Francuski front Putina

Francuski front Putina

Kreml zainwestował miliony euro we Front Narodowy. Wyniki wyborów regionalnych we Francji wskazują, że to była opłacalna inwestycja.

To, co tak przeraziło polityczny establishment Francji i całej Europy, w Rosji przyjmowane jest z radością. Chodzi o znakomity wynik Frontu Narodowego w pierwszej turze wyborów regionalnych we Francji, który potwierdził, że uważany przez całe lata za skrajną partię prawicowych populistów jest najpopularniejszą siłą polityczną nad Sekwaną. W przeciwieństwie do mediów z Unii Europejskiej te rosyjskie odniosły się do sukcesu partii Marine Le Pen wręcz entuzjastycznie. Rządowa telewizja RT ogłosiła wręcz, że Marine będzie wkrótce rządziła Francją. Podobnie było też z politycznymi reakcjami. Przewodniczący komisji spraw zagranicznych Dumy Konstantin Kosaczow uznał skalę poparcia dla FN za dowód zmęczenia ideą europejskiej integracji. Nacjonalistyczny deputowany Konstantin Rykow gratulował Frontowi zwycięstwa na twitterowym koncie, które w Rosji śledzi prawie 200 tys. ludzi.

Rosyjskim politykom i kontrolowanym przez nich mediom trudno się zresztą dziwić. Pochód do władzy Frontu Narodowego to dla nich świetna wiadomość. FN jest przeciwny sankcjom gospodarczym wobec Rosji i zbliżeniu Unii Europejskiej z Ukrainą. Jego politycy popierają aneksję Krymu przez Putina i utrzymują bliskie kontakty z oligarchami objętymi sankcjami unijnymi z powodu podsycania wojny w Donbasie. Jeśli dodamy do tego także niechęć Frontu do NATO, uważanego za narzędzie amerykańskiego imperializmu, i gotowość do rozbicia resztek jedności Unii Europejskiej, to widzimy idealnych z punktu widzenia Rosji kandydatów do zajęcia Pałacu Elizejskiego. I żeby nie było wątpliwości: to nie jest żaden zbieg okoliczności, tylko długofalowa inwestycja Kremla w polityków, którzy wiedzą, że długi liczone w milionach euro trzeba będzie kiedyś spłacić.

AUDIENCJA U PUTINA

Wspomniany Konstantin Rykow nieprzypadkowo wypisuje na Twitterze peany na cześć partii Marine Le Pen. Odpowiedzialny za przedsięwzięcia propagandowe partii Putina w internecie Rykow jest uważany za jednego z pośredników w kontaktach Kremla z FN. Jego nazwisko wypłynęło w tym kontekście, gdy hakerzy z grupy Anonymous włamali się do telefonu Timura Prokopenki, działacza putinowskiej młodzieżówki i wiceszefa wydziału polityki krajowej kremlowskiej administracji. Z wymiany SMS-ów między Rykowem a Prokopenką wynikało, że ten pierwszy próbował w marcu zeszłego roku ściągnąć szefową Frontu Narodowego na referendum mające potwierdzić aneksję ukraińskiego półwyspu przez Rosję. Marine Le Pen była wtedy zajęta kampanią samorządową, ale wysłała na Krym swoich przedstawicieli: eurodeputowanego Frontu Narodowego Jean-Luca Schaffhausera i Aymerica Chauprade’a, swojego ówczesnego doradcę do spraw polityki międzynarodowej, który jest częstym gościem w Rosji. Według Antona Szechowcowa, znawcy powiązań europejskiej skrajnej prawicy z Rosją, w kręgu jego znajomych jest oligarcha Konstantin Małofiejew objęty zakazem wjazdu na teren UE z powodu finansowania ekstremistycznych bojówek w Rosji.

Sama szefowa Frontu Narodowego też regularnie jeździ do Rosji. Szlak przetarł już jej ojciec Jean-Marie Le Pen, który przyjaźni się z dyżurnym rosyjskim nacjonalistą Władimirem Żyrinowskim. Reprezentująca nowe pokolenie Marine przekazana została młodszym stażem, ale znacznie wyżej stojącym w kremlowskiej hierarchii politykom, takim jak wicepremier Dmitrij Rogozin, deputowany nacjonalistycznej partii Ojczyzna.

Rogozin, który jako ambasador Rosji przy NATO co rusz dawał upust swojej niechęci do zjednoczonego Zachodu, włożył wiele pracy w rozwój przyjaźni z wrogo nastawioną do NATO i Unii Europejskiej francuską skrajną prawicą. Owocem jego wysiłków jest m.in. działający w Paryżu Institut de la Democratie et de la Cooperation, lobbystyczna instytucja rosyjska utrzymująca bliskie kontakty z Frontem Narodowym. O jej charakterze wiele mówi postać drugiego z fundatorów, prawnika Anatolija Kuczereny, reprezentującego nie tylko oskarżanych o szpiegostwo rosyjskich dyplomatów, ale także Edwarda Snowdena i obalonego ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza. Podczas drugiej wizyty w Rosji Marine Le Pen miała się spotkać potajemnie z samym Władimirem Putinem, uzyskując ponoć zgodę na finansowanie Frontu, zmagającego się od lat z poważnymi problemami finansowymi.

Ostatnie sukcesy partii są nie tylko efektem zmyślnej strategii wyborczej i umiejętnego grania na autentycznej i rosnącej niechęci Francuzów do imigracji z krajów muzułmańskich. Wybory wygrywa się za pomocą zainwestowanych w nie pieniędzy. Perypetie Frontu Narodowego są tego najlepszym dowodem. Front miał przez całe lata problemy z uzyskaniem kredytów na kampanie. Banki we Francji i innych krajach Zachodu odmawiały współpracy z partią oskarżaną o antysemickie i faszystowskie ciągoty. Kilka lat temu Jean-Marie Le Pen był nawet zmuszony sprzedać swoją opancerzoną limuzynę i siedzibę partii w ekskluzywnej podparyskiej dzielnicy Saint-Cloud, żeby zapewnić Frontowi płynność finansową.

ROSJA KUPUJE LE PEN ZWYCIĘSTWO

Wszystkie te kłopoty skończyły się po kilku udanych wizytach polityków Frontu Narodowego w Rosji. Pośredniczący w kontaktach Kremla z Marine Le Pen Małofiejew miał według Antona Szechowcowa załatwić 2 mln euro pożyczki od powiązanego z FSB offshore’owego funduszu Vernonsia Holding Ltd. zarejestrowanego na Cyprze. Pieniądze przekazane zostały w kwietniu zeszłego roku, miesiąc po wyborach lokalnych, w których Front zdobył 7 proc. głosów, i zasiliły kampanię partii do Parlamentu Europejskiego. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo ugrupowanie Le Pen przyciągnęło w nich więcej wyborców niż dominujące na scenie politycznej Francji partie: konserwatywna i socjaliści.

Inwestycja okazała się na tyle obiecująca, że jesienią ubiegłego roku Front Narodowy dostał kolejny zastrzyk gotówki z Rosji. Pochodził on od Pierwszego Banku Czesko-Rosyjskiego z siedzibą w Moskwie. Wbrew nazwie jest to instytucja całkowicie kontrolowana przez Rosjan. Jej właścicielem jest blisko związany z Kremlem oligarcha Giennadij Timczenko, którego nazwisko również figuruje na liście Rosjan objętych europejskimi sankcjami po aneksji Krymu przez Putina. Timczenko jako przewodniczący Francusko-Rosyjskiej Izby Handlowej (CCIFR) jest też jednym z głównych rozgrywających rosyjskie interesy nad Sekwaną. Dzielił to stanowisko z Christophem de Margerie, prezesem koncernu naftowego Total, dopóki prywatny odrzutowiec Margerie nie rozbił się w październiku zeszłego roku podczas lądowania na lotnisku w Moskwie. Z 9 mln euro od Timczenki Front miał dosyć funduszy, by przeprowadzić skuteczną kampanię w wyborach regionalnych, które potwierdziły jego pozycję najpopularniejszej partii we Francji. Otwarta linia kredytowa w moskiewskim banku ma pomóc w sfinansowaniu kampanii prezydenckiej Marine Le Pen w 2017 r., na którą wedle słów skarbnika partii Walleranda de Saint-Just potrzeba będzie od 30 do 40 mln euro. Dla Rosji to niewielka cena za trwałą zmianę w europejskiej polityce.

PIĄTA KOLUMNA W UE

Krytykowana za korzystanie z obcego finansowania Marine Le Pen odrzuca zarzuty o reprezentowanie rosyjskich interesów we Francji. Jest to o tyle łatwiejsze, że francuski establishment polityczny jest i tak nastawiony bardzo przyjaźnie do Rosji. Diabeł jednak jak zwykle tkwi w szczegółach, bo w przypadku FN Rosja ma być oparciem w walce z Unią Europejską i NATO. Zwycięstwa odnoszone pod hasłami ograniczenia wszechwładzy unijnej biurokracji i przywrócenia suwerenności państw narodowych tylko z pozoru mogą cieszyć eurosceptyków, także w Polsce.

Problem w tym, że Front Narodowy nie zakłada reformy Unii czy korekty traktatów, jak np. proponuje to brytyjski premier David Cameron, tylko kompletne rozbicie Wspólnoty. – Możecie na mnie mówić Madame Frexit – chwali się w wywiadach Marine Le Pen, zapowiadając wyjście Francji z UE i NATO. To jeden z podstawowych powodów, dla których Europa reaguje alergicznie na zwycięstwa jej partii. Wiadomo bowiem, że bez Francji Unia Europejska nie ma racji bytu, co z kolei doprowadzić może do realizacji największego marzenia Kremla: powrotu do sytuacji z czasów ZSRR, gdy Moskwa rozmawiała nie z Europą, tylko z jej poszczególnymi krajami. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

KORWIN-MIKKE I POŻYTECZNI IDIOCI

Do niesławnego grona celebrytów i trzeciorzędnych polityków odwiedzających okupowany przez Rosjan Krym dołączył właśnie Janusz Korwin-Mikke. W ubieg łym tygodniu jego profil na Facebooku pełen był relacji z Symferopola, udowadniających wysokie poparcie dla Rosji na Krymie. Jego entuzjazm łatwo wytłumaczyć. Według informacji moskiewskiego centrum SOVA, monitorującego działalność faszystowskich i ekstremistycznych organizacji wspieranych przez Kreml, partia Korwina-Mikke należy do Światowego Ruchu Narodowo-Konserwatywnego z siedzibą w Moskwie, któremu patronuje wicepremier Rosji Dmitrij Rogozin. Eurodeputowany znalazł się tam w doborowym towarzystwie wraz z Ruchem Narodowym, Młodzieżą Wszechpolską, ale także faszyzującymi i eurosceptycznymi ugrupowaniami z całej Europy. Przynajmniej kilka z nich otrzymuje finansowanie z Rosji, odwdzięczając się wspieraniem imperialnej polityki Putina. Warto tu wymienić niemiecką AfD, węgierski Jobbik, Latvijas Krievu savieniba z Łotwy, grecką Złotą Jutrzenkę czy FPÖ z Austrii, nie wspominając o mniejszych ugrupowaniach z Bałkanów, Skandynawii, Włoch etc.

Okładka tygodnika WPROST: 51/2015
Więcej możesz przeczytać w 51/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0