Spokojna dziewczyna

Spokojna dziewczyna

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
Najpierw Katarzyna W. straciła dziecko. Później nie ze chciała stracić twarzy. Więc przez ponad tydzień pokazywała wszystkim twarz skrzywdzonej matki.
Ostatni czwartek, 8.30 rano, blok przy Legionów 5 w Sosnowcu. Żaneta Nowak, w szóstym miesiącu ciąży, wychodzi na wizję lokalną. Jest bardzo ważnym świadkiem, ma pomóc policji odtworzyć to, co stało się 24 stycznia o 17.45. A było tak: Żaneta Nowak idzie do domu. Patrzy: wózek.

 Przy wózku ktoś leży. Podbiega. Poznaje, że to Kaśka, córka sąsiadów z  tej samej klatki, więc krzyczy: „Boże, sąsiadko, w wózku nie masz dzieciaka! Gdzie jest dziecko?!". A Kaśka ani drgnie. Ma na głowie kaptur, leży twarzą do ziemi. Twarz czysta, ręce też, co teraz Żanetę Nowak dziwi. No bo jak można mieć ręce nieubrudzone, skoro dopiero co  zakopało się dziecko w ruinach koło torów? Ale w tamten wtorek 24 stycznia Żaneta Nowak nie myśli o rękach sąsiadki, tylko próbuje ją cucić. A ona nadal nie otwiera oczu. Leży bez ruchu 16 minut, do czasu kiedy przyjeżdża pogotowie.

Idąc na wizję, Żaneta Nowak spodziewa się, że spojrzy w oczy Kaśki i odczyta z nich, po co tak wszystkich nabierała? Nie ma jednak okazji, bo policja boi się o bezpieczeństwo matki i nie wyciąga jej z katowickiego aresztu. Na ulicy zamiast Katarzyny W. kładzie się funkcjonariusz w kominiarce na twarzy. – Nawet dobrze, że to nie ona – myśli sobie Żaneta Nowak. Woli pochylić się nad policjantem niż znów nad Kaśką. Jest tak na nią zła, że skopałaby jej tyłek. Inni ludzie, tutaj, w Sosnowcu, poszliby znacznie dalej. Nie  skopać, a zlinczować, skazać Katarzynę W. na dożywocie albo lepiej na  karę śmierci.

O matce Madzi czytaj w najnowszym "Wprost"