Poprzednio agencje informowały o co najmniej 50 ofiarach śmiertelnych i dziesiątkach zaginionych. Podawały, że do tragedii doszło w sobotę.
Na pokład drewnianej jednostki weszło 200 osób, które wracały z pogrzebu znanego futbolisty Momo Kanneha. Łącznie w przewożeniu uczestników pogrzebu uczestniczyły trzy promy.
Zaledwie 15 pasażerów zdołano uratować.
Uratowani mówili, że kapitan wielokrotnie ostrzegał pasażerów, iż prom jest przeładowany. Ci jednak go nie słuchali. Ostateczna liczba ofiar śmiertelnych może być większa.
Agencje cytują Petera Coopera, kamerzystę, który obserwował całe zdarzenie: "Prom zaczął chwiać się w dziwny sposób, kiedy zbliżał się do środka rzeki, a następnie się wywrócił".
W akcji ratunkowej biorą udział helikoptery, lokalne siły porządkowe i okoliczni rybacy.
Rzeka Mofa wpływa do jeziora Piso, największego naturalnego zbiornika wodnego w Liberii. Do wybuchu wojny domowej przed 12 laty było to ulubione miejsce wycieczek i wypoczynku.
Przeładowanie jednostek pływających to najczęstsza przyczyna tego typu katastrof w Afryce. We wrześniu u wybrzeży Gambii wywrócił się senegalski prom, wiozący dwukrotnie więcej pasażerów niż dopuszczały normy. Była to jak dotąd największa katastrofa morska w Zachodniej Afryce: zginęło 1150 ludzi.
sg, pap