Zdaniem przyszłego węgierskiego komisarza, który jest w tej chwili ambasadorem swego kraju przy UE, Węgry "mają wystarczająco dużo ludzi do pracy w przemyśle budowlanym".
"Być może będziemy potrzebować dobrze wyszkolonych robotników do nowych zakładów samochodowych czy sprzętu elektronicznego, ale nie niewykwalifikowanej siły roboczej" - powiedział Balazs. I pochwalił się, że wskaźnik bezrobocia na Węgrzech sięga zaledwie nieco ponad 5 proc.
Przypomniał też, że Węgry nie muszą negocjować z innymi członkami Unii ewentualnych restrykcji chroniących rynek pracy, bowiem mają do tego prawo.
Traktat Akcesyjny pozwala nowym państwom członkowskim nie tylko na "wzajemność" wobec dotychczasowych krajów Unii chroniących własne rynki pracy, ale także na objęcie takimi "symetrycznymi" restrykcjami przy okazji także sąsiadów z Europy Środkowej i Wschodniej.
W tym samym wywiadzie Balazs zaprezentował się jako zwolennik oszczędzania na tłumaczeniach, które pochłaniają znaczna część kosztów funkcjonowania Unii. Zaproponował, by ograniczyć liczbę języków używanych na co dzień w instytucjach unijnych do angielskiego i francuskiego, tak jak w NATO.
"Mam wielki szacunek dla innych języków - uważam je za wielką wartość Europy - ale w celu usprawnienia naszej pracy powinniśmy być rozsądni. I jeśli jesteśmy w stanie rozmawiać po angielsku i francusku w NATO, w OECD, ONZ itp., dlaczego nie mielibyśmy uprościć systemu w Unii?" - pytał Balazs.
"Osobiście nie lubię mówić głośno po węgiersku, jeżeli nikt wokół nie rozumie. Uważam to za śmieszne. Do kogo wtedy mówię? Chcę być rozumiany, więc wkładam w to wysiłek" - powiedział.
Inną dziedziną, na której przyszły węgierski komisarz chciałby zaoszczędzić, jest rolnictwo. "Pochłania ono zbyt dużo pieniędzy. Moglibyśmy użyć ich, żeby zwiększyć fundusze strukturalne i spójności" - powiedział Balazs.
oj, pap