Wystawa „Hitler i Niemcy”, wbrew zapewnieniom, nie przetarła szlaków niemieckiej historii. Niemcy potrzebują nowego podejścia, aby zmierzyć się ze swoją przeszłością. Berlińska wystawa nie doprowadzi jednak do przełomu - ocenia der Spiegel.
Niemieckie Muzeum Historyczne świetnie poradziło sobie z PR-em. Informacja o wystawie „Hitler i Niemcy" obiegła cały świat. Nic dziwnego - ekspozycja to pierwsza kompleksowa ustawa o Führerze od 1945 roku. Ogólnoświatowe media złapały się na ten haczyk i informowały, że wystawa będzie przełamywać tabu Hitlera. Jeden z brytyjskich nadawców zasugerował nawet, że jest ona pierwszą szansą dla Niemców na zmierzenie się ze swoją przeszłością. Niestety okazało się, że wszyscy się pomylili, a w wystawie nie ma nic przełomowego, prócz gruntownego przygotowania kuratorów do analizowania tego tematu.
Wystawa „Hitler i Niemcy" przedstawia gruntowną historię powstania partii nazistowskiej i Trzeciej Rzeszy. Twórcy ekspozycji przypominają jak żarliwie naród popierał, wedle słów kuratorów, tak nieciekawego człowieka. Na wystawie znaleźć można takie eksponaty jak ogromny gobelin wyhaftowany przez grupę niemieckich kobiet, przedstawiający brązowe koszule i Hitlerjugend zbierających się pod kościołem, karty do gry z wizerunkami nazistowskich przywódców czy album ze zdjęciami zatytułowany „Hitler, jakiego nikt nie zna”.
W dniu otwarcia wystawy, Niemieckie Muzeum Historyczne w centrum Berlina było pełne Niemców i zagranicznych gości. Niewielu wyszło z niego z większą wiedzą o nazizmie. Mit Niemców, jako niewinnego narodu prowadzonego do boju przez złego do szpiku kości przywódcę został obalony dekady temu. Była to kiepska wymówka dla pokolenia, które podążało za Hitlerem. Jeśli ktokolwiek wciąż w to wierzył jest beznadziejnym ignorantem. Od lat wystawy w całych Niemczech skupiały się na wszystkich aspektach nazistowskich rządów. Większy efekt niż berlińska wystawa osiągany jest przez muzea. Wśród nich m.in. to zlokalizowane w siedzibie Hitlera w Berghof, gdzie od dekady pokazuje się młodemu pokoleniu jak ich przodkowie wielbili Führera.
Ostatnia wystawa, która naprawdę przełamywała tabu w niemieckim społeczeństwie, została otwarta w 1990 roku. Dotyczyła udziału Wermachtu w zbrodniach wojennych na froncie wschodnim, a także udziału niemieckich żołnierzy w Holokauście.
ja, "Der Spiegel"
Wystawa „Hitler i Niemcy" przedstawia gruntowną historię powstania partii nazistowskiej i Trzeciej Rzeszy. Twórcy ekspozycji przypominają jak żarliwie naród popierał, wedle słów kuratorów, tak nieciekawego człowieka. Na wystawie znaleźć można takie eksponaty jak ogromny gobelin wyhaftowany przez grupę niemieckich kobiet, przedstawiający brązowe koszule i Hitlerjugend zbierających się pod kościołem, karty do gry z wizerunkami nazistowskich przywódców czy album ze zdjęciami zatytułowany „Hitler, jakiego nikt nie zna”.
W dniu otwarcia wystawy, Niemieckie Muzeum Historyczne w centrum Berlina było pełne Niemców i zagranicznych gości. Niewielu wyszło z niego z większą wiedzą o nazizmie. Mit Niemców, jako niewinnego narodu prowadzonego do boju przez złego do szpiku kości przywódcę został obalony dekady temu. Była to kiepska wymówka dla pokolenia, które podążało za Hitlerem. Jeśli ktokolwiek wciąż w to wierzył jest beznadziejnym ignorantem. Od lat wystawy w całych Niemczech skupiały się na wszystkich aspektach nazistowskich rządów. Większy efekt niż berlińska wystawa osiągany jest przez muzea. Wśród nich m.in. to zlokalizowane w siedzibie Hitlera w Berghof, gdzie od dekady pokazuje się młodemu pokoleniu jak ich przodkowie wielbili Führera.
Ostatnia wystawa, która naprawdę przełamywała tabu w niemieckim społeczeństwie, została otwarta w 1990 roku. Dotyczyła udziału Wermachtu w zbrodniach wojennych na froncie wschodnim, a także udziału niemieckich żołnierzy w Holokauście.
ja, "Der Spiegel"