Kilkuset przeciwników karania za negowanie ludobójstwa Ormian przyszło pod Senat z tureckimi i francuskimi flagami. Na ich transparentach widać hasła: "»Nie« dla penalizacji, »tak« - dla wolności wypowiedzi!", "To nie politycy powinni pisać historię!". Druga demonstracja, zwolenników, ustawiła się w odległości około 100-150 metrów od tureckiej. "Senacie, nie ulegaj presji, negacjonizm nie jest wolnością wypowiedzi!" - ripostują uczestnicy wiecu, zorganizowanego przez organizacje ormiańskie we Francji.
Oczekuje się, że senatorzy przyjmą projekt bez poprawek, choć w ubiegłym tygodniu senacka komisja prawna wyraziła negatywną opinię o tym tekście. Ankara zagroziła już, że w takim wypadku ogłosi sankcje przeciw Paryżowi. Władze Turcji zaprotestowały już zdecydowanie przeciw przyjęciu 22 grudnia ubiegłego roku przez Zgromadzenie Narodowe wspomnianego tekstu. Zaraz po tym głosowaniu Ankara odwołała tymczasowo swego ambasadora we Francji. Wrócił on do Paryża 7 stycznia. W reakcji na francuską rezolucję premier Turcji Recep Tayyip Erdogan wstrzymał współpracę polityczną i wojskową z Francją.
Do tej pory francuskie prawo przewidywało jedynie karanie za negowanie Holokaustu. W 2001 r. Francja przyjęła uchwałę o uznaniu rzezi Ormian na terenie imperium osmańskiego za ludobójstwo, nie przewidując jednak sankcji karnych za negowanie tej zbrodni. Zdaniem Ormian i w ocenie wielu historyków, w wyniku zaplanowanej przez ówczesną Turcję operacji mogło zginąć od miliona do 1,5 mln ludzi. Ankara uznaje, że w Anatolii podczas pierwszej wojny światowej zginęło do 500 tys. Ormian, i utrzymuje, że nie byli oni ofiarami eksterminacji, lecz chaosu, w którym pogrążyło się imperium otomańskie w ostatnich latach swego istnienia.
ja, PAP
