Chavez walczy z wnukiem Polaka - kto będzie prezydentem?

Chavez walczy z wnukiem Polaka - kto będzie prezydentem?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Henrique Capriles Radonski, fot. PAP/EPA/Manaure Quintero
Mimo kontrastu symboli - czerwona koszula Hugo Chaveza i amerykańska bejsbolówka w wenezuelskich barwach narodowych Henrique Caprilesa - obaj rywale w wyborach prezydenckich w Wenezueli prowadzili podobne kampanie skierowane głównie do mas ubogich wyborców.

Tym razem bez zagranicznych obserwatorów w ich widocznych z daleka, oznakowanych kamizelkach, jednak pod bacznym wzrokiem obu Ameryk, rządzący od 1999 roku Hugo Chavez ubiega się o trzecią kadencję. Po raz pierwszy jednak wenezuelski przywódca nawiązujący do Simona Bolivara i Fidela Castro ma prawdziwego rywala z szansami na zwycięstwo. Niektóre z ostatnich sondaży przedwyborczych dawały Chavezowi jedynie dwa punkty procentowe przewagi nad przeciwnikiem.

40-letni Henrique Capriles Radonski - syn Holendra i Moniki Cristiny Radonski-Bochenek, wnuk pochodzącego z Warszawy właściciela pierwszej sieci kin w Wenezueli - ma za sobą sukcesy polityczne i doświadczenie w rządzeniu.

Był m.in. gubernatorem drugiego co do znaczenia wenezuelskiego stanu Miranda. Kandydat Koalicji Zjednoczenia Demokratycznego prowadził kampanię jeszcze bardziej dynamiczną niż trybun ludowy, Hugo Chavez, który przechodzi rekonwalescencję po kilku operacjach nowotworu.

Takiego wiecu, jaki na koniec kampanii Capriles przeprowadził w Caracas, nie widziano od czasów, gdy pełen zapału i energii tylko co wybrany w 1998 r. Chavez przyciągał na zgromadzenia ludowe miliony entuzjastów. Dziś prezydent utracił poparcie ulicy - oznajmił triumfalnie na zakończenie wiecu główny rywal Chaveza.

- Ja, centrolewicowy polityk - powtarza w swych przemówieniach Capriles, który korzystał z rad sztabu socjologów.

Politolodzy są zaskoczeni. Sądzili, że Capriles wystąpi z jakimś programem "reprywatyzacji kraju", w którym Chavez znacjonalizował połowę prywatnych przedsiębiorstw i rozbudował do niebywałych granic aparat państwowy.

Tymczasem obietnice dotyczące polityki wewnętrznej, które składali wyborcom dwaj rywale, różniły się głównie stylem wypowiedzi. Kandydat opozycji nie tylko starannie unikał w swych wystąpieniach słowa "neoliberalizm", ale demonstrował wobec tej koncepcji urządzenia świata głęboki krytycyzm.

Zaniepokojony Chavez przedstawiał w kampanii swego rywala jako "fałszywego postępowca", który ukrywa przed Wenezuelczykami swe "niecne neoliberalne plany reprywatyzacyjne". "Nie pozwolimy Caprilesowi zniszczyć dzieła rewolucji boliwariańskiej" - wołał na wiecach.

Ku zakłopotaniu zwolenników Chaveza, kandydat opozycji obiecywał w dziesiątkach wystąpień swej intensywnej kampanii, że realizowane dotąd przez rząd programy społeczne będą nie tylko kontynuowane, ale ulepszane. Wymieniał konkretnie program Barrio Adentro, tj. zapewnienia bezpłatnej opieki lekarskiej i lepszych warunków życia mieszkańcom dzielnic biedoty i operację Mercal - utrzymywanie dofinansowywanej z funduszy publicznych sieci bazarów i punktów sprzedaży taniej żywności.

Programy te rząd nazywa "misjami". "Misje należą do ludu i trzeba je tylko udoskonalić" - zapewniał Capriles.

Nie zabrakło w kampanii Caprilesa niemal obowiązkowego już dzisiaj dla każdego polityka w Ameryce Łacińskiej odniesienia do "cudu brazylijskiego". To jest do sukcesów Brazylii, realizującej skutecznie liczne programy wciągania w obręb gospodarki rynkowej dziesiątków milionów najuboższych z marginesu ekonomicznego, którzy z absolutnej nędzy awansują do najniższej warstwy klasy średniej, po raz pierwszy stają się klientami supermarketów.

Capriles obiecywał w telewizji wdrożyć w Wenezueli programy podobne do słynnego "Hambre Zero" ("Zero głodu") Luiza Inacio Luli da Silvy, b. prezydenta Brazylii.

Luis Vicente Leon, dyrektor prywatnego wenezuelskiego biura badania opinii publicznej Datanalisis, powiedział w wywiadzie dla BBC: "Kampania to oczywiście bitwa na obietnice. Chavez zasługuje na surową krytykę, ale jedno należy uznać: sprawił, że w świadomości publicznej ugruntowało się przekonanie, iż państwo ma przede wszystkim obowiązek poświęcać uwagę najuboższej ludności".

Caprilesowi w jego kampanii nie brakowało argumentów, ale nie atakował przeciwnika od strony jego programu socjalnego, lecz od strony metod, jakimi go realizował. Zapewniał, że również reprezentuje koncepcję państwa opiekuńczego, ale jest lepszy od prezydenta, ponieważ "nikomu nie każe wkładać czerwonej koszuli".

"Rewolucja boliwariańska" Chaveza w praktyce zwiększyła zależność państwa od głównego bogactwa Wenezueli - ropy naftowej. Krytycy rządów Chaveza mówią o "saudyzacji" Wenezueli. Zyski Wenezueli z eksportu ropy wzrosły siedmiokrotnie. Jednocześnie do niebywałych rozmiarów został rozdęty aparat państwowy i biurokracja.

Dwie trzecie towarów, które konsumuje kraj, pochodzi teraz z importu. Dla przykładu Wenezuela, dawniej eksporter znakomitej kawy, stała się jej importerem. Inflacja w 2001 r wyniosła 27,9 proc., a kurs dolara na czarnym rynku jest trzykrotnie wyższy niż oficjalny.

Czy ewentualna przegrana Chaveza w wyborach może wywrócić do góry nogami nowy układ sił w regionie? Układ kształtowany w ciągu ostatnich dziesięcioleci, w których najważniejsze decyzje gospodarcze dotyczące Ameryki Łacińskiej zapadają już nie na północy, lecz na zasadzie konsensusu głównych partnerów latynoamerykańskich.

Capriles, jako polityk-realista nie zamierza wycofywać Wenezueli z porozumień, których jednym z architektów był Chavez, takich jak Boliwariańska Alternatywa dla Ameryki (ALBA) i Wspólny Rynek Południa (Mercosur), wobec którego wyrażał swego czasu rezerwę (Mercosur był odpowiedzią na plany USA utworzenia wspólnego rynku obu Ameryk "od Alaski po Ziemię Ognistą").

Latynoamerykańscy analitycy są zgodni, że Capriles jako prezydent nie mógłby powrócić do dawnych priorytetów politycznych i do preferowania interesów USA w regionie.

Wenezuela Chaveza, mimo swej antyimperialistycznej retoryki i kryzysu w stosunkach dyplomatycznych z USA, przez cały czas jego rządów pozostaje jednym z głównych dostawców ropy naftowej dla Stanów Zjednoczonych. Sprzedaje im od 1,5 do 2,5 mln baryłek ropy dziennie.

Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić osłabienie pozycji, jaką w gospodarce wenezuelskiej uzyskały Chiny; Wenezuela jest wobec nich zadłużona na 30 mld dolarów.

Zwycięstwo Caprilesa przyniosłoby jednak niewątpliwie wycofanie się Wenezueli z takich egzotycznych preferencji w polityce zagranicznej, jak przyjaźń z Iranem czy Syrią. Zresztą istnieją oznaki, że sam Chavez, jeśli pozostanie u władzy, jako pragmatyk będzie rozluźniał te więzy.

Jedną z największych porażek trwającego od 14 lat przywództwa Chaveza - podkreślali w kampanii prezydenckiej jego przeciwnicy - jest bezradność wobec fali przemocy, jaka zalewa Wenezuelę. Codzienna przemoc pochłonęła w tym kraju w 2011 r. 19 tys. istnień ludzkich, proporcjonalnie do ludności znacznie więcej niż w Meksyku.

Wysokie mury wokół zamożnych osiedli w Caracas lub nawet prywatne zasieki z drutu kolczastego montowane wokół balkonów i okien mieszkań, to dla cudzoziemca odwiedzającego ten kraj widomy znak, że problemy socjalne Wenezueli są wciąż dalekie od rozwiązania.

 0

Czytaj także