Krystyna Romanowska: O czym się niechętnie mówi przy okazji skandalu ujawniającego miliony stron maili Jeffreya Epsteina do wielkich tego świata?
Prof. Magdalena Grzyb: Dla świata anglosaskiego to bolesny policzek. Udawany purytanizm znacznej części społeczeństw amerykańskiego i brytyjskiego oraz oczekiwanie, że władza w liberalnych demokracjach nie będzie „odwalała Bizancjum”, zderzyły się z rzeczywistością.
Społeczne przekonanie: „my tu klepiemy biedę, a wy udajecie, że jesteście jednymi z nas, głosicie równość, moralizujecie, więc sami powinniście być bez skazy” zostało wystawione na ciężką próbę. Okazało się bowiem, że oczekiwana crème de la crème społeczeństwa bywa bardziej zdemoralizowana niż elity starożytnego Rzymu u schyłku Cesarstwa, a chwilami nawet niż najbardziej rozpustne wschodnie satrapie.
Ale, moim zdaniem, przy okazji sprawy Epsteina traci się ogólny obraz kierunku zmian społecznych i nie mówi się o tym, jak ogromną rolę odgrywają algorytmy i powszechna pornifikacja kultury – o tym, że one nie tylko pokazują ludziom to, co już chcą zobaczyć, ale realnie przesuwają granice i przyzwyczajają do coraz bardziej skrajnych rzeczy, a odpowiedzialność gdzieś się po drodze rozmywa.
Trochę więcej się pewnie mówi o bezkarności elit, ale pewnie mniej o totalnym kolapsie systemu prawnego bezradnego wobec tej skali przestępstw. Niewygodny jest również wątek tego, że w tym wszystkim nie uczestniczyli tylko mężczyźni jako „źli sprawcy”, ale całe otoczenie, w tym także kobiety, które z lojalności, interesu albo strachu podtrzymywały ten system, a przede wszystkim siedząca w więzieniu Ghislaine Maxwell, ale także inne kobiety, także z wyższych sfer proszące Epsteina o pieniądze na „fundacje” czy w końcu modelka Karina V., która towarzyszyła mu do śmierci.
Bardzo ostrożnie omija się też temat tego, że w mailach ujawnionych przez Departament Sprawiedliwości pojawiają się treści na granicy eksperymentów medycznych na dzieciach, które jeżą włosy na głowie i kompletnie nie pasują do postępowych narracji, że kilkuletnie dzieci bywają tam opisywane w kategoriach atrakcyjności czy użyteczności dla dorosłych, bogatych mężczyzn po dokonaniu w nich pewnych poprawek (czyli np. podania blokerów dojrzewania). No i wreszcie niechętnie mówi się o bezkarności jako takiej: o ugodach, o zmianach zarzutów, o tym, że system wiedział i reagował dużo wcześniej, tylko nie chciał ruszyć wpływowych ludzi. Bo to wszystko razem prowadzi do bardzo niewygodnego wniosku, że sprawa Epsteina nie była żadnym wyjątkiem, tylko produktem świata, który od dawna uczył elity, że właściwie wszystko im wolno.
Co powinno się stać w takiej sprawie w świecie idealnym? Specjalna komisja? Przesłuchiwania? Rozliczenia?
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
