Wysocki: Muszę stanąć w obronie „patodeweloperów”. Dlaczego mają rezygnować z zysków?

Wysocki: Muszę stanąć w obronie „patodeweloperów”. Dlaczego mają rezygnować z zysków?

Budowa nowego osiedla mieszkaniowego w Warszawie
Budowa nowego osiedla mieszkaniowego w Warszawie / Źródło: Shutterstock / Grand Warszawski
Jest moda pisania o patodeweloperce. Pokazywane są inwestycje słusznie nazywane „polskim Hong Kongiem”, gdzie na mikroskopijnych powierzchniach mieszkać mają ludzie, mogący zaglądać sąsiadom do sypialni. Pokazywane są tzw. domy klatkowe – na podmiejskich, odrolnionych polach rosną osiedla szeregowców, które ktoś porównał brutalnie do Auschwitz-Birkenau. Można się oburzać, ale taki jest rynek.

Pomocowe projekty kolejnych rządów nic nie zmieniły. I słusznie, państwo nie jest deweloperem, ma tworzyć korzystne otoczenie prawne pod inwestycje. Jeśli już, to samorządy w zakresie budownictwa komunalnego z przeznaczeniem dla osób naprawdę potrzebującym wsparcia.

Co więcej, taniej już było. Przykład: warszawski Ursus, gdzie na terenach byłej fabryki traktorów powstaje olbrzymie osiedle, coś na kształt modnego Miasteczka Wilanów.

Operuje tam kilku znanych deweloperów. Teren szybko się zapełnia budynkami. Jeszcze dwa lata temu można było podpisać umowę deweloperską na dziurę w ziemi w cenie do 8 tysięcy za metr kwadratowy. Teraz te mieszkania odbierane są przez nabywców. I część od razu trafia na sprzedaż. Za… 11,5 tys. zł za metr.

Oczywiście można czekać na tzw. kolejne etapy. Rok ukończenia marzec 2023, cena 11 tys. za metr. W biurze sprzedaży informują, że cena jest tylko prognozą, bo nie wiadomo, ile na końcu wyniesie koszt budowy. I zgodnie z prawem deweloper może zerwać umowę, zwracając wpłacone pieniądze plus 2 procent. Były już takie przypadki.

Czytaj też:
Jak urzędnicy dobijają popularne apteki sieciowe. „Łatwiej kupić wódkę i tanie wino”

Z czego to wynika? Bardzo zdrożały materiały budowlane. Cyny praktycznie się podwoiły. Jak podaje Stowarzyszenie Wykonawców Elewacji, styropian podrożał w ciągu roku o 120 procent, a wełna elewacyjna o 90 procent. Do tego od dłuższego już czasu rośnie cena pracy. Wzrosty płacy minimalnej i minimalnej stawki godzinowej mogą cieszyć pracowników, ale gdy ten sam pracownik chce kupić mieszkanie, to już cieszyć się nie ma on z czego.

Deweloperów dobijają też rosnące ceny energii i paliw.

Co gorsza, nie ma najmniejszej przesłanki dającej światło w tunelu. Mimo rosnących płac, Polaków stać będzie na coraz mniejsze metraże. Wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych jeszcze pogłębi tę sytuacje.

Przyznaję, blisko rok temu dosyć ironicznie pisałem tu o patodeweloperce, przytaczając przykłady mieszkaniowych dziwolągów i klatkowych domów. W tzw. międzyczasie ukazało mnóstwo publikacji krytykujących deweloperów za ten stan rzeczy.

Dziś więc, ich biorę w obronę – firmy deweloperskie, prywatne przedsiębiorstwa, także notowane na giełdzie. Oczywiście minione lata, to dla nich czas hossy. Dzięki wysokiej, około 30-procentowej marży wypracowują spore zyski. Dlaczego mieliby dobrowolnie z tych zysków rezygnować, chociażby obniżając marżę, czyli swój zarobek?

Ostatnio analizowałem sytuację PKN Orlen S.A. pod względem możliwości obniżenia ceny benzyny. Okazuje się, że prezes Daniel Obajtek i zarząd spółki naraziliby się na odpowiedzialność karną, zaniżając marżę na paliwie.

Jest przestępstwo uregulowane w artykule 296 Kodeksu karnego. Chodzi tu o niegospodarność. Zgodnie z paragrafem, zachowaniem karalnym jest doprowadzenie do znaczącej szkody majątkowej spółki. Grozi za to kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Wydaje się to dziwne? Pozornie tak. Ale po głębszej refleksji można dojść do wniosku, że to prawo ma sens. Stworzone zostało z myślą o ochronie udziałowców i akcjonariuszy, zabezpiecza przed nieuczciwą konkurencją czy dumpingiem cenowym, który niszczy rynek.

Czytaj też:
2900 na rękę to klasa średnia? „Oto prawdziwy cel Patkowskiego”

Paradoksalnie ten groźnie brzmiący przepis Kodeksu karnego chroni też konsumentów. W jaki sposób? Załóżmy, że jakiś deweloper radykalnie tnie ceny i dzięki temu niszczy konkurencję. Przez chwilę traci na takiej akcji, ale później – będąc de facto monopolistą – odbija to sobie z nawiązką, podnosząc radykalnie ceny. Nie o to tu chodzi.

Patodeweloperka to nie upodobanie deweloperów, tylko oferta dla mniej zamożnych klientów, których na nic lepszego nie stać.

Wystarczy przeanalizować, jak schodzą mieszkania we wspomnianym Ursusie. Najpierw kupowane są kawalerki, później mieszkania dwupokojowe. Na stronie wiszą 3-4 pokojowe i sprzedawca oferuje rabat, by ktoś je w końcu kupił. Przy czym nie ma w ogóle w ofercie lokali powyżej 80 metrów. Nie ma, bo nie ma popytu.

Tymczasem na modnym obecnie warszawskim Powiślu mieszkania to prawdziwe apartamenty o zawrotnej cenie około 25 tysięcy za metr kwadratowy, często o powierzchniach grubo ponad 100 metrów. Jeszcze wyżej stoją lokale w odrestaurowanych przedwojennych kamienicach. I też znajdują nabywców.

Zaś oprócz klatkowych szeregowców na szczerym polu, powstają pod Warszawą i na Mazurach osiedla rezydencjalne. Z takim stanem rzeczy musimy się pogodzić. Nie liczcie na kolejne projekty rządowe. Mają taki sens, jak książeczki mieszkaniowe za czasów PRL.

Źródło: Wprost
 4

Czytaj także