Gazeta dodaje, że "politycy chętnie mówią o cezurach". "Tym razem to nie przesada. Technicznie byłoby pewnie możliwe, by zmodernizować również stare niemieckie elektrownie atomowe, co wymagałoby wysokich nakładów i pozostawiało otwartym pytanie, jak bezpieczne byłyby potem te elektrownie. Jednak z politycznego punktu widzenia kwestia pokojowego wykorzystania energii atomowej w Niemczech jest raz na zawsze zamknięta. W obliczu przerażających obrazów z Japonii, koalicji rządzącej nie pozostaje nic innego, jak ucieczka do przodu, przy poszanowaniu obowiązujących ustaw" - napisała "FAZ".
Gazeta dodaje też, że trudno sobie wyobrazić, by pewnego dnia niemiecka kanclerz starała się o reelekcję, ogłaszając, że "jako fizyk z wykształcenia ponownie uruchomiła nawet matuzalemy wśród niemieckich reaktorów atomowych".
We wtorek niemiecka kanclerz Angela Merkel zapowiedziała, że siedem elektrowni atomowych, wybudowanych przed 1980 r. zostanie przejściowo wyłączonych. Jednocześnie rząd zawiesił na trzy miesiące wdrożenie ustawy, przewidującej wydłużenie o średnio 12 lat eksploatacji niemieckich elektrowni jądrowych. Mają one zostać poddane kontroli pod kątem bezpieczeństwa.
PAP