Ewakuacja Donbasu. Przymusowa, pod ostrzałem. „Rakiety latają wszędzie, a tu jest mój dom”

Ewakuacja Donbasu. Przymusowa, pod ostrzałem. „Rakiety latają wszędzie, a tu jest mój dom”

Zniszczenia w Bachmucie
Zniszczenia w Bachmucie Źródło: Wprost / Karolina Baca-Pogorzelska
Kijów zdecydował – mieszkańcy Zagłębia Donieckiego mają opuścić swoje domy. Niektórzy mieszkańcy Donbasu wysyłają Kijów tam, gdzie Ukraina na początku wojny wysłała rosyjski statek na Wyspie Żmij. – Rakiety latają wszędzie, a tu jest mój dom – ucina Swietłana. Inni zmieniają zdanie i jednak opuszczają swoje domy. – Jadę. Tak nie można żyć – decyduje Maria. A wolontariusze ze schroniska w Bachmucie wciąż stają na głowie, by ewakuować również bezbronne zwierzęta.

Noc z czwartku na piątek w obwodzie donieckim. Kule na niebie to nie fajerwerki, ale efekt pracy obrony przeciwlotniczej. A te błyski na horyzoncie to artyleria. Po kilku miesiącach na wojnie każdy tutaj wie, co to przychód (atak od strony Rosji), co to wychód (atak od strony Ukrainy). Syreny ogłaszające alarm z powietrza od dawna nie robią na nikim wrażenia. Gdy w kwietniu pisaliśmy o ewakuacji Donbasu sytuacja była zgoła inna.

Faktem jest, że z obwodu donieckiego i ługańskiego (mówimy o kontrolowanych przez Ukrainę do 24 lutego terytoriach) wyjechało już w sumie ponad 1,5 mln ludzi, ale w obwodzie donieckim wciąż jest ok. 350 tys. osób, nieco mniej w obwodzie ługańskim, który już w ponad 95 proc. jest kontrolowany przez Rosjan (w donieckim mają 55 proc. kontroli).

Źródło: Wprost
 2

Czytaj także