Grypsu do „Iwana” nie było?

Grypsu do „Iwana” nie było?

Dodano:   /  Zmieniono: 14
fot. Wojtek Jakubowski /KFP
Informacja o tym, że Artur Zirajewski na kilka dni przed zatruciem lekami dostał gryps, pochodzi tylko od jednej osoby i nie została ostatecznie potwierdzona – nieoficjalnie dowiedział się „Wprost”. Z naszych ustaleń wynika również, że „Iwan” już w połowie grudnia zapowiedział współwięźniom, że „idzie w transport”.
Na poniedziałkowej konferencji prasowej szef Służby Więziennej Kajetan Dubiel stwierdził, że dzień przed wigilią Zirajewski dostał od jednego ze skazanych gryps, który zaraz po przeczytaniu spalił. Informacja w nim zawarta miała go bardzo zdenerwować. Problem jednak w tym, że Służbie Więziennej nie udało jednoznacznie potwierdzić, że Iwan w ogóle dostał jakiś list. Jak to możliwe?

Z ustaleń „Wprost" wynika, że razem z Zirajewskim w celi siedziały jeszcze trzy inne osoby. Informacja o grypsie pochodzi tylko od jednej z nich. Dwóch pozostałych osadzonych temu zaprzeczyło. – Sprawa jest więc otwarta. Jeśli grypsu nie było, to warto się zastanowić, po co jeden z więźniów o nim powiedział. Równie możliwe jest jednak i to, że kłamią ci dwaj pozostali. Tak czy inaczej, informacja o grypsie nie została ostatecznie potwierdzona – twierdzi rozmówca „Wprost" z prokuratury.

W śledztwie pojawił się jeszcze jeden wątek. Z naszych ustaleń wynika, że Zirajewski 15 grudnia zeznawał jako świadek w jednym procesów. Kiedy wrócił z rozprawy, był bardzo zdenerwowany i oświadczył współwięźniom, że „idzie w transport". Prawdopodobnie już wtedy planował swój pobyt w szpitalu. Jedna z hipotez branych pod uwagę przez prokuraturę mówi, że zdenerwowanie Iwana wynikało z gróźb, które mógł dostać podczas pobytu w sądzie. Na razie nie wiadomo jednak, kto mógł być ich autorem.
 14

Czytaj także