Pilot linii American Airlines twierdzi, że podczas schodzenia do lądowania na jednym z lotnisk na Florydzie, samolot omal nie zderzył się dronem. Urząd Lotnictwa bada sprawę, bo okazuje się, że to nie jest jedyny przypadek. Tymczasem Pentagon twierdzi, że dron nie należał do wojska. A więc czyja była ta bezzałogowa maszyna, skoro prywatne drony wciąż są w USA nielegalne - pytają amerykańskie media - podaje TVN24.
Do zdarzenia doszło w marcu. Kapitan rejsu 4650 linii American Airlines lecącego z Charlotte w Północnej Karolinie do Tallahassee na Florydzie w odległości ok. 5 km od lotniska docelowego zauważył mały obiekt zmierzający w jego kierunku. Jak zeznał pilot, szybko zorientował się, że ma do czynienia z dronem - podaje TVN24.
"Wall Street Journal", który dotarł do zeznań, jakie pilot złożył w urzędzie lotnictwa (FAA) pisze, że pilot był przerażony i przekonany o tym, że dron uderzy w skrzydło boeinga. Jednak udało się uniknąć kolizji, ale, jak twierdzi, dron był w tak bliskiej odległości od boeinga, że mógł się jemu przyjrzeć: miał wyraźnie widoczne śmigła, przednie i tyle koła oraz "kamuflaż" wojskowy.
Pentagon poproszony o komentarz powiedział, że żadnej takiej sprawy nie bada i nie komentuje też lotów swoich dronów nad terytorium USA. "Wall Street Journal" zaznacza, że w tej sytuacji problem dronów staje się jeszcze poważniejszy. Bowiem czyj wtedy był to dron? Ktoś na Florydzie omijając prawo użył własnego, prywatnego drona?
Jak piszą amerykańskie media, w ciągu ostatnich 3 lat takich spraw pojawiło się kilka, ale z reguły śledztwa otoczone są głęboką tajemnicą. W marcu 2013 r. pilot włoskich linii Alitalia zaobserwował drona w odległości 60 metrów od swojej maszyny. FBI wciąż nie potrafi znaleźć śladu tej maszyny i śledztwo utknęło w martwym punkcie.
Według mediów przemysł lotniczy bardzo szybko rozwija się. I prawdopodobnie za kilka lat drony prywatnych firm będą latały bez większych problemów, "bo ich entuzjaści nie spoczną, póki do tego nie doprowadzą" - pisze "Los Angeles Times". - Federalny Urząd Lotnictwa odpowiedzialny za bezpieczeństwo w obrębie ruchu lotniczego na całym terytorium Stanów Zjednoczonych próbuje lobbować za wprowadzeniem odpowiednich zarządzeń dotyczących kwestii wykorzystania prywatnych dronów. Prace nad tymi zapisami w kongresie potrwają co najmniej do końca 2015 roku - zauważa "Los Angeles Times".
TVN24, tk
"Wall Street Journal", który dotarł do zeznań, jakie pilot złożył w urzędzie lotnictwa (FAA) pisze, że pilot był przerażony i przekonany o tym, że dron uderzy w skrzydło boeinga. Jednak udało się uniknąć kolizji, ale, jak twierdzi, dron był w tak bliskiej odległości od boeinga, że mógł się jemu przyjrzeć: miał wyraźnie widoczne śmigła, przednie i tyle koła oraz "kamuflaż" wojskowy.
Pentagon poproszony o komentarz powiedział, że żadnej takiej sprawy nie bada i nie komentuje też lotów swoich dronów nad terytorium USA. "Wall Street Journal" zaznacza, że w tej sytuacji problem dronów staje się jeszcze poważniejszy. Bowiem czyj wtedy był to dron? Ktoś na Florydzie omijając prawo użył własnego, prywatnego drona?
Jak piszą amerykańskie media, w ciągu ostatnich 3 lat takich spraw pojawiło się kilka, ale z reguły śledztwa otoczone są głęboką tajemnicą. W marcu 2013 r. pilot włoskich linii Alitalia zaobserwował drona w odległości 60 metrów od swojej maszyny. FBI wciąż nie potrafi znaleźć śladu tej maszyny i śledztwo utknęło w martwym punkcie.
Według mediów przemysł lotniczy bardzo szybko rozwija się. I prawdopodobnie za kilka lat drony prywatnych firm będą latały bez większych problemów, "bo ich entuzjaści nie spoczną, póki do tego nie doprowadzą" - pisze "Los Angeles Times". - Federalny Urząd Lotnictwa odpowiedzialny za bezpieczeństwo w obrębie ruchu lotniczego na całym terytorium Stanów Zjednoczonych próbuje lobbować za wprowadzeniem odpowiednich zarządzeń dotyczących kwestii wykorzystania prywatnych dronów. Prace nad tymi zapisami w kongresie potrwają co najmniej do końca 2015 roku - zauważa "Los Angeles Times".
TVN24, tk
