Kontrolerzy na lotnisku w Smoleńsku byli przerażeni możliwością lądowania Tu-154 przy tak fatalnych warunkach pogodowych, ale bali się podjąć decyzji o zamknięciu lotniska. Co robić nie wiedzieli również ich przełożeni w centrali koordynacji lotów w Moskwie. Kontrolerzy obawiali się, że uniemożliwienie lądowania prezydenckiemu samolotowi wywoła skandal dyplomatyczny.
Kontrolerzy mieli również wątpliwości czy przepisy pozwalają im zamknąć lotnisko przed rządowym samolotem wiozącym na pokładzie głowę państwa. Ostatecznie postanowili więc przerzucić odpowiedzialność na pilotów - to oni mieli podjąć ostateczną decyzję. Do Tu-154M przekazano tylko informację, że wskazane byłoby lądowanie na jednym z lotnisk zapasowych. Załoga odpowiedziała, że wykona "próbne" lądowanie - zejdzie na 100 m, czyli tzw. wysokość decyzji, i jeśli nie zobaczy ziemi, odleci.
"Gazeta Wyborcza", arb
"Gazeta Wyborcza", arb
