Armeński klon Putina

Armeński klon Putina

Serż Sarkisjan
Serż Sarkisjan / Źródło: Newspix.pl / ABACA
Był prezydentem a teraz zostanie premierem. Wcześniej zmienił prawo tak, żeby władza z rąk prezydenta przeszła na szefa rządu.

Ormianie po raz kolejny w ciągu ostatnich 10 lat wychodzą na ulice przeciwko nadużyciom władzy. Tym razem protesty wymierzone są w Serża Sarkisjana, byłego prezydenta a obecnie premiera Armenii a jednocześnie człowieka, który okazuje się wiernym naśladowcą Władymira Putina. Sarkisjan przez dwie kadencje rządził Armenią jako prezydent, niezbyt zresztą lubiany, ale za to popierany przez Moskwę. To ważne, bo los Armenii, niewielkiego, nieco ponad 3 milionowego kraju wciśniętego między wrogo nastawionych do niej sąsiadów w Turcji i Azerbejdżanie zależy od rosyjskiej pomocy politycznej i wojskowej.

Gdy druga kadencja Sarkisjana dobiegła końca i nie było prawnej możliwości, żeby był prezydentem po raz trzeci, posłuszny prezydentowi parlament po prostu zmienił konstytucję. Z republiki prezydenckiej, w której głowa państwa ma realną władzę, Armenia stała się republiką parlamentarną gabinetową, w której rządzi premier, wybierany przez większość parlamentarną. Jak łatwo się domyśleć, Serż Sarkisjan był jedynym liczącym się kandydatem na to stanowisko. Nic dziwnego, że tysiące Ormian wyszło na ulice Erewania, żeby zaprotestować przeciwko jawnemu naginaniu prawa do potrzeb jednego człowieka.

Zła wiadomość dla nich jest taka, że niewiele chyba osiągną. Nie tylko dlatego, że rosyjskie bazy lotnicze w tym kraju są strategicznie zbyt ważne, żeby Moskwa pozwoliła Ormianom na samodzielne decydowanie o tym, kto nimi rządzi. System sterowanej demokracji, wymyślony przez Kremlowskich spin doktorów na potrzeby Władymira Putina okazuje się świetnie sprawdzać. Jak w starym powiedzeniu, nieco przerobionym na putinowską modłę: demokracja sterowana nie jest może systemem doskonałym, ale lepszego jeszcze nie wymyślono. Przynajmniej w dawnym ZSRR

Czytaj także

 0

Czytaj także