Saddam Husajn oświadczył, że Irakijczycy zgodzili się na wiele ustępstw, by uniknąć wojny, obecnie zaś zdecydowani są bronić swego kraju. "Bohaterski iracki ruch oporu schwytał w pułapkę inwazyjne siły amerykańsko-brytyjskie" - powiedział. Wysławiał dowódców jednostek irackich, walczących w miastach Um Kasr, Basra i innych punktach kraju. Apelował do obrońców Bagdadu i Mosulu, miasta na północy, by zdecydowanie odparli siły nieprzyjaciela.
"W tych decydujących dniach naród iracki idzie za głosem Boga, który nakazał nam podciąć im gardła" - oświadczył Saddam Husajn, apelując do mieszkańców Bagdadu, Basry, Mosulu i innych miast o cierpliwość.
"Bądźcie cierpliwi - Bóg jest z nami i zapewni nam zwycięstwo - mówił. - Wszędzie tam, gdzie najeźdźcy weszli na nasze ziemie, napotkają zdecydowany opór ze strony irackiego narodu, grup etnicznych, członków partii, oddziałów Fedainów Saddama i sił bezpieczeństwa".
Przemówienie Saddama Husajna trwało 20 minut. Pod koniec wystąpienia wyraźnie słychać było w tle odgłosy nalotu sił amerykańsko-brytyjskich i eksplozji w Bagdadzie.
Z pierwszych ocen agencyjnych wynika, że wystąpienie stanowiło próbę zjednoczenia narodu w walce z nieprzyjacielem. Miało także miało dowieść, że Saddam Husajn nie ucierpiał w czwartkowym ataku na swą rezydencję. Część zachodnich źródeł twierdziła, iż został wówczas poważnie ranny.
Bezpośrednio po tym wystąpieniu źródła cytowane przez agencję Reutera uznały, iż osobą, która pojawiła się przed kamerami telewizji, był faktycznie Saddam, a nie jeden z jego sobowtórów.
em, pap