Konsul Białorusi zapowiada interwencję w sprawie prezerwatyw

Konsul Białorusi zapowiada interwencję w sprawie prezerwatyw

Dodano:   /  Zmieniono: 
Konsul Białorusi w Białej Podlaskiej - Aleksander Koncki zapowiada interwencję w sprawie wymagania przez białoruskie służby graniczne prezerwatyw od kierowców przekraczających granicę. Uzależnił jednak swoją reakcję od tego, czy opisywane przez media przypadki żądania okazania prezerwatyw na granicy potwierdzą się.

Ambasada Białorusi w Warszawie oświadczyła, że informacje o zmianie przepisów dotyczących wyposażenia apteczek samochodowych są nieprawdziwe.

Obowiązek posiadania rosyjskiej apteczki z prezerwatywami obowiązuje podróżnych wjeżdżających do Obwodu Kalinigradzkiego, ale według rzecznika Izby Celnej w Olsztynie Ryszarda Chudego, tamtejsze służby graniczne i celne nie przeprowadzają szczegółowych kontroli na granicy.

Podkreślił on, że z rozmów z przekraczającymi polsko-rosyjską granicę wynika, iż czasem milicja rosyjska sprawdza już na terytorium Obwodu, czy kierowcy mają apteczki w autach. Za jej brak kierowcy karani są mandatem.

Białoruskie służby graniczne na przejściu w Terespolu (Lubelskie) wymagają od podróżnych wjeżdżających na teren Białorusi posiadania prezerwatyw w samochodowej apteczce.

W rozmowie z PAP konsul zapewniał, że prawo białoruskie nie wymaga posiadania prezerwatyw przy wjeździe na teren tego kraju. "Nic nie wiem o takich wymaganiach, to chyba jakaś plotka. Jeśli zdarzyły się takie wypadki, to podejmę w tej sprawie interwencję" - zapowiedział.

Również ambasada Białorusi w Polsce oświadczyła, że "informacje o rzekomym zaostrzeniu białoruskich przepisów dotyczących zawartości zestawów ratunkowych w samochodach wjeżdżających na Białoruś, są nieprawdziwe".

Zdaniem rzecznika MSZ Roberta Szaniawskiego, sprawa może być wynikiem nadinterpretacji przepisów przez urzędników niskiego szczebla lub samych pograniczników.

O dziwnych wymaganiach białoruskich służb granicznych napisał we wtorek "Dziennik". Przytoczył przykład kleryka, który skarżył się, że czuł się skrępowany, gdy ubrany w koloratkę, musiał kupować na stacji benzynowej przy granicy "jakieś dureksy".

Rzeczniczka Izby Celnej w Białej Podlaskiej - Marzena Siemieniuk potwierdziła we wtorek w rozmowie z dziennikarzem PAP, że zdarzyły się przypadki zawracania przez Białorusinów samochodów, w których podróżni nie mieli w apteczce prezerwatyw. Podróżni opowiadali o tym polskim celnikom.

"To były sporadyczne przypadki w ubiegłym tygodniu. Zdarzyły się tylko na przejściu w Terespolu. Wiem od kolegów z Białegostoku, że na przejściach na ich terenie Białorusini nie mają takich wymagań" - powiedziała Siemieniuk. Dodała, że to na pewno uciążliwość, ale niektórzy podróżni reagowali też z rozbawieniem.

pap, ss, ab