Odpowiedzialny za misję iracką w Ministerstwie Obrony Korei Południowej generał Kwon An Do potwierdził, iż resort przesłał plany dyslokacji kontyngentu w Iraku do aprobaty Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, która w przyszłym tygodniu zajmie się sprawą.
Południowokoreańskie oddziały miały wyjechać do Iraku na początku roku - sprawa jednak przeciągnęła się, głównie w związku ze sprzeciwem opinii publicznej co do udziału Koreańczyków w niebezpiecznej misji irackiej.
"W ciągu tygodnia powinniśmy podjąć decyzję w sprawie naszego kontyngentu. Rząd i prezydent muszą dotrzymać obietnicy - wyjazd kontyngentu jest ważny ze względu na sojusz amerykańsko- południowokoreański, a także międzynarodowy wizerunek naszego kraju" - powiedział w piątek w Seulu politolog z prezydenckiej partii Uri, Hung Dzai Hiung. W czwartek grupa 91 południowokoreańskich parlamentarzystów zapowiedziała, iż przedstawi w Zgromadzeniu Narodowym projekt rezolucji z apelem do rządu o "ponowne rozważenie" decyzji dotyczącej udziału w irackiej misji.
Deklarację w sprawie wysłania sił do Iraku złożył jeszcze w grudniu prezydent Ro Mu Hiun. Po kwietniowych wyborach parlamentarnych w Korei Południowej większość w parlamencie zdobyła proprezydencka partia Uri (Nasza Partia), która zapowiedziała, że będzie trzymać się planu wysłania do Iraku kolejnych 3 tysięcy żołnierzy południowokoreańskich (obecnie jest ich tam ok. 600), pod warunkiem że ich misja będzie mieć charakter ściśle pokojowy.
Misja południowokoreańska ma ograniczać się do udziału w odbudowie Iraku i pomocy humanitarnej (głównie medycznej), wykluczono natomiast jakikolwiek udział Koreańczyków w akcjach bojowych.
Kontyngent południowokoreański (trzeci co do liczebności - po USA i Wielkiej Brytanii) miałby stacjonować na północy Iraku, w uważanym za spokojne mieście Irbil.
ss, pap