Jeśli - prezydent Komorowski

Jeśli - prezydent Komorowski

Dodano:   /  Zmieniono: 67
Tomasz Lis
Jeśli wierzyć prognozom, nowym polskim prezydentem będzie Bronisław Komorowski. Jeśli im wierzyć, dostaniemy kolejny dowód na to, że mamy dwie Polski i dwie wielkie polityczno-emocjonalne społeczności.
Jeśli prognozy się potwierdzą, obok prezydenta Komorowskiego będziemy mieli jednak jeszcze dwóch innych zwycięzców tych wyborów – Donalda Tuska, ale i Jarosława Kaczyńskiego, który zdobył prawie połowę głosów i uzyskał świetną pozycję wyjściową do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Jeśli się potwierdzą, całą władzę w Polsce będzie miała Platforma i na niej spocznie cała odpowiedzialność za Polskę. Jeśli…

Wyborcza niedziela zamknęła w Polsce 85-dniowy okres po smoleńskiej katastrofie, w którym narodowa żałoba przenikała się z wyborczą kampanią, a smutek i żal zlały się z emocjami, które wywołuje polityczna kampania, a nie narodowa tragedia. Katastrofa nie stała się, niestety, punktem wyjścia do odbudowy realnej wspólnoty Polaków. Przeciwnie, już kilka dni po niej widać było, ze całkowicie wykluczające się interpretacje tragicznego zdarzenia oraz towarzyszące temu ogromne namiętności podział między Polakami co najwyżej wyostrzają.

Trzeba więc docenić, że w tej atmosferze dwaj główni kandydaci prowadzili kampanię bardziej cywilizowaną niż ta, której świadkami byliśmy pięć lat temu. Nie bagatelizowałbym wzajemnych gestów ze strony marszałka Sejmu i szefa PiS-u, choćby tych z ostatniego dnia kampanii, gdy obaj dziękowali sobie za twardą rywalizację. To tylko ich słowa? Cóż, w ogromnej mierze właśnie słowami buduje się w kraju atmosferę – albo taką, w której jest tu nam wszystkim znośnie, albo taką, w której połowa Polaków uważa, że jest nie do wytrzymania. Nie bagatelizowałbym tez kampanijnej postawy lidera PiS-u. Nawet jeśli głównym powodem zmiany jego wizerunku była wyborcza kalkulacja, to wolę cynizm, którego dzieckiem jest rozgrzeszanie tych, których miało się za wrogów, niż agresję, której skutkiem jest obrażanie dawnych i kreowanie nowych wrogów. Dla dobra Polski należałoby więc sobie życzyć, by Jarosław Kaczyński dalej szedł tą drogą.

Tak, mamy dwie Polski. Głębokość różnic między nimi wykracza, niestety, poza standardy demokracji i normalnej wspólnoty. Emocje i wyobrażenia o Polsce oraz o tym, co dla niej dobre, wśród ludzi te dwie Polski zamieszkujących są na absolutnych antypodach. Dla jednych smoleńska katastrofa to wielki dramat, ale jednak skutek tragicznych pomyłek. Dla innych to efekt rosyjskiego zamachu. Jedni od początku uznawali zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego za największe niebezpieczeństwo dla Polski, inni – za jedyną nadzieję na powrót „prawej" i prawdziwie niepodległej Polski. Skrajność owych spojrzeń i interpretacji byłaby zdecydowanie mniej niepokojąca, gdyby były one na marginesach. Za mała jest część wspólna obu wielkich polskich zbiorów.

Przy okazji z prawdziwym smutkiem trzeba skonstatować, że wielkim przegranym w tych wyborach jest polski Kościół. Zamiast łączyć, bardzo często dzielił, zamiast szukać tego, co wspólne, w wielu sytuacjach starał się wyeksponować wszystko, co może Polaków różnić. Szokujące to, gdy przypomni się, że podobno jest to Kościół Jana Pawła II, który powtarzał, ze „solidarność to znaczy zawsze jeden z drugim, nigdy jeden przeciw drugiemu".

Jeszcze trzy miesiące temu wydawało się, że te wybory będą referendum nad prezydenturą Lecha Kaczyńskiego. Okazało się, że stały się referendum nad Jarosławem Kaczyńskim, bo nawet zwolennicy Bronisława Komorowskiego głosowali raczej „przeciwko Kaczyńskiemu" niż „za Komorowskim". Ale mieliśmy w wyborczą niedzielę jeszcze jedno referendum. Referendum dotyczące tego, czy chcemy w Polsce dość silnej prezydentury z prezydentem wybieranym w wyborach powszechnych, a wiec wyposażonym w mandat specjalny. Miliony głosujących Polaków – i tych, którzy oddali głos na Bronisława Komorowskiego, i tych, którzy głosowali na Jarosława Kaczyńskiego – w praktyce opowiedziały się za niegrzebaniem w konstytucji. To ważny sygnał, który powinni wziąć sobie do serca wszyscy chcący konstytucję zmieniać.

Uff , sporo nerwów kosztowała nas ta kampania. Odpocznijmy więc może na chwile od polityki i skoncentrujmy się na wakacjach.

PS. Jeśli wierzyć sondażom – a nie mówiłem!

Tekst ukazał się w specjalnym wyborczym dodatku do tygodnika "Wprost", który będzie dostępny w kioskach już w poniedziałek w Warszawie i jej okolicach.


 67
  • Bul-Gafa   IP
    Nie pokazujcie tego rudego,zezowatego manipulatora!!!
    • bez-nazwy   IP
      To smutne, Polski już nie ma... ale ludzie sami sobie zgotowali ten los... Życzę powodzenia, ten kraj już nie jest moją ojczyzną...wstyd...
      • elka   IP
        Polacy wybrali marionetke unii.
        • arabella   IP
          AMERYKANIE WIERZĄ W SPISEK ? CZY MOŻE TYLKO WINĘ ROSJAN ? \"ŻĄDAMY NIEZALEŻNEGO ŚLEDZTWA\"!!!
          Smoleńsk | katastrofa | USA | Kongres
          Sprawa katastrofy samolotu polskiego prezydenta stała się obiektem zainteresowania amerykańskiego Kongresu.
          Wkrótce po aresztowaniu przez FBI grupy osób podejrzewanych o szpiegostwo na rzecz Rosji przed komisją zagraniczną Izby Reprezentantów pojawił się znany republikański kongresmen Peter T. King. Polityk przedstawił komisji projekt rezolucji dotyczącej śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.
          W rezolucji King krótko i rzeczowo opisał wydarzenia ostatnich miesięcy: śmierć polskiego prezydenta oraz jego żony i znacznej części elity politycznej Rzeczpospolitej w drodze do Katynia, przekazanie śledztwa Rosjanom, pojawianie się sprzecznych doniesień co do przyczyn katastrofy. Fragmentami wymowa tekstu jest bardzo ostra. King podkreśla, że:

          - niektórym reprezentantom polskich władz ograniczono dostęp do miejsca tragedii,

          - Polakom przekazano tylko kopie zapisów czarnych skrzynek,

          - oryginały czarnych skrzynek nadal są w rękach Rosjan,

          - 50 tysięcy Polaków podpisało petycję z żądaniem powołania międzynarodowej komisji śledczej.

          Także senator King domaga się międzynarodowego śledztwa. Przedstawiony przez niego projekt rezolucji kończą słowa:

          Izba Reprezentantów żąda niezależnego międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy lotniczej z 10 kwietnia 2010 roku.
          Jeśli projekt rezolucji przejdzie przez komisję i zostanie przegłosowany w Izbie Reprezentantów (fakt, że ku temu daleka droga), to będziemy mieli do czynienia z niezwykle spektakularnym wydarzeniem. Zresztą, już sam pomysł rezolucji jest interesujący i dla niektórych osób bardzo kłopotliwy.

          Ciekawe, czy amerykański kongresmen także zostanie uznany za pogrążonego w teoriach spiskowych oszołoma?
          • arabella   IP
            AMERYKANIE WIERZĄ W SPISEK ? CZY MOŻE TYLKO WINĘ ROSJAN ? \"ŻĄDAMY NIEZALEŻNEGO ŚLEDZTWA\" !
            Smoleńsk | katastrofa | USA | Kongres
            Sprawa katastrofy samolotu polskiego prezydenta stała się obiektem zainteresowania amerykańskiego Kongresu.
            Wkrótce po aresztowaniu przez FBI grupy osób podejrzewanych o szpiegostwo na rzecz Rosji przed komisją zagraniczną Izby Reprezentantów pojawił się znany republikański kongresmen Peter T. King. Polityk przedstawił komisji projekt rezolucji dotyczącej śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.
            W rezolucji King krótko i rzeczowo opisał wydarzenia ostatnich miesięcy: śmierć polskiego prezydenta oraz jego żony i znacznej części elity politycznej Rzeczpospolitej w drodze do Katynia, przekazanie śledztwa Rosjanom, pojawianie się sprzecznych doniesień co do przyczyn katastrofy. Fragmentami wymowa tekstu jest bardzo ostra. King podkreśla, że:

            - niektórym reprezentantom polskich władz ograniczono dostęp do miejsca tragedii,

            - Polakom przekazano tylko kopie zapisów czarnych skrzynek,

            - oryginały czarnych skrzynek nadal są w rękach Rosjan,

            - 50 tysięcy Polaków podpisało petycję z żądaniem powołania międzynarodowej komisji śledczej.

            Także senator King domaga się międzynarodowego śledztwa. Przedstawiony przez niego projekt rezolucji kończą słowa:

            Izba Reprezentantów żąda niezależnego międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy lotniczej z 10 kwietnia 2010 roku.
            Jeśli projekt rezolucji przejdzie przez komisję i zostanie przegłosowany w Izbie Reprezentantów (fakt, że ku temu daleka droga), to będziemy mieli do czynienia z niezwykle spektakularnym wydarzeniem. Zresztą, już sam pomysł rezolucji jest interesujący i dla niektórych osób bardzo kłopotliwy.

            Ciekawe, czy amerykański kongresmen także zostanie uznany za pogrążonego w teoriach spiskowych oszołoma?

            Czytaj także