Donbas to Ukraina. Dziś nikt już nie powinien mieć żadnych wątpliwości

Donbas to Ukraina. Dziś nikt już nie powinien mieć żadnych wątpliwości

Zniszczony budynek w Kramatorsku
Zniszczony budynek w Kramatorsku / Źródło: Wprost / Karolina Baca-Pogorzelska
9 maja, w „dniu zwycięstwa” Rosji, rakieta spadła na Słowiańsk w obwodzie donieckim – miasto, które jako pierwsze w Donbasie w 2014 roku zostało opanowane przez Rosjan. Dzień wcześniej Rosjanie ostrzeliwali Nju-Jork, dwa dni wcześniej rakietami zaatakowali Konstantynówkę, a jeszcze wcześniej Kramatorsk. Niszczą podobno „ich” Donbas w sposób, który bardzo trudno będzie wyjaśnić. Nawet rosyjskiej propagandzie.

Na Donbas przyjeżdżamy w sobotę, 7 maja, prosto z Charkowa, gdzie relacjonowaliśmy rosyjską agresję. Mieliśmy na początek spotkać z merem Konstantynówki, ale gdy byliśmy w drodze okazało się, że właśnie to miasto zostało zaatakowane rosyjskimi rakietami. Pojechaliśmy więc do Kramatorska, gdzie stacjonujemy, ale zdecydowaliśmy się na spędzenie 9 maja w Słowiańsku – symbolu putinowskiej agresji.

Słowiańsk

Noc z 8 na 9 maja miała być przełomową. Cała Ukraina spodziewała się zmasowanych ataków rakietowych. Władze kraju na 8 i 9 maja ogłosiły podwyższone ryzyko rosyjskich ataków z powietrza właśnie na te dwa dni. Ale przed nimi rakiety spadły na przykład na Zakarpacie, które ani razu od 24 lutego nie było zaatakowane. Rosyjska „propaganda sukcesu” miała na celu pokazać, że żadne miejsce w Ukrainie nie jest dziś bezpieczne. Choć obecnie Donbas jest najniebezpieczniejszym z nich.

9 maja w południe mamy się spotkać z merem Słowiańska, Wadymem Lachem. Tuż przed naszym spotkaniem, gdy rozmawiamy przez telefon, niedaleko centrum spada rosyjska rakieta.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także