Dan Scemama przyjechał do Iraku w towarzystwie Boaza Bizmutha z wpływowego izraelskiego dziennika "Jedijot Achronot", Luisa Castro z telewizji portugalskiej i swego kamerzysty Vido Silvy. Amerykańscy żołnierze zatrzymali ich samochód i aresztowali ich, nie zważając na dziennikarskie legitymacje.
"Uznali, że jesteśmy terrorystami i szpiegami, i traktowali nas jako takich" - opowiadał w dzienniku telewizyjnym specjalny wysłannik izraelskiej TV.
"Mimo naszych wyjaśnień - kontynuował dziennikarz - trzymali nas godzinami pod lufami karabinów, bez jedzenia i nie pozwalając nam przez 36 godzin wyjść z wojskowego pojazdu, w którym nas zamknęli. Następnie przetransportowali nas helikopterem do Kuwejtu".
"W Kuwejcie wojskowi traktowali nas nadal jako podejrzanych i nie pozwalali na rozmowy między sobą, a portugalski dziennikarz został pobity" - oświadczył Scemama.
Specjalny wysłannik izraelskiej telewizji publicznej powiedział też, że podczas aresztowania widział jak obchodzono się z irackimi jeńcami wojennymi.
"Amerykańscy żołnierze traktowali poniżająco grupę 150 irackich jeńców, zmuszając ich do załatwiania swych potrzeb na otwartym terenie, na pustyni, przy czym drwili z nich i nie przestawali się śmiać(...). Muszę przyznać, że odczuwałem w tym momencie pewną solidarność z jeńcami" - powiedział izraelski dziennikarz.
Scemama oświadczył w konkluzji, że Amerykanie robią wszystko, aby żaden dziennikarz nie mógł swobodnie poruszać się po Iraku; żądają, aby każdy był podporządkowany oficerowi łącznikowemu, który rewiduje wszystkie wysyłane korespondencje.
Nie tolerują żadnych odstępstw od tej reguły i "dlatego potraktowali nas w tak okrutny sposób" - brzmiała konkluzja wysłannika izraelskiej telewizji.
sg, pap