Chińczykom nie uśmiecha się figurować na liście najbogatszych magazynu „Forbes”. W Chinach ukazała się książka „Przekleństwo Forbesa”, której autor przekonuje, że każdy, kto znajdzie się na tej liście, jest skończony. Ranking jest nieoficjalnie nazywany „listą świń na rzeź”, ponieważ ludzie umieszczeni w nim rzekomo popadają w niełaskę władz, pisze „Economist”.
Chińska edycja „Forbesa" zamieściła recenzję książki. Wymienia w niej tych biznesmenów, którzy rzeczywiście popadli w kłopoty po tym, jak zostali uwzględnieni w publikacji magazynu. Gazeta zastanawia się zatem, czy w Chinach ktokolwiek jest bezpieczny od „klątwy bogactwa”. Nowe badanie sugeruje jednak, że tak. Rupert Hoogewerf, autor pierwszej chińskiej listy „Forbesa”, a teraz redaktor konkurencyjnej Hurun Rich List, przeanalizował losy ponad 1300 osób. Dwie z nich oczekują na proces, w sprawie dziesięciu toczą się dochodzenia, interesy siedmiu zostały zbadane, ale ich nie skazano, siedem wyemigrowało z Chin, a sześć zmarło (w tym dwie w wyniku samobójstwa, a jedna – morderstwa). Osiemnastu z list Forbesa siedzi w więzieniu – pozornie całkiem dużo, ale procentowo to tylko 2%.
Mimo to, pozostaje pytanie, na ile bogacenie się w Chinach musi być powiązane ze zbrodnią i korupcją. Te właśnie „grzechy pierworodne" są uważane za źródło powodzenia wielu najbardziej dochodowych przedsięwzięć w Chinach. „Economist” analizuje długi na 20 stron artykuł z pekińskiego pisma Kan Tian Xia ("Widok na świat"), który wskazuje, że najwięcej przestępstw popełniano dawniej, kiedy trudniej było o kredyt, a zarządzanie jeszcze raczkowało. Nowe fortuny, szczególnie te, które opierają się na kapitale wysokiego ryzyka (np. nowe technologie), są dzisiaj dokładnie sprawdzane. Czasem okazują się rzeczywiście oparte na nielegalnych działaniach, przez co wielu Chińczyków jest zdania, że bogactwo nieodłącznie wiąże się z oszustwem.
Pod artykułem w Kan Tian Xia wielu Chińczyków umieściło swoje komentarze dające wyraz ich nieufności wobec biznesmenów. Co ciekawe, cenzorzy na usługach chińskich władz, zwykle bardzo aktywni w wycinaniu niepochlebnych komentarzy, tym razem pozwolili, by przeczytało je jak najwięcej osób. Władze promują pogląd, że ci z bogaczy, którzy są jeszcze na wolności, pozostają poza więzieniem tylko dlatego, że przekupili organa ścigania. Faktem jest za to, że wszystkie wielkie przedsiębiorstwa, których szefowie zostaną skompromitowani, przechodzą na własność skarbu państwa. Być może nie tylko świat biznesu ma niewiele wspólnego z etyką, podsumowuje „Economist".
AN
Mimo to, pozostaje pytanie, na ile bogacenie się w Chinach musi być powiązane ze zbrodnią i korupcją. Te właśnie „grzechy pierworodne" są uważane za źródło powodzenia wielu najbardziej dochodowych przedsięwzięć w Chinach. „Economist” analizuje długi na 20 stron artykuł z pekińskiego pisma Kan Tian Xia ("Widok na świat"), który wskazuje, że najwięcej przestępstw popełniano dawniej, kiedy trudniej było o kredyt, a zarządzanie jeszcze raczkowało. Nowe fortuny, szczególnie te, które opierają się na kapitale wysokiego ryzyka (np. nowe technologie), są dzisiaj dokładnie sprawdzane. Czasem okazują się rzeczywiście oparte na nielegalnych działaniach, przez co wielu Chińczyków jest zdania, że bogactwo nieodłącznie wiąże się z oszustwem.
Pod artykułem w Kan Tian Xia wielu Chińczyków umieściło swoje komentarze dające wyraz ich nieufności wobec biznesmenów. Co ciekawe, cenzorzy na usługach chińskich władz, zwykle bardzo aktywni w wycinaniu niepochlebnych komentarzy, tym razem pozwolili, by przeczytało je jak najwięcej osób. Władze promują pogląd, że ci z bogaczy, którzy są jeszcze na wolności, pozostają poza więzieniem tylko dlatego, że przekupili organa ścigania. Faktem jest za to, że wszystkie wielkie przedsiębiorstwa, których szefowie zostaną skompromitowani, przechodzą na własność skarbu państwa. Być może nie tylko świat biznesu ma niewiele wspólnego z etyką, podsumowuje „Economist".
AN