Według przytaczanych źródeł, największy oddźwięk zdjęcia będą miały wówczas, gdy ukażą się tuż przed obradami prezydentów i premierów.
Kancelaria premiera Włoch już zdążyła zareagować na te rewelacje prasy, i wydała stosowny komunikat, w którym czytamy, że "zagraniczna prasa publikuje kłamstwa i insynuacje" oraz prowadzi "chorobliwą kampanię" przeciwko Berlusconiemu.
To oświadczenie dowodzi tego, że premier jest "przestraszony" możliwością nowej "kompromitacji" i dlatego dokonał "gwałtownego", "nerwowego" ataku na prasę zagraniczną - uważa lewicowa gazeta "La Repubblica". Z kolei dziennik "Corriere della Sera" bagatelizuje tę reakcję, nazywając ją "krótkim spięciem".
Sam premier w opublikowanym w poniedziałek wywiadzie dla "Il Giornale", wydawanego przez jego brata, stwierdził: "Pewna część zagranicznej prasy, powiązana z pewną prasą włoską, prowadzi chorobliwą kampanię". "Nie istnieją kłopotliwe fotografie. Powtarzam: nie mam się czego bać" - oświadczył Berlusconi. Wszelkie doniesienia na ten temat nazwał "śmieciami i kalumniami".
dar pap/bcz