W Bułgarii trwa śledztwo w sprawie śmierci sześciu osób, których ciała znaleziono w dwóch górskich rejonach na zachodzie kraju. Okoliczności tragedii są niejasne, a sprawa od początku budzi ogromne emocje i porównania do scenariusza serialu kryminalnego.
Szef krajowej policji Zahari Vaskov podczas konferencji prasowej przyznał, że to „sprawa bez precedensu w naszym kraju”. W podobnym tonie wypowiedział się prokurator generalny Borisław Sarafow. „Życie obdarzyło nas tu bardziej szokującymi szczegółami niż w serialu Twin Peaks” – powiedział mediom, nawiązując do znanego amerykańskiego serialu z lat 90.
Spalone schronisko i strzały w głowę
Jak czytamy na portalu The Guardian, pierwszego odkrycia dokonano na początku lutego. W spalonym schronisku w pobliżu przełęczy Petrohan – łączącej obwód Sofia z obwodem Montana – znaleziono ciała trzech mężczyzn w wieku 45, 49 i 51 lat.
Wszyscy mieli rany postrzałowe głowy. Biegli medycyny sądowej uznali, że obrażenia najprawdopodobniej powstały z bliskiej odległości i mogły zostać zadane przez nich samych. Jak przekazali śledczy, na zabezpieczonej broni znaleziono wyłącznie DNA zmarłych.
Kilka dni później policja natrafiła na kolejne trzy ciała – dwóch mężczyzn w wieku 51 i 22 lat oraz 15-letniego chłopca. Znajdowały się w kamperze w rejonie szczytu Okolczyca, około 100 kilometrów na północ od Sofii. Wcześniej służby prowadziły poszukiwania tych mężczyzn, ponieważ podejrzewano, że mogą mieć związek ze sprawą z przełęczy Petrohan.
Jak podała Agencja France-Presse, prokuratura poinformowała, że „na podstawie danych z sekcji zwłok trzech ostatnich ciał można wyciągnąć wniosek, że prawdopodobnie popełniono dwa morderstwa i jedno samobójstwo”.
Kim byli zmarli?
Policja przekazała, że pięciu z sześciu zmarłych należało do Narodowej Agencji ds. Kontroli Obszarów Chronionych – organizacji pozarządowej zajmującej się ochroną przyrody. Schronisko przy przełęczy Petrohan było jej siedzibą, a członkowie organizowali tam między innymi obozy dla młodzieży.
Część mediów określała ich jako nieformalnych „leśnych strażników”, którzy patrolowali okolice granicy z Serbią i pomagali straży granicznej. Śledczy zwracają jednak uwagę, że mężczyźni interesowali się buddyzmem tybetańskim. Cytują też krewnego jednego ze zmarłych, który mówił o „wyjątkowej niestabilności psychicznej” w grupie. Rodziny ofiar jednakże stanowczo odrzucają taką wersję. Ich zdaniem tragedia może mieć związek z działalnością przestępczą w rejonie granicy bułgarsko-serbskiej, gdzie dochodzi do przemytu ludzi i nielegalnej wycinki drzew.
Ralitsa Asenova, matka jednej z ofiar znalezionych w kamperze, powiedziała w telewizji Nova: „Oni najwyraźniej byli świadkami czegoś. Dla mnie to morderstwo popełnione przez profesjonalistę”.
Czytaj też:
Tragiczny finał rodzinnej awantury? Policja znalazła zwłokiCzytaj też:
Dwa ciała w domu jednorodzinnym. Policyjni kontrterroryści w akcji
