Przegląd prasy

Przegląd prasy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy Zakopane jest polską stolicą neofaszyzmu, dlaczego szef SLD finansuje Samoobronę, czy Aleksander Kwaśniewski ma sentyment do pijaków i czy za "dymka" na ulicy zapłacimy mandat - o tym piszą dzisiejsze gazety.
Władze Zakopanego - jako jedyny samorząd w Polsce - utrzymują oficjalne kontakty z faszyzującym Obozem Narodowo-Radykalnym. Burmistrz miasta zaprasza młodych ultranacjonalistów do magistratu, chwali za poglądy i pomaga im wynająć pierwszy w Polsce lokal - pisze "Gazeta Wyborcza" w artykule "Zakopane zaprasza neofaszystów". Na swojej stronie internetowej Obóz Narodowo-Radykalny chwali się nawiązaniem bliskich kontaktów z burmistrzem Zakopanego Piotrem Bąkiem. Władze miasta zbierają pochwały za to, że jako jedyne w Polsce oficjalnie współpracują z organizacją. Są zdjęcia burmistrza z młodymi ultranacjonalistami na tle sztandaru ONR i relacje ze wspólnych spotkań. Obok ONR wykłada swoje cele. Ubolewa, że Holocaust nie przyniósł całkowitej zagłady Żydów. ONR to grupująca skinheadów marginalna organizacja. Nawiązuje do faszyzującego ruchu z dwudziestolecia międzywojennego. Legalnie działa od 2003 r. Do tej pory szczególnie aktywna była w południowo-zachodniej części kraju, głównie na Opolszczyźnie. ONR-owcy regularnie zakłócają rocznice wybuchu III powstania śląskiego na Górze św. Anny. W ubiegłym roku zorganizowali "najazd na Myślenice", by upamiętnić największe przedwojenne zamieszki antyżydowskie w Polsce.

Dlaczego lider SLD wpłacał pieniądze na Samoobronę? Czy to możliwe, że dyrektor TVP1 finansował Platformę Obywatelską? Jak to się stało, że partia, która chce stawać w obronie najbiedniejszych, jest najbogatsza? - zastanawia się "Rzeczpospolita", która dotarła do sprawozdań finansowych największych ugrupowań. Pierwsza niespodzianka - największymi pieniędzmi dysponuje w tej chwili Samoobrona, partia, przedstawiająca się jako ugrupowanie walczące o prawa ludzi ubogich. Według szacunków "Rzeczpospolitej" na konta ugrupowania Andrzeja Leppera wpłynęło w ubiegłym roku ponad 50 mln zł. Skąd pochodzi fortuna Samoobrony? Oficjalnie połowa to kredyty. Dalsze 11,5 mln zł to tzw. subwencja z budżetu państwa. Około 5,5 mln zł partia Andrzeja Leppera dostała jako darowizny od swoich członków i sympatyków. Zaskakujące jest to, że obok sztandarowych postaci Samoobrony wśród wpłacających na konto tej partii dziennik znalazł... lidera SLD Wojciecha Olejniczaka. - Musiałem zapłacić, bo przegrałem z Lepperem proces w kampanii wyborczej - tłumaczy Olejniczak. Drugą co do majętności partią w Sejmie jest Platforma Obywatelska. Według obliczeń "Rz" na konta PO wpłynęło w ubiegłym roku ponad 44 mln zł. Połowa to darowizny od osób fizycznych. Na liście wspierających PO znaleźliśmy dyrektora telewizyjnej Jedynki Macieja Grzywaczewskiego wraz z żoną. -To żona dokonała wpłaty z naszego konta, ja nie mam z tym nic wspólnego - zapewnia Grzywaczewski. Niewiele mniejszymi sumami obracają politycy PiS. Partia braci Kaczyńskich zebrała w ubiegłym roku ponad 42 mln zł - czytamy w artykule "Lepper, Tusk, Kaczyński i fortuny ich partii".

Pijani kierowcy są największym zagrożeniem na drogach. Tymczasem tylko podczas ostatniej kadencji prezydent Aleksander Kwaśniewski ułaskawił 61 osób skazanych za jazdę lub spowodowanie wypadku po pijanemu - pisze "Życie Warszawy" w artykule "Drogowi bandyci byli ułaskawiani". Były to głównie decyzje o skróceniu czasu zakazu prowadzenia pojazdów czy odbycia reszty kary. Wiele było przyśpieszonych zatarć skazania. - Dzięki temu pijak mógł np. znaleźć zatrudnienie jako zawodowy kierowca. Zatarcie skazania było też na rękę osobom, które starały się o stanowiska publiczne - mówi informator dziennika. Ryszard Kalisz, prawnik prezydenta Kwaśniewskiego i były szef jego kancelarii, twierdzi, że te dane nie są niczym nadzwyczajnym. - Trzeba pamiętać, że każdą sprawę ułaskawień trzeba rozpatrywać osobno. Za każdym przypadkiem kryje się jakiś dramat człowieka - tłumaczy Kalisz. Jak twierdzi, ułaskawienia nietrzeźwych kierowców zazwyczaj nie wiązały się z darowaniem całej kary, ale dotyczyły głównie zatarcia skazania lub umorzenia części wyroku.

Większość Polaków uważa, że Aleksander Kwaśniewski nie powinien stawać do walki o fotel prezydenta Warszawy - wynika z sondażu TNS OBOP przeprowadzonego dla "Dziennika". Na pytanie czy były prezydent Aleksander Kwaśniewski powinien wrócić do uprawiania polityki 48 proc. respondentów odpowiedziało, że nie powinien; przeciwnego zdania jest 47 proc. 58 proc. ankietowanych uważa natomiast, że start Kwaśniewskiego w wyborach na prezydenta Warszawy byłby nieodpowiedni dla byłej głowy państwa; przeciwnego zdania jest 38 proc. Zdecydowana większość (49 proc.) biorących udział w sondażu uważa natomiast, że Aleksander Kwaśniewski, jako prezydent Warszawy pomógłby lewicy wrócić do władzy. 38 proc. jest przekonanych, że były prezydent nie pomoże w ten sposób lewicy. 13 proc. nie ma zdania w tej sprawie - czytamy w tekście "Kwaśniewski nie odważy się startować w tych wyborach".

67 proc. Polaków chce zakazu palenia na ulicach - wynika z sondażu TNS OBOP przeprowadzonego na zlecenie "Faktu". "To wspaniała wiadomość" - krzyknął z radości świeżo nawrócony na niepalenie poseł PiS Tadeusz Cymański, gdy dziennik pokazał mu wyniki badań. Poseł PiS ma powody do radości, bo zakaz polania to jego pomysł. "Te wyniki jeszcze bardziej zmotywowały mnie do pracy. Już wkrótce przedstawię w parlamencie gotowy projekt ustawy" - obiecuje poseł. Według projektu Cymańskiego palacze mogliby puszczać dymka tylko we własnych mieszkaniach lub specjalnie do tego wyznaczonych, zamkniętych i wentylowanych miejscach. Za łamanie nowych zakazów wymierzane mają być wysokie mandaty. Nawet do jednego tys. zł. Z badań TNS OBOP wynika, że za przykręceniem śruby miłośnikom nikotyny opowiada się więcej kobiet niż mężczyzn. Najbardziej przed nikotyną chcą bronić siebie i bliskich mieszkańcy małych miast do 20 tys. mieszkańców. Ale tutaj nie ma drastycznych różnic: zarówno mieszkańcy miast, jak i wsi mają dosyć palaczy - czytamy w artykule "Palacze precz z ulic".

Znany lubelski prokurator pozwał do sądu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Za działalność w opozycji, rok przesiedział w więzieniu. Teraz chce, żeby wliczyć mu ten czas do stażu pracy - informuje "Super Express" w artykule "Ziobro zapłać za moje internowanie". Minister mówi "nie". Włodzimierz Blajerski, były szef lubelskiej apelacji - dziś w stanie spoczynku - był w podziemnych władzach lubelskiej Solidarności. Ukrywał się przed internowaniem, stracił pracę. Władze zrobiły mu sprawę o kierowanie "nielegalną organizacją, mająca na celu popełnianie przestępstw", czyli "Solidarnością". W 1983 r. został aresztowany. Wyszedł dzięki amnestii. Sąd Najwyższy potwierdził, że był represjonowany; IPN uznał go za pokrzywdzonego. Blajerski chce, by rok spędzony w wiezieniu wliczyć mu do stażu pracy. "Pozwala na to ustawa z 1989 r. +o przywróceniu praw pracowniczych osobom pozbawionym zatrudnienia za działalność związkową, przekonania polityczne i religijne+" - mówi.

Jeden z najbogatszych Polaków, współwłaściciel Prokomu i Biotonu Ryszard Krauze, poważnie rozważa wejście w biznes naftowy za pośrednictwem zależnej od Prokom Investments spółki Petrolinvest - donosi "Puls Biznesu" w artykule "Ryszard Krauze na polu naftowym". Według nieoficjalnych informacji, chodzi o zakup udziałów w spółkach z dostępem do złóż ropy naftowej. Zaawansowane negocjacje powinny zakończyć się w ciągu dwóch miesięcy. Zwieńczeniem planów ma być wprowadzenie Petrolinvestu na giełdę. "Rozważane są różne lokalizacje, w tym w jednym z krajów byłego Związku Radzieckiego. Negocjacje trwają i powinny zakończyć się w ciągu dwóch miesięcy. Chodzi o stworzenie kompleksowego koncernu paliwowego, który poza sprowadzaniem i sprzedawaniem surowców prowadziłby także prace wydobywcze" - mówi informator dziennika.

Według najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego, w końcu ubiegłego roku zadłużenie zagraniczne Polski wyniosło 109,8 mld euro - alarmuje "Gazeta Prawna" w artykule "Gigantyczny dług Polski". Oznacza to, że dług Polski był o 15 mld euro wyższe niż w roku poprzednim i o ponad 35 mld euro (47 proc.) wyższe niż w roku 2000. Zagraniczne zobowiązania Polski wynoszą już 46 proc. produktu krajowego brutto (w 2000 roku wyniosły 39 proc. PKB). Dominują zobowiązania rządu i samorządów. W końcu ubiegłego roku wyniosły blisko 50 mld euro. W tej kwocie około 10 mld euro stanowiły długi zaciągnięte jeszcze w latach siedemdziesiątych. Zagraniczne długi firm wzrosły w ubiegłym roku o 4,4 mld euro, do 45,8 mld euro. Jednak dużą ich część, 18,1 mld euro, stanowią kredyty od inwestorów bezpośrednich. To bezpieczne zobowiązania, gdyż pochodzą od spółek-matek. W razie trudności właściciel nie będzie żądał natychmiastowej ich spłaty od polskiej filii, nie chcąc narazić jej na bankructwo. Zadłużenie sektora bankowego jest stosunkowo niskie. W ubiegłym roku wzrosło o 2 mld euro, do 12,6 mld euro. W tym roku zadłużenie zagraniczne wzrośnie znów o kilkanaście miliardów euro, bo rząd musi pożyczać na spłatę rat i odsetek oraz w związku z finansowaniem deficytu budżetowego, bo w dużym stopniu żyjemy na kredyt - w 2006 roku dochody państwa będą o ponad 30 mld zł mniejsze od wydatków. Dług Polski mogą też zwiększyć politycy, jeśli doprowadzą do osłabienia złotego.

Przegląd prasy przygotował
Sergiusz Sachno

Przegląd prasy

Od poniedziałku, 13 lutego 2006, publikujemy codzienny przegląd prasy. Możesz go zamówić w formie newslettera, odwiedzając stronę: http://www.wprost.pl/newsletter/

 0

Czytaj także