Atak terrorystów na Bali odbije się na i tak już przeżywającej trudne chwile gospodarce światowej, zwłaszcza azjatyckiej, ostrzega Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Zdaniem ekspertów z MFW, dotyczyć to będzie głównie rejonu Azji Południowo-Wschodniej.
Zamachy terrorystyczne - zarówno w Nowym Jorku i Waszyngtonie jak i ostatni atak na Bali - spowodowały przede wszystkim zasadniczy wzrost nakładów na cele bezpieczeństwa, ubezpieczenia i ochronę, tym samym niwelując w praktyce pozytywne tendencje w gospodarce światowej sprzed ponad roku. "Można sądzić, iż cała gospodarka i my wszyscy płacimy specjalny podatek od terroryzmu" - powiedział główny ekonomista MFW Kenneth Rogoff.
Bezpośrednio po zamachach na Bali w Dżakarcie wartość akcji na miejscowej giełdzie spadła niemal o siedem procent - we wtorek nadal utrzymywały się spadkowe tendencje - ceny akcji obniżyły się o dalsze cztery procent. Podobna sytuacja panowała na giełdach w Malezji i na Filipinach - dwu krajach, wobec których inwestorzy w obecnej sytuacji zachowują coraz większą ostrożność.
Rejon dopiero niedawno uporał się ze skutkami azjatyckiego kryzysu finansowego z lat 1997-98 - nadal jednak w wielu krajach tej części świata - jak w Indonezji - sytuacja gospodarcza pozostaje mało stabilna. "Jeśli zachodni turyści i zachodni kapitał zaczną unikać nie tylko Indonezji lecz także Azji Południowo-Wschodniej, uznanych za ostoję aktywnego terroryzmu, dojdzie do dalszej marginalizacji gospodarek krajów regionu, a także dalszego nakręcanie spirali geopolitycznych zagrożeń. To zaś z kolei oznaczać będzie odpływ kapitałów przede wszystkim do Chin" - twierdzi singapurski ekspert z banku Morgan Stanley, Daniel Lian.
Indonezja w tym roku zarobi na turystyce co najmniej 5,4 miliarda dolarów - o 36 procent mniej niż zarabiała przed kryzysem finansowym i niepokojami na scenie politycznej kraju w 1998 r. Tegoroczne dochody z turystyki nadal jednak stanowią ponad trzy procent wartości produktu krajowego brutto Indonezji i są liczącą się pozycją w budżecie kraju. Połowa wpływów z turystyki pochodzi z Bali.
em, pap
Zamachy terrorystyczne - zarówno w Nowym Jorku i Waszyngtonie jak i ostatni atak na Bali - spowodowały przede wszystkim zasadniczy wzrost nakładów na cele bezpieczeństwa, ubezpieczenia i ochronę, tym samym niwelując w praktyce pozytywne tendencje w gospodarce światowej sprzed ponad roku. "Można sądzić, iż cała gospodarka i my wszyscy płacimy specjalny podatek od terroryzmu" - powiedział główny ekonomista MFW Kenneth Rogoff.
Bezpośrednio po zamachach na Bali w Dżakarcie wartość akcji na miejscowej giełdzie spadła niemal o siedem procent - we wtorek nadal utrzymywały się spadkowe tendencje - ceny akcji obniżyły się o dalsze cztery procent. Podobna sytuacja panowała na giełdach w Malezji i na Filipinach - dwu krajach, wobec których inwestorzy w obecnej sytuacji zachowują coraz większą ostrożność.
Rejon dopiero niedawno uporał się ze skutkami azjatyckiego kryzysu finansowego z lat 1997-98 - nadal jednak w wielu krajach tej części świata - jak w Indonezji - sytuacja gospodarcza pozostaje mało stabilna. "Jeśli zachodni turyści i zachodni kapitał zaczną unikać nie tylko Indonezji lecz także Azji Południowo-Wschodniej, uznanych za ostoję aktywnego terroryzmu, dojdzie do dalszej marginalizacji gospodarek krajów regionu, a także dalszego nakręcanie spirali geopolitycznych zagrożeń. To zaś z kolei oznaczać będzie odpływ kapitałów przede wszystkim do Chin" - twierdzi singapurski ekspert z banku Morgan Stanley, Daniel Lian.
Indonezja w tym roku zarobi na turystyce co najmniej 5,4 miliarda dolarów - o 36 procent mniej niż zarabiała przed kryzysem finansowym i niepokojami na scenie politycznej kraju w 1998 r. Tegoroczne dochody z turystyki nadal jednak stanowią ponad trzy procent wartości produktu krajowego brutto Indonezji i są liczącą się pozycją w budżecie kraju. Połowa wpływów z turystyki pochodzi z Bali.
em, pap