Według niemieckiej gazety protesty w Europie są także wyrazem złości i rozczarowania. Podczas kryzysu finansowego w 2008 roku, kiedy państwa wpompowały w system bankowy olbrzymie pieniądze, wielu obywateli sądziło, że przeżywają katharsis kapitalizmu - pisze gazeta. Tymczasem było to i pozostaje iluzją, gdyż wielkie banki nadal podejmują ryzyko za pomocą tych samych środków i metod, jakie poprzednio doprowadziły do kryzysu finansowego. W opinii dziennika mogą one kontynuować swoją grę, ponieważ żadne z surowych reguł, które zostały ogłoszone przez światowych polityków, nie weszły w życie. Kapitalizm finansowy nie stał się ani trochę bardziej ludzki, a napędzające go siły wciąż działają - odnotowuje "Sueddeutsche Zeitung".
Gazeta podkreśla jednocześnie, że protesty oburzonych nie dotyczą już krajowej polityki, gdyż ludzie nie oczekują od niej wiele. Protestujący widzieli już, jak bezsilne, zdezorientowane i dryfujące parlamenty narodowe reagowały na kryzys finansowy. Dlatego teraz popierają międzynarodową politykę - przekonuje niemiecki dziennik. Przeciętni ludzie na całym świecie nie chcą przyglądać się już, jak za miliardowe sumy pochodzące z podatków ratowane są banki, a niedoskonałości kapitalizmu finansowego są naprawiane jedynie prowizorycznie i domagają się przejrzystych zasad jego funkcjonowania - podkreśla gazeta.
Komentarz na temat demonstracji "oburzonych" dziennik podsumowuje pisząc, że w ciągu ostatnich 10 lat Niemcy bronili Hindukuszu. "Teraz trzeba obronić demokrację przed chciwością rynków. Świat, który może walczyć z talibami, nie może bać się brokerów" - kończy "Sueddeutsche Zeitung".
PAP