9 maja Paweł Grzesiowski główny inspektor sanitarny w rozmowie z TVN24 poinformował, że na listach pasażerów jest osoba z Polski „potencjalnie mogąca mieć kontakt z jedną z osób chorych, jeszcze w tym pierwszym okresie, czyli po 24 kwietnia”.
– Nie jest osobą chorą, nawet podejrzaną o zachorowanie, ponieważ jest to osoba bezobjawowa. Nie mamy też pewności, czy rzeczywiście skontaktowała się z chorą. Natomiast istnieje takie ryzyko, ponieważ w tym samym czasie drogi tych osób się skrzyżowały. Najprawdopodobniej na lotnisku w Johannesburgu – przekazał Grzesiowski. Zapewnił także, że wspomniana osoba została poinformowana o zaistniałej sytuacji. Nie ujawniono jednak, czy jest to kobieta czy mężczyzna.
– Nie powróciła jeszcze do Polski. W dalszym ciągu przebywa za granicą. Kontakt z nią był telefoniczny – ujawnił Grzesiowski. – Naszym obowiązkiem jest dotrzeć do każdej osoby, która mogła mieć potencjalny kontakt z chorym. Poinformować o tym zapytać o stan zdrowia i objąć nadzorem epidemicznym przez sześć tygodni od ostatniego dnia potencjalnego kontaktu – wyjaśnił.
Teraz osoba ta musi obserwować swój stan zdrowia, pozostać w kontakcie z GIS-em, a także informować o zmianie miejsca swojego pobytu. Nie jest objęta kwarantanną ani izolacją. – Chodzi o utrzymanie tego kontaktu przez sześć tygodni od dnia kontaktu, czyli tutaj byłoby to do początku czerwca – dodał Grzesiowski.
Przypomnijmy, Polakiem jest również kapitan statku, który według ustaleń GIS-u jest zdrowy i nie wykazuje objawów choroby. Ekspert zaznaczył, że mogą pojawić się kolejny Polacy, którzy prawdopodobnie mieli kontakt z chorymi.
– Trudno jest wykluczyć, że 30 kilka osób, które opuściły statek w kwietniu i wracały w większości rejsowymi samolotami, nie spotkały się z jakimś obywatelem Polski na lotnisku lub w samolocie – wyjaśnił.
Co z ewakuacją statku?
Inspektor przekazał, że według informacji ujawnionych przez WHO „na statku nie ma już osób chorych”. – One zostały ewakuowane 6 i 7 maja. To dwie osoby, które zostały przewiezione transportem sanitarnym do Holandii. Wcześniej jedna osoba była przewieziona do Wielkiej Brytanii, kolejna jeszcze wcześniej do Szwajcarii. Mamy pięć osób chorych poza statkiem, które są w szpitalach – jedna w Republice Południowej Afryki i cztery w Europie. Pozostałe trzy zmarły – podał Grzesiowski.
Na statku ma też być dwóch ekspertów – z WHO i Europejskiego Centrum Kontroli Chorób, którzy będą nadzorować ewakuację pasażerów na ląd. Następnie osoby te mają zostać przewiezione specjalnymi samolotami do szpitala na terenie Hiszpanii, który ma pełnić funkcje „izolatorium”.
Główny Inspektor Sanitarny ocenił, że teraz „sytuacja jest pod kontrolą”. – Jest w tej chwili bardziej operacją logistyczną, ponieważ te osoby są z 20 kilku krajów. To jest pewien problem, bo w tych krajach różnie podchodzi się do obowiązków kwarantanny. Jest też kwestia tych 30 kilku osób, które opuściły statek, zanim stwierdzono ognisko epidemiczne, czyli 25 kwietnia. (...). Teraz wszystkich trzeba namierzyć, sprawdzić ich stan zdrowia – relacjonował ekspert.
Hantawirus na wycieczkowcu. Może dojść do epidemii?
Zapytany o to, czy wirus może się bardziej rozprzestrzenić, odpowiedział, że ryzyko jest zerowe.
– Wiemy, co to za wirus, wiemy, jakie ma objawy. Wszystkie osoby chore, o których wiemy, są pod nadzorem. Ten wirus nie posiada potencjału pandemicznego. Ze 150 osób zachorowało osiem, a nie 150, czyli ten wirus nie posiada takiej zakaźności jak, chociażby covid – ocenił Grzesiowski.
Czytaj też:
Śmiertelna choroba na wycieczkowcu. Jest zgoda na przyjęcie statku w EuropieCzytaj też:
Trzy ofiary śmiertelne spowodowane hantawirusami. GIS i WHO o zagrożeniach
