Organizacja nalega, aby USA i UE zaczęły prowadzić bardziej surową politykę w kwestii praw człowieka w Uzbekistanie. HRW twierdzi, że rutynowo przeszkadzano jej wykonywać zadania w tym kraju oraz że jej pracownicy nie dostawali wiz i akredytacji. Podkreśla także, iż wycofanie się z Uzbekistanu nastąpiło wskutek zamknięcia w tym tygodniu przez miejscowe ministerstwo sprawiedliwości biura organizacji w Taszkencie.
Władze Uzbekistanu bezwzględnie zwalczają opozycję od czasu, gdy w maju 2005 roku siły rządowe krwawo stłumiły protesty w mieście Andiżan na wschodzie kraju. Według świadków zginęły wówczas setki ludzi. Według HRW obecnie w uzbeckich więzieniach na podstawie sfałszowanych zarzutów przebywa kilkudziesięciu działaczy politycznych i obrońców praw człowieka.
Jak pisze AP, prezydent Isłam Karimow, który rządzi krajem od 1989 roku wzbudził nadzieje na odwilż polityczną w listopadzie, kiedy wezwał do wzmocnienie standardów demokratycznych w systemie prawnym. Jednak działacze podkreślają, że siły bezpieczeństwa wciąż systematycznie stosują tortury. "Do powszechnie stosowanych metod należy bicie pałkami, elektrowstrząsy, wieszanie za nadgarstki i kostki, gwałty, podduszenie plastikowymi torbami i grożenie skrzywdzeniem rodziny" - pisze HRW.
- Stałe odmawianie przez uzbecki rząd pozwolenia na wykonywanie swojej pracy przez niezależne grupy obrońców praw człowieka pogarsza i tak już straszną sytuację w kraju, pozwalając na to, że poważne naruszenia nie są zgłaszane oraz pogłębiając izolację odważnej i nękanej miejscowej społeczności obrońców praw człowieka - przekonuje szef HRW Kenneth Roth.
zew, PAP
