Łukaszenka o zamachu: przestępstwa popełniły i osoby urzędowe

Łukaszenka o zamachu: przestępstwa popełniły i osoby urzędowe

Dodano:   /  Zmieniono: 
Alaksandr Łukaszenka (fot. Forum) 
Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka nazwał wyrzutkami osoby obwiniające władze o udział w zamachu w mińskim metrze. Nazwał zamach "niesystemowym" zjawiskiem i zapowiedział ogłoszenie "pewnych materiałów" o jego ewentualnym politycznym tle.
- Tylko idioci mogą mówić o tym, że to niby zrobiono po to, by odwrócić uwagę ludzi od problemów gospodarczych - powiedział Łukaszenka, cytowany przez oficjalną agencję BiełTA. - Nie zbliżajcie się do takich ludzi - oni mówią tak, jak sami by zrobili, to straszni ludzie - dodał. Prezydent podkreślił, że dla niego ważne jest, czy zamach, w którym zginęło w poniedziałek 13 osób, "to systemowa zbrodnia, czy rzeczywiście prawie przypadek". - Nie jest to systemowe. U nas nie ma różnic religijnych, narodowych, nie ma tej podstawy - ocenił.

Piątej kolumny nie będzie

Łukaszenka odniósł się do opozycji, którą nazywa piątą kolumną. - Czy to pachnie polityką, czy nie - nie chcę bulwersować znowu naszej piątej kolumny, ale wkrótce przedstawimy pewne materiały. Zabierzemy się do tych, kto jest winny, przeciwko komu są dowody. Jednak mówię na przyszłość, że piątej kolumny w kraju nie będzie - podkreślił.

Szef państwa wyraził przekonanie, że główny podejrzany zatrzymany w sprawie zamachu jest rzeczywistym sprawcą. - Nie jestem idiotą, jeśli biorę na siebie odpowiedzialność i ogłaszam, że zbrodnia została wykryta - powiedział. Wyjaśnił, że w miejscu zamieszkania podejrzanego "w piwnicy znaleziono całe laboratorium, gdzie zbierał on materiały wybuchowe". Łukaszenka dodał, że dzień wcześniej kazano podejrzanemu oprowadzić grupę śledczą po kolejnych miejscach: od Witebska, skąd pochodzi, do miejsca, gdzie został zatrzymany.

Wspólnik się wykręcał, ale przyznał się

- Pokazał funkcjonariuszom - jak przyjechał, jakim pociągiem, co przywiózł, ile kilogramów, w jakich butelkach i słoikach, do jakiego mieszkania, i jak oni tam ze wspólnikiem przygotowywali ładunek. Wszystko się w pełni zgadza, dlatego jestem absolutnie pewien, że to było tak - oznajmił prezydent. Poinformował też, że po zamachu sprawca poszedł na miejsce wybuchu w Mińsku z 3 lipca 2008 roku, a potem wrócił do mieszkania, gdzie "razem ze wspólnikami organizował popijawę". Łukaszenka wskazał, że zatrzymany ma głęboką wiedzę z chemii i już znaleziono nauczycieli, którzy uczyli go tego przedmiotu. - To po prostu z natury wyjątkowy człowiek pod tym względem - oznajmił.

Prezydent powiadomił, że w sprawie zamachu zatrzymano pięć osób. - Już jednego wspólnika znaleziono - wykręcał się, plątał, ale przyznał się. Drugi też maczał w tym palce. A dziewczyna, którą zatrzymano, niby niczego nie widziała, a potem mówi: tak, widziałam, i już się przyznaje - mówił o nich Łukaszenka.

Przesłuchać urzędowych jak przestępców

Szef państwa zapowiedział też pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które nie zdołały zapobiec zamachowi. - Są fakty, i w najbliższym czasie o nich powiemy, pokazujące, jak mogło do tego dojść. Jest w tym element pełnego rozprzężenia, powiemy w najbliższym czasie, czyjego - zapowiedział. Wyjaśnił, że osoby, które nie zdołały udaremnić zamachu, zostały zatrzymane.

- Powiedziałem, żeby przesłuchiwać ich jak przestępców. Mogło ich zainteresować, jak człowiek z wielką torbą ważącą 20 kilogramów niesie materiały wybuchowe i to wszystko dzieje się na oczach milicji, pracowników metra i tak dalej - mówił prezydent. W jego ocenie, gdyby nie nieudolność pewnych osób, zamachowiec zostałby zatrzymany w ramach śledztwa w sprawie wybuchu w 2008 roku. - Przestępstwa popełniły i osoby urzędowe - mówił Łukaszenka o tych, którzy z racji swoich obowiązków służbowych powinni byli zapobiec poniedziałkowemu zamachowi.

Łukaszenka powtórzył, że podejrzany o zamach przyznał się do podłożenia ładunku wybuchowego, który eksplodował w nocy z 3 na 4 lipca 2008 roku w Mińsku, a także dwóch ładunków, które eksplodowały w Witebsku w 2005 roku. W obu miastach zostało rannych kilkadziesiąt osób.

zew, PAP