Buffo - Aleja gwiazd - A. Miklaszewska
Materiał partnera

Buffo - Aleja gwiazd - A. Miklaszewska

Teatr Studio Buffo ma 25 lat
Teatr Studio Buffo ma 25 lat
„Ojcowie założyciele” polskiego musicalu to oczywiście Janusz Józefowicz i Janusz Stokłosa. Ale jest i matka – Agata Miklaszewska, autorka tekstów piosenek do przedstawień „Metro”, „Romeo i Julia” oraz „Polita”. W ubiegły weekend Agata Miklaszewska odsłoniła swoją Gwiazdę w Alei Gwiazd przed Teatrem Studio Buffo.

Na początku było „Metro”

Libretto autorstwa sióstr Agaty i Maryny Miklaszewskich pokazała Januszowi Józefowiczowi, Zuzanna Olbrychska. Historia bardzo mu się spodobała, ale miała już autora muzyki – Przemysława Gintrowskiego.

- Uważam, że do piosenek Gintrowskiego nie powinno się robić choreografii z założenia – mówi Józefowicz. – Poza tym autor okazał się człowiekiem dość zdecydowanym i mało podatnym na zmiany, zwłaszcza proponowane przez tak młodego, początkującego artystę jak ja. Powiedziałem więc Agacie i Marynie, że pomysł musicalu bardzo mi się podoba, ale albo będą go robiły z Gintrowskim albo ze mną.

Józefowicz zaprosił do współpracy młodego wówczas, obiecującego krakowskiego muzyka Janusza Stokłosę. I tak powstały przepiękne i wzruszające utwory, z przyprawiającą o ciarki na plecach „Wieżą Babel”, którą równie często można usłyszeć przy ognisku na harcerskim biwaku, co na zgrupowaniu kardy polskich piłkarzy, śpiewaną przez Roberta Lewandowskiego.

- Nasza współpraca była możliwa także dzięki temu, że Agata podziela moje myślenie o teatrze, w myśl którego premiera nie zawsze jest końcem pracy nad spektaklem, że pracujemy nad nimi tak długo, jak są grane – wspomina Janusz Józefowicz.

„Metro" – legendarny musical, do dziś jest wizytówką Teatru Studio Buffo. Grany bez przerwy, od ponad 27 lat, na polskich i zagranicznych deskach teatralnych. Podczas 2160 spektakli zgromadził na widowni ponad 2,5 mln widzów. Wystawiany na Broadwayu, w Moskwie i Londynie ma w niedługim czasie doczekać się swojej wersji filmowej. Przygoda wciąż trwa…

Kim jest Jan Werner?

Libretto do musicalu „Romeo i Julia” Agata Miklaszewska napisała pod pseudonimem Jan Werner. Nie było łatwo przenieść romantyczną historię kochanków z Werony w czasy współczesne, nie tylko pod względem fabuły, ale i teksów piosenek. Józefowicz miał obawy, czy w XXI wieku młodzi ludzie będą w stanie wzruszyć się opowieścią o trudnej miłości, czy młodzieży na scenie uda się przenieść klimat na wypełnioną młodzieżą widownię, zwłaszcza, że premiera odbyła się na Torwarze, czyli jednak w hali sportowej.

- Moje wątpliwości były uzasadnione i dotyczyły głównie scen lirycznych – wspomina Józefowicz. – Kilka miesięcy przed premierą „Romeo i Julii graliśmy „Metro” na stadionie Lublinianki w Lublinie. Rolę Jana odgrywał wtedy Dariusz Kordek i w jednej z takich właśnie spokojnych, lirycznych scen usłyszał nagle z tłumu; „Kroll, przyp… mu”. Oczywiście nastrój prysł i do końca przedstawienia trudno go już było zbudować.

Obawy reżysera okazały się jednak zupełnie niesłuszne, bo dzięki wspaniałym tekstom Agaty Miklaszewskiej, podczas premiery na Torwarze, sześciotysięczna publiczność słuchała piosenek w kompletnej ciszy. A dlaczego autorka napisała teksty pod pseudonimem? Zapytana o to podczas koncertu z okazji odsłonięcia swojej gwiazdy odpowiedziała reżyserowi z uśmiechem:

- Puściłeś deszcz ze sceny, pierwszych pięć rzędów zlanych wodą, ludzie przemoczeni do suchej nitki a Ty się pytasz dlaczego pisałam pod pseudonimem?

Zdrada nie popłaca

Przy okazji musicalu „Polita” Janusz Józefowicz zdradził Agatę Miklaszewską i zaczął tworzyć projekt z młodymi, wydawało mu się utalentowanymi ludźmi. Odbyli dziesiątki bardzo dowcipnych i bardzo obiecujących rozmów, potem reżyser długo czekał i na końcu dostawał teksty, które zupełnie nie przypominały tego, czego szukał. Prowadził więc kolejne rozmowy, czekał kolejne tygodnie i historia się powtarzała. A czas leciał… Autokar, który dwa tygodnie przed premierą wiózł artystów do Bydgoszczy, jechał w kompletnej ciszy, co się praktycznie nie zdarza, bo artyści teatru Studio Buffo to ludzie młodzi i mocno rozrywkowi. Ale wtedy nie mieli po prostu czego śpiewać…

- Dwa tygodnie przed premierą w Bydgoszczy z przerażeniem stwierdziłem, że to, co mam w ręku, co miało być tekstem „Polity” jest dokładnie tym, czego nie chcę robić. Zrobiłem wtedy rzecz straszną – podarłem ten egzemplarz, wyrzuciłem do kosza i zadzwoniłem do Agaty mówiąc, że zostałem pokarany za tę zdradę, i że jak ona się nie zlituje, to polegniemy. A Agata w swojej wspaniałomyślności podjęła się tego karkołomnego zadania.

Pracowali 24 godziny na dobę. Kiedy siedzieli w bydgoskiej Hali „Łuczniczka”, Agata Miklaszewska miała zielony kolor twarzy, Józefowicz szaro-siny. Rankiem artyści wyrywali spod pióra autorki jeszcze ciepłe kartki z tekstami.

- Muszę przyznać, że podczas pracy nad „Politą” poszedłem dalej niż zwykle w postrzeganiu teatru, bo jeśli wcześniej mówiłem, że praca nad spektaklem często nie kończy się w dniu jego premiery, to tutaj w dniu premiery ona się dopiero zaczęła.

Było jednak warto. Nie tylko dlatego, że stworzyli pierwszy w historii teatru spektakl w technologii 3D. Zdobyli też Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Musicalowego w Daegu w Korei Południowej, pokonując wielkie produkcje między innymi z Francji, Rosji, Wielkiej Brytanii, Indii, Tajwanu, Chin. Okazali się bezkonkurencyjni w najważniejszych kategoriach: dla najlepszego spektaklu i dla najlepszej aktorki (Natasza Urbańska).

- Polskie media uczciły ten sukces minutą ciszy, ale jesteśmy przyzwyczajeni do tego, ze im dalej od Polski, tym bardziej nas doceniają – mówi Józefowicz.

Wierzę…!

Kiedy koncert z okazji odsłonięcia gwiazdy Agaty Miklaszewskiej kończył się oczywiście „Wieżą Babel” większość osób na widowni śpiewała razem z artystami. I kiedy krzyknęli wspólnie „wierzę” miało to więcej niż jeden wymiar. Oznaczało wiarę, że artystyczna przygoda Agaty Miklaszewskiej i duetu Józefowicz-Stokłosa jeszcze się nie skończyła i długo nie skończy.

Czytaj także

 0

Czytaj także