Ukraińskie media opisały przykre zdarzenie, do którego doszło w jednym z autobusów w Bielsku-Białej. O słownym ataku 54-letniego Polaka na ukraińskie dziewczynki pisały m.in. Interfax-Ukraina, Europejska Prawda, Suspilne czy NV. Nagranie ze zdarzenia obiegło też tamtejsze media społecznościowe.
Incydent z Bielska-Białej. Ukraińcy są świadomi niechęci
W relacjach za naszą wschodnią granicą dominowały dwa tematy. Dziękowano polskim służbom za odpowiednia reakcję i zatrzymanie sprawcy, ale też wyrażano obawę przed narastającymi antyukraińskimi nastrojami w Polsce. Zwracano też szczególną uwagę na fakt, że ofiarą ataku dorosłego Polaka padły ukraińskie dzieci.
Incydent odnotowali i skomentowali także ukraińscy politycy. Szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha podkreślał, że w europejskim i demokratycznym społeczeństwie nie ma miejsca na agresję wobec dzieci. Skrytykował agresora i podziękował polskiej policji oraz władzom za zdecydowaną reakcję.
Po ataku w Bielsku-Białej. „Wizerunek waszego kraju staje się fatalny”
Wirtualna Polska porozmawiała też z kilkoma Ukraińcami. Pisarz Borys Tymka przyznał, że jego znajomi coraz częściej nawołują rodaków do wyjazdu z Polski. – Coraz więcej osób uważa, że Polska przestała być dla nich bezpiecznym miejscem, a wizerunek waszego kraju staje się fatalny – mówił otwarcie.
– To dla mnie dramat i coś zupełnie nienormalnego. O atmosferze z 2022 r., kiedy dominowała solidarność i wzajemna życzliwość, możemy już zapomnieć – stwierdzał. Wyraził obawę, że wielu Ukraińców i Polaków z czasem odczuje skutki tej narastającej niechęci.
Ukrainka mieszkająca od 10 lat w Bielsku-Białej przyznała w rozmowie z WP, że już około rok temu zabroniła swoim córkom publicznych rozmów po ukraińsku. Jak mówiła, pierwsze oznaki rosnącej niechęci do Ukraińców zauważyła już podczas ostatniej kampanii wyborczej.
– Wtedy po raz pierwszy w mediach zaczęły tak mocno wybrzmiewać antyukraińskie hasła części kandydatów. Od tamtego czasu takich incydentów jest coraz więcej. Dzisiaj wystarczy usłyszeć kilka słów po ukraińsku i od razu czuję na sobie nieprzyjazne spojrzenia – mówiła.
Zwróciła przy tym uwagę, że czasem w rozmowie telefonicznej nie da się uniknąć języka ukraińskiego. Tłumaczyła, że zwykle nie chodzi o pogaduszki, ale informacje o rannych lub zabitych znajomych.
– Po stronie polskiej widać coraz więcej agresji, ale po stronie ukraińskiej narastają strach i złość. Ludzie boją się o dzieci. Gdy ofiarą staje się dziecko, emocje są znacznie większe niż wtedy, gdy dochodzi do konfliktu między dorosłymi – podsumowała.
Czytaj też:
Zełenski rozzłościł Ukraińców. Tysiące protestujących na ulicach Kijowa Czytaj też:
Cymański: Cieszę się, że prezes PiS zajął się wyciszaniem radykałów
