Wiza kupiona za czesne

Wiza kupiona za czesne

Polska od lat jest drogą tranzytową dla nielegalnych imigrantów. Korzystają z niej pseudostudenci, którzy opłacają czesne tylko po to, żeby wjechać na teren Unii Europejskiej. Zdaniem ekspertów proceder ten jest poza kontrolą państwa, a imigrantów uciekających w ten sposób na Zachód będzie przybywać.

Żeby legalnie wjechać do Polski, wystarcza 2 tys. euro. Tyle mniej więcej wynoszą opłaty dla obcokrajowców za rozpoczęcie nauki na naszych uczelniach. To się opłaca, bo podobną kwotę pobierają od imigrantów gangi przemytników, które nie dają żadnej gwarancji dotarcia do zamierzonego celu. O zjawisku „studenckiej imigracji” zaalarmowała nas osoba zajmująca się kontrolą szkół wyższych. W ocenie naszego rozmówcy sytuacja jest poważna, a „studencka” imigracja jest poza jakąkolwiek kontrolą państwa.

NIEWIDOCZNI DLA SYSTEMU

Problem ten nie jest nowością dla kanclerza jednej z prywatnych uczelni, przez którą jeszcze kilka lat temu przewijały się setki studentów z takich krajów, jak: Indie, Pakistan, Nigeria, Nepal, Wietnam, Sri Lanka, Liban, Iran. Uczelnia ta – Wyższa Szkoła Handlu i Finansów Międzynarodowych – prowadziła zajęcia w wynajętych pomieszczeniach Hotelu Marriott. – Z naszej szkoły uciekało 30 proc. zagranicznych studentów. Są uczelnie, z których znika nawet 70 proc. To się dzieje cały czas – mówi Piotr Kusznieruk, kanclerz warszawskiej WSHiFM.

Kusznieruk opowiada, że największy problem był z młodzieżą z Bliskiego Wschodu. Nie uciekali natomiast studenci z Ukrainy, Rosji i Białorusi. Starali się ukończyć studia. Kusznieruk twierdzi, że o każdym takim przypadku informował Straż Graniczną. Wtedy do szkoły przyjeżdżali funkcjonariusze tej służby. W końcu szkoła umożliwiła Straży Granicznej dostęp do systemu elektronicznej informacji o studentach. – Taka powinna być praktyka – mówi nam wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Daria Lipińska-Nałęcz. A Straż Graniczna wyjaśnia: – Obowiązek poinformowania o zniknięciu studenta leży po stronie rektorów szkół wyższych. Problem w tym, że Straż Graniczna podejmuje działania dopiero wtedy, gdy uczelnia poinformuje, że zaginął jej student. A jeżeli szkoła nie prześle takiej informacji? Albo zrobi to z dużym opóźnieniem, dopiero po skreśleniu z listy studentów? Jak słyszymy, tak się właśnie dzieje. Co wtedy?

Taki „student” pozostaje niewidoczny dla systemu. I można przyjąć, że wykorzystując wizę, wyjechał już do któregoś z bogatszych krajów Unii. Oficjalnie więc problemu nie ma. Straż Graniczna informuje, że nie sprawdza, ilu studentów zniknęło po wjeździe do Polski. Ma tylko dane przekazane przez uczelnie. Wynika z nich, że to tylko pojedyncze przypadki.

POMYSŁ NA BIZNES

Nasz informator, który ma szeroki dostęp do wiedzy o polskim szkolnictwie, przekonuje, że niektóre uczelnie, którym niż demograficzny rujnuje finanse, z takiej „sprzedaży wiz” zrobiły sobie biznes. Wiceminister Lipińska-Nałęcz przyznaje, że sytuacja finansowa kilkudziesięciu uczelni w ostatnich latach budzi uzasadniony niepokój resortu: – Co roku z kontrolą odwiedzamy kilkanaście z nich, aby upewnić się, czy mają one pieniądze potrzebne do tego, aby studenci mogli ukończyć edukację.

A co z sygnalizowanym problemem „sprzedawania wiz”? Lipińska-Nałęcz przekonuje, że odpowiedzialność za to spoczywa na polskich konsulach, którzy wydają studenckie wizy na podstawie dokumentów, w tym potwierdzeń opłacenia studiów. – Wiem, że kilka kierunków studiów jest pod ich szczególną uwagą – dodaje. Tak było w Tunezji. Wyższa Szkoła Handlu i Finansów Międzynarodowych porozumiała się z tunezyjską izbą gospodarczą, że co roku będzie przyjmować na studia w Warszawie 30 osób. Z pierwszej grupy konsul wydał zgodę na wizę tylko trzem kandydatom na studia. Projekt upadł. – Cała reszta została uznana za osoby, które stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego kraju – mówi Kusznieruk. Uważa on, że ta konkretna decyzja była nieuzasadniona. Czy na pewno? Pierwsze sygnały, że studenckie wizy mogą służyć do imigracji, polskie służby otrzymały już kilka lat temu. – Kilkudziesięcioosobowa grupa studentów, zapaśników z Dalekiego Wschodu, przyjechała do Polski na akademickie mistrzostwa świata w zapasach. Zniknęli bez śladu – opowiada osoba, która zajmuje się akademickim sportem. I wskazuje, że podobne problemy będą coraz większe wraz z uszczelnianiem granic Unii Europejskiej przed nielegalnymi imigrantami.

Z dostępnych statyk przekazanych przez MSZ wynika, że każdego roku wizy uprawniające do poruszania się po całej Unii Europejskiej otrzymuje około 1000 studentów rocznie. W tym roku wydano takich dokumentów ponad 600. Komu MSZ odmawia? Najczęściej są to obywatele Indii (50 proc.), Nepalu i Pakistanu. W raporcie Europejskiej Sieci Migracyjnej czytamy, że polscy konsulowie najczęściej odmawiają z trzech powodów. Przede wszystkim informacje we wniosku są niezgodne z faktycznym celem wyjazdu. Po drugie fałszowane są dokumenty. Zdarzają się sytuacje, że kandydaci na studentów usuwają z paszportu informacje, że już raz odmówiono im wjazdu do UE. Fałszowane są także dyplomy ukończenia szkół, zaświadczenia z banków o ubezpieczeniu czy o stanie konta. Wizę studencką próbują nawet wyłudzić osoby nieznające języka angielskiego, w którym prowadzone są zajęcia dla studentów zza granicy.

ŚLEPE SŁUŻBY

Ale problem nie dotyczy tych przypadków, tylko studentów, którzy wizy otrzymują i wjeżdżają do Polski. Ministerstwo Nauki, choć posiadało informacje o nieprawidłowościach, nic nie robiło poza spisywaniem wyników przeprowadzanych kontroli. Dotarliśmy do raportu z jednej z nich. W 2011 r. urzędnicy weszli do wspomnianej Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych. Z raportu wynika czarno na białym, że szkoła przyjmowała na studia cudzoziemców, którzy nie mieli uprawnień do studiowania. Podobnie było dwa lata wcześniej. Wtedy Departament Kontroli Ministerstwa Nauki nakazał uczelni weryfikację dokumentów uprawniających cudzoziemców do studiowania w Polsce. – Zadaniem szkoły jest kształcić studentów i dbać o jak najwyższą jakość nauczania, a nie weryfikować, czy ich dyplomy są oryginalne i czy naprawdę chcą się uczyć. Od tego są służby – mówi Kusznieruk. Do Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych żaden student z zagranicy już nie przyjedzie. Uczelnia jest w likwidacji i hotelowe pomieszczenia w centrum stolicy musiała zamienić na biurowy barak. Ale cudzoziemców studiujących w Polsce przybywa. W minionym roku akademickim było ich ok. 47 tys. – to ponad dwa razy więcej niż pięć lat wcześniej. Przybywa też uczelni, szczególnie tych niepublicznych, które otwierają się na przybyszów z zagranicy.

Nieoficjalnie przedstawiciele szkolnictwa wyższego twierdzą, że wiele szkół prywatnych, które dopadł kryzys z powodu niżu demograficznego, funkcjonuje jeszcze tylko dzięki rekrutacji zagranicznych studentów. Czy sfera ta, szczególnie w dzisiejszych imigracyjnych czasach, znajduje się pod kontrolą instytucji odpowiedzialnych za szkolnictwo wyższe? Na tak postawione pytanie nie otrzymaliśmy jasnej, przekonującej odpowiedzi od żadnej z instytucji, które powinny być za to odpowiedzialne.

Poważne wątpliwości ma jeden z ekspertów od bezpieczeństwa wewnętrznego. Twierdzi on, że konsulowie mają na głowie inne sprawy niż sprawdzanie kandydatów na studentów. A poza tym nie mają odpowiednich narzędzi, żeby wykryć oszustów, a tym bardziej osoby, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. Jego zdaniem kontroli osób przyjeżdżających na studia do Polski w zasadzie nie ma. Oczywiście poza sytuacją, w której polskie służby otrzymują konkretne ostrzeżenie od obcych służb, z którymi współpracują. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 43/2015
Więcej możesz przeczytać w 43/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także