12 maja – w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie – odbyły się kolejne obrady rządu, którym przewodniczył szef Koalicji Obywatelskiej. Przed posiedzeniem, gdy na sali znajdowali się jeszcze dziennikarze, premier zabrał głos m.in. w sprawie transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci.
Fragment wypowiedzi Tuska szerokim echem odbił się w sieci (udostępniany był m.in. na platformie X i tam szeroko komentowany), co nie dziwi – sprawa ta wywołała duże emocje. Środowiska liberalne ogłosiły, że wyrok NDA to „historyczny moment” dla osób nieheteronormatywnych (czyli np. takich o orientacji innej niż heteroseksualna), natomiast konserwatywne – grzmiały o „końcu tradycyjnej rodziny”.
Ale o co chodzi? Warto zacząć od wyroku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2025 roku, który orzekł, że każde państwo członkowskie ma obowiązek uznać małżeństwo dwóch obywateli UE tej samej płci legalnie zawarte w innym państwie, w którym korzystali oni z przysługującej im swobody przemieszczania się i pobytu. Naczelny Sąd Administracyjny, który analizował w Polsce przypadki par, a które mają zagraniczne akty małżeństwa, nakazał, by urzędy – drogą transkrypcji – wydały im na ich podstawie polskie wersje aktów małżeństwa – co nie spodobało się prawicowym politykom.
Ks. Sebastian Picur mocno nie zgodził się ze słowami Donalda Tuska. Przytoczył premierowi definicję słowa „małżeństwo”
Popularny duchowny (na TikToku śledzi go milion użytkowników platformy) – na co dzień wikariusz w Parafii Świętego Stanisława Biskupa Łańcut Fara (archidiecezja przemyska) – odniósł się do słów premiera, które we wtorek padły na posiedzeniu Rady Ministrów.
Opublikował nagranie, podczas którego analizował fragment konferencji prasowej. Tusk w jego trakcie zabrał głos „w sprawie tzw. transkrypcji”. Wyjaśnił, że „chodzi o sytuację prawną małżeństw jednopłciowych, chcących zamieszkać w Polsce, które zawarły taki związek poza granicami Polski [lub takich, które pochodzą z innego kraju, albo mieszkały przez jakiś czas w na terenie innego państwa – red.]”
To wystarczyło ks. Picurowi. Zatrzymał się on na błędnej definicji związku łączącego dwoje ludzi. Postanowił poprawić szefa rządu, stwierdzając, że nie ma czegoś takiego, jak „małżeństwo jednopłciowe”. – Termin „małżeństwo” składa się z dwóch słów: „mąż” i „żona”. Są to dwa starosłowiańskie terminy. „Mąż” odnosił się i odnosi do mężczyzny, „wojownika”, natomiast „żona” – do kobiety – tłumaczył.
– Od najdawniejszych czasów, co do swojej definicji i istoty, małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety – podkreślił ze spokojem, choć stanowczo.
Czytaj też:
Ksiądz gorzko o pierwszych komuniach. „To zaczyna przypominać teatr”Czytaj też:
Znany ksiądz otrzymał od internautki trudne pytanie. „Gdzie był wtedy Bóg?”
