Szczególny problem, jak podkreślił, to zbyt wolny wzrost gospodarczy i wolny przyrost nowych miejsc pracy. Trzeba się skupić nie na ochronie, ale tworzeniu miejsc pracy oraz promowaniu kwalifikacji i większej elastyczności pracowników - powiedział.
Pytany później na konferencji prasowej, czy realizacji celów strategii lizbońskiej nie zaszkodzą ograniczenia dostępu do unijnych rynków pracy wobec nowych członków, przyznał, że ma w tej sprawie "mieszane uczucia". Z jednej strony - tłumaczył - zamykanie rynków pracy na kilka lat pozwoliło uniknąć sytuacji, w której sprawa napływu pracowników z nowych krajów członkowskich stałaby się głównym tematem kampanii wyborczych w niektórych krajach i blokowałaby rozszerzenie UE.
"Z drugiej strony uważam, że nagłówki o napływie pracowników z nowych krajów miały spowodować tylko przypływ dochodów różnych tabloidów" - ocenił Cox. Wnioski z poprzednich rozszerzeń UE wskazują, że nie powinniśmy się przesadnie martwić zalewem siły roboczej z nowych państw UE. "Myślę, że wszystkie te ograniczenia przewidziane na kilka lat mogą nieco wcześniej +umrzeć śmiercią naturalną+" - uznał.
Premier Leszek Miller zadeklarował na końcowej konferencji prasowej, że Polska poparła wszystkie decyzje, służące wzrostowi gospodarczemu i poprawie konkurencyjności Unii. "Akcentowaliśmy bardzo zdecydowanie problem rozmaitych barier na drodze swobodnego przepływu pracowników" - podkreślił premier. Ale w dokumencie końcowym szczytu zabrakło jasnego wezwania do otwarcia rynków pracy dla nowych członków.
Premier polemizował z wizerunkiem Polski, zawartym w raportach - "Polska ze swoim 5-procentowym wzrostem produktu krajowego brutto wygląda bardzo dobrze na tle wszystkich krajów Unii. Jesteśmy w czołówce. Także inne wskaźniki ekonomiczne bardzo wyraźnie udowadniają, że polska gospodarka rozwija się bardzo dobrze, a w 2004 roku będziemy najlepiej rozwijającą się gospodarką europejską".
Przyznał, że to "oczywiście nie oznacza, że nie mamy rozmaitych strukturalnych problemów". Ale sugerował, że winien jest poprzedni rząd: "Proszę pamiętać, że w latach 1997-2001 PKB bezustannie spadał z 7 proc. do 0,1 proc. i przybyło nam milion bezrobotnych".
Strategia lizbońska jest tematem piątkowej sesji szczytu. Ten przyjęty w 2000 roku w portugalskiej stolicy program miał uczynić z Unii do 2010 roku "najbardziej konkurencyjną i dynamiczną gospodarkę świata". Unia miała zdystansować w tej dziedzinie nawet Stany Zjednoczone.
Tymczasem raporty Komisji Europejskiej i niezależnych ekspertów biją na alarm: już trzeci rok z rzędu Unia nie osiąga w wielu dziedzinach wyznaczonych sobie wskaźników. Chlubnym wyjątkiem są kraje nordyckie z Finlandią na czele, które osiągają wskaźniki lepsze od USA, zachowując przy tym stosunkowo hojne systemy zabezpieczenia społecznego. Najgorzej wypadają Włochy, Grecja i Polska.
W przyjętym w Lizbonie programie zakładano, że w ciągu 10 lat (2000-2010) UE przekształci się w "najbardziej konkurencyjną i dynamiczną gospodarkę" na świecie, między innymi dzięki powszechnemu dostępowi do Internetu. Przywódcy 15 państw Unii określili w ten sposób jej "nowy strategiczny cel".
W 2000 roku Unia miała przyjąć nowe przepisy dotyczące handlu i pieniędzy elektronicznych, praw autorskich, elektronicznej sprzedaży usług finansowych, jurysdykcji i egzekwowania wyroków sądowych odnoszących się do tego, co dzieje się w Internecie.
Do końca 2000 roku miało nastąpić większe otwarcie lokalnych rynków dostępu do Internetu, a do końca 2001 r. zakładano pełne połączenie i liberalizację rynków telekomunikacyjnych i w tym samym terminie wszystkie szkoły w Unii miały być podłączone do sieci.
Piętnastka zapowiadała stworzenie "Europejskiego Obszaru Badań Naukowych i Innowacji", m.in. poprzez zachęcanie sektora prywatnego do większych nakładów na naukę, większą mobilność naukowców i specjalistów i otwarcie przed końcem 2001 "superszybkiej transeuropejskiej sieci elektronicznej łączności naukowej" między szkołami wyższymi, instytutami i bibliotekami.
Przywódcy jednocześnie zobowiązali się do redukcji pomocy publicznej dla przedsiębiorstw i do "modernizacji" systemów ubezpieczeń społecznych, opieki społecznej i zdrowotnej.
Wiele uwagi w programie lizbońskim poświęcono edukacji, zarówno młodzieży jak i tzw. kształceniu ustawicznemu dorosłych, zakładając, że do 2010 roku ma być zredukowana o połowę liczba młodych ludzi w wieku od 18 do 24 roku życia, którzy przestali się uczyć po szkole podstawowej.
Zaplanowano też opracowanie jednolitego "europejskiego programu nauczania", który szkoły będą realizować dobrowolnie, aby ułatwić mobilność absolwentów i porównanie ich kwalifikacji.
Ogólnym celem strategii lizbońskiej jest podniesienie w Unii odsetka zatrudnionych wśród ludności w wieku produkcyjnym z 61 proc. w 2000 r. do 70 proc. w 2010, a wśród samych kobiet z 51 proc. do 60 proc. Podkreślono, że w tym celu średni wskaźnik wzrostu unijnej gospodarki powinien utrzymywać się na poziomie około 3 proc.
Tymczasem obecnie zwraca się uwagę, że większość krajów przystępujących do UE nie nadrabia zapóźnień w modernizacji gospodarki i w dążeniu do oparcia jej na nowoczesnej wiedzy i technologiach.
Na tym tle Polska ma najniższe w Europie wskaźniki zatrudnienia, jedne z najniższych w zakresie upowszechnienia Internetu i nakładów na naukę.
em, oj, pap