Rozpoczynający się w poniedziałek Światowy Szczyt Ziemi w Johannesburgu, prawdopodobnie nie przyniesie znaczących ustaleń w sprawie ograniczenia emisji szkodliwych gazów.
Problem w tym, że niektóre kraje wysoko uprzemysłowione, a w pierwszym rzędzie USA, nie chcą zgodzić się na dobrowolne ograniczenia emisji szkodliwych gazów i pyłów do atmosfery, bez czego nie sposób osiągnąć celu spotkania na szczycie: zredukowania szkód ludzkiej działalności, co ma z kolei zapobiec dalszej degradacji warunków życia najbiedniejszych społeczeństw.
Jako ponowną odmowę współpracy Stanów Zjednoczonych - po tym jak nie poparły one protokołu z Kioto i odrzuciły ewentualne samoograniczenie ze strony najbogatszych - interpretuje się zapowiedź prezydenta USA George,a W. Busha, iż nie pojedzie na Szczyt Zrównoważonego Rozwoju do Johannesburga. Będzie go tam reprezentował sekretarz stanu USA, Collin Powell.
Tymczasem eksperci przygotowujący szczyt w Johannesburgu, wskazują na Stany Zjednoczone jako głównego winowajcę powiększania się dziury ozonowej i zjawisk powodujących rozregulowanie ekosystemu ziemskiego. Do atmosfery nad Stanami Zjednoczonymi przybywa dziennie dwa razy więcej dwutlenku węgla niż na pozostałych obszarach kuli ziemskiej.
Jednakże od Szczytu Ziemi z 1992 r. w Rio de Janeiro administracja USA nie zmieniła negatywnego stanowiska wobec działań zmierzających do zmniejszenia dziury ozonowej.
Prawdopodobnie zabraknie na szczycie w Johannesburgu również wielu innych szefów państw i rządów. Nie będzie premiera Hiszpanii Jose Marii Aznara i prawdopodobnie premiera Włoch Silvio Berlusconiego.
Gospodarz szczytu, prezydent RPA Thabo Mbeki, zapowiedział w piątek, że zrobi wszystko, aby mimo przeszkód Światowy Szczyt Zrównoważonego Rozwoju zakończył się przyjęciem "praktycznych programów działania". Wobec dziesiątków tysięcy osób na koncercie zorganizowanym pod hasłem "SOS: ratujmy naszą planetę!", Mbeki powiedział na stadionie w Johannesburgu: "Nie możemy ograniczyć się do utyskiwania nad opłakanymi warunkami życia ubogich i zmarginalizowanych na naszej planecie oraz biernie przyglądać się, jak nasz ekosystem staje w obliczu bezpośredniego zagrożenia i zagrożenia na dłuższą metę".
W sobotę w Centrum Konferencyjnym Sandton w Johannesburgu, gdzie w dniach 26 sierpnia - 4 września odbędzie się szczyt, obradowały komisje ekspertów i grupy delegatów rożnych regionów świata.
Odbyło się spotkanie delegatów krajów Unii Europejskiej i "Grupy 77", która mimo swej nazwy skupia 120 krajów rozwijających się oraz grupy wyspiarskich państw Oceanu Spokojnego.
Te ostatnie stoją wobec realnej groźby pochłonięcia ich przez ocean w związku z podnoszeniem się jego poziomu wskutek ocieplenia atmosfery ziemskiej.
em, pap
Jako ponowną odmowę współpracy Stanów Zjednoczonych - po tym jak nie poparły one protokołu z Kioto i odrzuciły ewentualne samoograniczenie ze strony najbogatszych - interpretuje się zapowiedź prezydenta USA George,a W. Busha, iż nie pojedzie na Szczyt Zrównoważonego Rozwoju do Johannesburga. Będzie go tam reprezentował sekretarz stanu USA, Collin Powell.
Tymczasem eksperci przygotowujący szczyt w Johannesburgu, wskazują na Stany Zjednoczone jako głównego winowajcę powiększania się dziury ozonowej i zjawisk powodujących rozregulowanie ekosystemu ziemskiego. Do atmosfery nad Stanami Zjednoczonymi przybywa dziennie dwa razy więcej dwutlenku węgla niż na pozostałych obszarach kuli ziemskiej.
Jednakże od Szczytu Ziemi z 1992 r. w Rio de Janeiro administracja USA nie zmieniła negatywnego stanowiska wobec działań zmierzających do zmniejszenia dziury ozonowej.
Prawdopodobnie zabraknie na szczycie w Johannesburgu również wielu innych szefów państw i rządów. Nie będzie premiera Hiszpanii Jose Marii Aznara i prawdopodobnie premiera Włoch Silvio Berlusconiego.
Gospodarz szczytu, prezydent RPA Thabo Mbeki, zapowiedział w piątek, że zrobi wszystko, aby mimo przeszkód Światowy Szczyt Zrównoważonego Rozwoju zakończył się przyjęciem "praktycznych programów działania". Wobec dziesiątków tysięcy osób na koncercie zorganizowanym pod hasłem "SOS: ratujmy naszą planetę!", Mbeki powiedział na stadionie w Johannesburgu: "Nie możemy ograniczyć się do utyskiwania nad opłakanymi warunkami życia ubogich i zmarginalizowanych na naszej planecie oraz biernie przyglądać się, jak nasz ekosystem staje w obliczu bezpośredniego zagrożenia i zagrożenia na dłuższą metę".
W sobotę w Centrum Konferencyjnym Sandton w Johannesburgu, gdzie w dniach 26 sierpnia - 4 września odbędzie się szczyt, obradowały komisje ekspertów i grupy delegatów rożnych regionów świata.
Odbyło się spotkanie delegatów krajów Unii Europejskiej i "Grupy 77", która mimo swej nazwy skupia 120 krajów rozwijających się oraz grupy wyspiarskich państw Oceanu Spokojnego.
Te ostatnie stoją wobec realnej groźby pochłonięcia ich przez ocean w związku z podnoszeniem się jego poziomu wskutek ocieplenia atmosfery ziemskiej.
em, pap