Po pięcioletnim śledztwie czeska policja zatrzymała sprawcę aż 18 zamachów bombowych. Okazał się nim... 68-letni emeryt z Pragi.
Zatrzymano go w chwili, kiedy szykował się do wysadzenia w powietrze pomnika czesko-niemieckiego pojednania niedaleko Teplic nad Metują. Zwrócili na niego uwagę polujący w okolicy myśliwi, którym kręcący się niedaleko pomnika, z plecakiem mężczyzna wydał się podejrzany. Kiedy policja chciała go wylegitymować, 68-latek rzucił się do ucieczki. Pogoń po okolicznych lasach trwała kilkadziesiąt minut. W końcu, kiedy mężczyzna nie miał już szans, by wymknąć się pościgowi, z okrzykiem: "żywy się wam nie poddam" dziesięć razy uderzył się nożem w szyję. Jeden z ciosów przeciął tętnicę. Niefortunny "terrorysta- samobójca" wylądował w szpitalu, a jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
W środę przewieziony został do Pragi z Nachodu (niedaleko tego miasta został złapany).
Badania DNA potwierdziły, że zatrzymanym jest osobnik, którego ślady genetyczne (np. włosy) znalezione zostały w miejscu aż 18 zamachów bombowych i aktów sabotażu, m.in. w kilkunastu miejscach na trasach kolejowych na terenie całych Czech, w praskim szpitalu na Vysoczanach oraz w hotelu Duo, gdzie zdetonował samodzielnie skonstruowaną bombę oraz w pobliżu pomnika ofiar komunizmu w Pradze, gdzie podłożył ładunek wybuchowy, uszkadzając kilka postaci. Według policjantów, tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności w zamachach tych nikt nie zginął ani nie został ranny.