Cécile Van de Velde, socjolog kierująca badaniami społecznymi, postanowiła zatem udoskonalić sondaż. W styczniu przebadała grupę 1000 nastolatków powyżej 15 roku życia. Podstawowy wniosek dotyczy pogłębiających się różnic między dobrze wykształconymi młodymi Francuzami z dużych miast a źle wyedukowanymi mieszkańcami przedmieścia. Czterech na pięciu badanych uważa, że Francuzi w wieku 18-24 nie mają równych szans w życiu zawodowym.
Jeszcze kilka lat temu receptą na tą nierówność byłoby ukończenie studiów. Jednak dziś wiara w dyplom zanika, ponieważ uważa się go za absolutne minimum. 88 proc. Francuzów uważa, że o ich karierze zadecyduje "wysiłek osobisty". Ale czy to oznacza, że są panami własnego losu? Nie, większość z nich uważa, że pochodzenie, miejsce zamieszkania i prestiż ukończonych szkół ma nadal ogromne znaczenie w życiu zawodowym.
Młodzi z wielkomiejskich gett uważani są za przestępców, narkomanów i wichrzycieli. Członkowie l'Observatoire, którzy zajmują się problemami nowego pokolenia, oskarżają media o kreowanie negatywnego wizerunku młodzieży. Francuzi ubolewają nad kształtem kolejnej generacji i jednocześnie pogarszają sytuację krzywdzącymi ocenami.
Christophe Paris widzi jednak cień szansy na wyjście z sytuacji. 95 proc. Francuzów oczekuje, że problemy młodych obywateli staną się priorytetem dla polityków. Istnieje szansa, że w wywrze to nacisk na partie, by wreszcie zaczęły traktować nowe pokolenie poważnie.
MK