Zdrowe ceny

Zdrowe ceny

Sprawa spekulacyjnego podniesienia ceny ratującego życie leku wywołała w Ameryce burzę, choć podobnych przykładów było tam w ostatnich latach wiele.

Pigułka leku Daraprim przez długi czas kosztowała w amerykańskich aptekach 13,5 dolara. W połowie września cena wzrosła do 750 dol. Okazało się, że za nagłym skokiem stoi Martin Shkreli, 32-letni biznesmen zarządzający funduszem hedgingowym, który przejął w imieniu spółki farmaceutycznej Turing Pharmaceuticals prawo do marki. Podwyżka o ponad 5000 proc. wywołała burzę i dyskusję na temat granic ludzkiej chciwości, choć tak naprawdę na amerykańskim rynku leków nie jest niczym niezwykłym.

SPÓR O GRANICE SPEKULACJI

Na rynku farmaceutycznym w USA funkcjonują dwa rodzaje monopoli. Specjalistyczne leki są chronione patentami gwarantującymi, że wytwórcy nie zaczną ich kopiować z pominięciem gigantycznych często wydatków na badania i procedury zatwierdzania leku. Jednak Daraprimu żaden patent już nie chroni, specyfik znany jest bowiem na całym świecie od 62 lat. Używany jest przede wszystkim do leczenia toksoplazmozy, rzadkiej formy zakażenia występującego przede wszystkim u osób ze słabym układem odpornościowym, na przykład leczących się na raka lub AIDS. Ale to Turing Pharmaceuticals jest w tej chwili jedynym producentem specyfiku w USA.

Zgodnie z prawem lek mogą zacząć produkować bez ograniczeń inni wytwórcy, co według reguł wolnego rynku obniżyłoby cenę specyfiku. Z tego punktu widzenia o monopolu nie ma mowy. Shkreli twierdzi jednak, że nie wierzy, aby jakakolwiek inna spółka podjęła się produkcji leku, bo potencjalny rynek w USA jest bardzo wąski. Shkreli twierdzi też, że sam obniży cenę, a pieniądze ze sprzedaży Daraprimu mają posłużyć do sfinansowania badań nad produkcją jeszcze skuteczniejszego leku. Eksperci od rynku farmaceutycznego twierdzą, że to obiecywanie gruszek na wierzbie. Do 2010 r. Daraprim znajdował się w rękach farmaceutycznego giganta GlaxoSmithKline i jeśli ten potentat nie zdecydował się na wprowadzenie żadnych zmian w składzie Daraprimu, to znaczy, że nie miałoby to sensu. „Tu chodzi o zwykłe zarabianie pieniędzy. Albo – nazwijmy to po imieniu – spekulację cenową podobną do giełdowej” – argumentuje na łamach amerykańskiego „Forbesa” John Graham.

Organizacje reprezentujące farmaceutyczne lobby usiłowały przedstawiać Shkreliego jako młodego renegata, lekceważącego podstawowe wartości i ignorującego dobre praktyki oraz obyczaje. Przyłączyli się do tej krytyki politycy. Jednak tak naprawdę Shkreli nie zrobił niczego niezwykłego w farmaceutycznym światku, mimo że nawet przez to środowisko odsądzany jest od czci i wiary. Przemysł farmaceutyczny regulowany przez Federalną Agencję Żywności i Leków (FDA) i prawo patentowe teoretycznie funkcjonuje na zasadach wolnorynkowych. Ale jednocześnie w USA obowiązuje zakaz importu leków nieposiadających zgody i atestów FDA. Producenci w USA mają więc prawo do swobodnego ustalania cen oraz handlowania patentami, bo mimo wygaśnięcia praw patentowych często są nadal jedynymi producentami jakiejś substancji. Nawoływania polityków do otwarcia rynku, np. na specyfiki wytwarzane w krajach NAFTA (Kanada i Meksyk), od lat przechodzą bez echa.

Przykładem mogą być losy kolchicyny, substancji używanej w USA od XIX w. przy leczeniu podagry. Sześć lat temu po próbach klinicznych prawo do dystrybucji uzyskała URL Pharma. Cena pigułki podskoczyła z 9 centów do 4,85 dolara. Podobnie było z wynalezioną w 1948 r. tetracykliną, która od 2013 r. podrożała 22-krotnie. A antydepresyjny lek z lat 60. Clomipramine od 2012 r. kosztuje 36 razy więcej. Przykładów podobnych spekulacji cenowych jest wiele.

CO WOLNO PRODUCENTOM LEKÓW

Według badań AARP Public Policy Institute także markowe leki, nieposiadające jeszcze tańszych odpowiedników, są z roku na rok coraz droższe. Te podwyżki nie mają tak dramatycznego wymiaru jak w przypadku Daraprimu, ale motywacja jest podobna. – Czy coś by się stało, gdyby w przypadku Daraprimu w grę wchodziła podwyżka o 20 albo 100 proc.? – pyta retorycznie Steven Pearson, prezes Institute for Clinical and Economic Review. – To, co się stało, odzwierciedla strukturę, jaką mniej lub bardziej świadomie stworzyliśmy. Daje ona producentom leków w USA ogromną swobodę ustalania cen i rodzi oczekiwania, że zapłacą albo firmy ubezpieczeniowe, albo sami pacjenci.

Zanim Shkreli przejął produkcję Daraprimu w sierpniu bieżącego roku, w 2010 r. odkupiła go od Glaxo firma Amedra Pharmaceuticals, która także podbijała cenę. Dlaczego więc dostało się właśnie Shkreliemu i to na niego posypały się najgorsze inwektywy („zbankrutowany moralnie socjopata” czy „skurwiel” to najłagodniejsze)? Aaron Kesselheim, profesor Harvard Medical School, tłumaczy to splotem kilku okoliczności. Przede wszystkim tym, że chodzi o stary lek używany przez pacjentów w stanie terminalnym. Do tego dochodzi jednostkowa cena pigułki. Skok z kilku centów do kilku dolarów nie wygląda tak dramatycznie jak z 13,5 dolarów za pigułkę do 750 dolarów. Na dodatek Shkreli otwarcie i z rozbrajającą szczerością broni w mediach swoich decyzji, przyznając jednocześnie, że wyprodukowanie jednej pigułki kosztuje go… około dolara. Według Pearsona zamiast potępiać Shkreliego, rynek powinien zacząć dyskutować nad tym, jak ceny leków powinny odzwierciedlać ich rzeczywistą wartość, włączając w to na przykład koszty poniesione na badania i rozwój. Trudno jednak oczekiwać, aby przy obecnej polaryzacji życia politycznego w USA udało się znaleźć kompromis w tej sprawie. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 41/2015
Więcej możesz przeczytać w 41/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0