem – oprogramowaniem służącym m.in. do podsłuchiwania rozmów, dającym możliwość przeglądania zawartości telefonu – mieli być inwigilowani m.in. senator Krzysztof Brejza, Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek. Pierwsze informacje na ten temat publikowała agencja Associated Press, podkreślając, że ustalili to eksperci z Citizen Lab, działającego na Uniwersytecie Toronto.

Po tym, jak te doniesienia ujrzały światło dzienne, w Polsce rozpoczęto ustalanie, czy rzeczywiście Brejza w okresie, gdy był szefem kampanii PO, był inwigilowany przez służby. Początkowo władza zaprzeczała, że Polska posiada Pegasusa, ale z każdym kolejnym dniem pojawiały się nowe ustalenia: w swoich wnioskach CBA, gdy prosiło sąd o zgodę na kontrolę operacyjną, dla Pegasusa używało specjalnego oznaczenia „Prim”.

Faktury za Pegasusa. „Czarno na białym” dotarło do dokumentów

Ta narracja obozu rządzącego runęła dosyć szybko, bo w wywiadzie z tygodnikiem „Sieci” posiadanie Pegasusa przez Polskę potwierdził wicepremier i prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wcześniej mnóstwo polityków, przez premiera, szefa KPRM, ministra sprawiedliwości, zaprzeczało, że w dyspozycji służb jest to oprogramowanie. – Źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia – przekonywał Kaczyński.

W sprawie jest mnóstwo wątków, m.in. dlaczego zakup sfinansowano z Funduszu Sprawiedliwości (choć kupowano go dla Centralnego Biura Antykorupcyjnego), kogo jeszcze inwigilowano i jak długo. W Senacie powołano nawet komisję, która ma wyjaśnić „aferę Pegasusa”.

Teraz reporterzy „Czarno na białym” TVN24 dotarli do faktury na zakup Pegasusa, które ujawniła Najwyższa Izba Kontroli. „NIK posiada dwie jawne faktury VAT z tytułu płatności ze środków otrzymanych z Funduszu Sprawiedliwości w kwocie 25 mln zł za realizację umowy z dnia 29 września 2017 r. (umowa niejawna) zawartej pomiędzy MS (Ministerstwo Sprawiedliwości – red.) a CBA” – padło w informacji, którą uzyskali od NIK.

„Byliśmy przekonani, że to dokumenty niejawne”

Problem z fakturą jest taki, że nie doprecyzowano na niej o jakie środki „techniki specjalnej, służących do wykrywania i zapobiegania przestępczości” chodzi. Piotr Świerczek z „Czarno na białym” na antenie TVN24 tak to opisywał:

– Byliśmy bardzo długo przekonani, że duża część z tych dokumentów to dokumenty niejawne (...). W tych dokumentach są kopie dwóch faktur. Na nich wymieniona jest firma Matic. To jest firma, która od lat współpracuje z polską policją, ale także ze służbami specjalnymi. Ma odpowiednie certyfikaty (...). Właśnie przez tę spółkę przeprowadzono zakup „środków techniki specjalnej”.

Świerczek doprecyzował, że choć na fakturach nie ma słowa „Pegasus”, to kwota z dokumentów jest „tożsama z ceną tego sprzętu”. W tej sprawie pojawia się jeszcze jeden wątek: w opinii Najwyższej Izby Kontroli CBA w ogóle nie powinno otrzymać tych środków od Funduszu Sprawiedliwości.

„Zdaniem NIK środki z Funduszu Sprawiedliwości nie mogły zostać przekazane CBA, gdyż zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 9 czerwca 2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym działalność CBA jest finansowana wyłącznie ze środków budżetu państwa, a środki państwowego funduszu celowego nie są środkami tego rodzaju” – brzmiała opinia, którą otrzymali reporterzy TVN24.

Czytaj też:
Giertych padł ofiarą cyberataku? Dziwne wiadomości z telefonu córki mecenasa

Źródło: "Czarno na białym" TVN
 1

Czytaj także